REKLAMA
REKLAMA

Od Xabiego Alonso do Mourinho

Alfredo Relaño to emerytowany dziennikarz, od 1996 do 2019 roku dyrektor dziennika AS, który obecnie dzieli się swoimi spostrzeżeniami na łamach dziennika MARCA. Przedstawiamy przemyślenia Hiszpana na temat możliwego powrotu José Mourinho.

REKLAMA
REKLAMA
Od Xabiego Alonso do Mourinho
José Mourinho i Xabi Alonso w 2023 roku. (fot. Getty Images)

„Im gorzej, tym lepiej, żeby przyszedł Mourinho”, powiedział mi znajomy kibic Realu Madryt po małej serii bójek: Rüdiger–Carreras i Tchouaméni–Valverde, w tym drugim przypadku jeszcze z rewanżem. To ciekawe, że ten sam Real Madryt, który zaczynał sezon z Xabim Alonso, teraz rozważa sprowadzenie Mourinho, czyli trenera tak bardzo od niego różnego. Pamiętam zgodę wokół Baska: młody, były piłkarz klubu, człowiek bez skazy, poprawny obywatel. A jeśli ktoś chce, nawet bohater społeczny po tym, jak rzucił wyzwanie urzędowi skarbowemu i wygrał. W przypadku Mourinho takiej zgody nie ma. Wraca za to awantura. Uważam go za dobrego trenera i kiepskiego obywatela. Nie wiem, jaki wróci, choć jeśli nie będzie wyborów, jego powrót jest już właściwie przesądzony. Jeśli wybory się odbędą, trzeba będzie poczekać. Nawet jak na Florentino z ostatnich dni, mniej dbającego o formę niż w lepszych czasach, zatrudnienie go w trakcie kampanii wyborczej byłoby czymś wyjątkowo niestosownym.

REKLAMA
REKLAMA

Uważam jednak, że Mourinho nigdy do końca nie odszedł. Mourinhismo jest lepkie i czas go nie wymazał. Wciąż żyje w nastrojach jego zwolenników, których pod koniec było już znacznie mniej niż na początku, gdy miał większościowe poparcie, topniejące wraz z kolejnymi wybrykami. Nadal ma jednak swoich ludzi, w prasie i na ulicy. Jeszcze mocniej wyczuwalny jest ten narzekający nalot brudzący ściany, ta litania wiecznego pokrzywdzenia, ta skłonność do produkowania wrogów, ta wyniosłość, przez którą klub zaczyna uznawać każdy kontakt ze światem zewnętrznym za stratę czasu i ujmę dla własnej pozycji. Real Madryt stopniowo zmieniał się w siedlisko gniewu i urazy, co bardzo wyraźnie zobaczyliśmy na ekranach telewizorów we wtorek w zeszłym tygodniu, przy Florentino w wersji Jowisza Gromowładnego.

Mourinho zostawił po sobie niewiele tytułów, choć miał pod tym względem trudne zadanie, ale zostawił głęboki ślad. Real Madryt z innych czasów głosił pokorę, szukał zgody i był jednym z filarów systemu. Dziś jest wyniosły, kłótliwy, a nawet antysystemowy. To właśnie cuchnący ślad, jaki zostawił Mourinho. Real Madryt zaszedł tak daleko, że Florentino przy fikcji Superligi uwiesił się nawet ramienia Laporty, a gdy ten nie mógł już wyciągnąć od niego kolejnych przysług, zostawił go na lodzie i zabrał drabinę. Nie wiem, jaki Mourinho wróci ani czy do czegokolwiek się przyda, ale nie przestaję żałować blizny, którą po sobie zostawił. I myślę, że szkoda było zmarnować Xabiego Alonso.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (10)

REKLAMA