W piłce nożnej temat Superligi wywołał wielkie emocje i w pewnym stopniu wymusił na UEFA wprowadzenie zmian do rozgrywek, jednak pozycja istniejących rozgrywek pozostała niezagrożona. Inaczej sytuacja wygląda w europejskiej koszykówce. Tam konflikt trwa od wielu lat. Jego owocem jest utworzenie Euroligi, która ma burzliwe relacje z FIBA. Obecnie równolegle rozgrywane są aż cztery europejskie puchary: Euroliga oraz Eurocup (organizatorem jest Euroliga), a także Liga Mistrzów oraz Europe Cup (FIBA).
Popularność koszykówki na Starym Kontynencie ciągle rośnie, a wraz nią na znaczeniu zyskuje klubowa rywalizacja. Szansę w tym wszystkim dostrzegła NBA, która uważa, że byłaby w stanie jeszcze bardziej skomercjalizować rozgrywki i wygenerować znacznie większe przychodzi. Władze NBA widzą, jakie znaczenie w ich lidze odgrywają europejscy zawodnicy i jak sile są europejskie marki.
Sukces Euroligi i jej nowego formatu nie przełożył się na sukces finansowy klubów. Najlepsze z nich generują straty rzędu 20 czy 30 milionów euro rocznie. NBA zauważyła również brak poważnej koszykówki w wielkich europejskich miastach, takich jak Rzym, Londyn czy Paryż. Tak powstał pomysł na stworzenie nowych rozgrywek, które miałyby ruszyć, jak informuje dziennik MARCA w 2027 lub 2028 roku. Projekt zakłada od 10 do 12 stałych licencji, na którą mogłyby liczyć między innymi Barcelona czy Real Madryt. O pozostałe miejsce toczyłaby się rywalizacja w Lidze Mistrzów.
Stworzenie nowych rozgrywek jest długim i kosztownym procesem, który NBA woli realizować w ciszy. Organizacja generująca 76 miliardów dolarów przychodów jest trudna do zlekceważenia. MARCA dodaje, że zdaniem NBA udało się już znaleźć 120 potencjalnych inwestorów, wliczając to kluby piłkarskie i koszykarskie. Wiele klubów zadeklarowało chęć udziału w rozgrywkach, a cały projekt miałby być wspierany budżetem w wysokości od 500 milionów do ponad miliarda euro.
Real Madryt kluczowym elementem
Królewscy od początku byli stawiani za podstawę projektu, bo spełniają wszystkie wymagania stawiane przez NBA. Reprezentują ogromny rynek, mają globalną markę i wielką bazę kibiców. Jednak ostatnio Madrytczycy zostali sami w gronie zespołów, które nie wybrały między Euroligą a NBA. Barcelona, ASVEL i Fenerbahçe zdecydowały się zostać w Eurolidze, lecz to jeszcze nie przekreśla całego projektu. NBA na pewno nie wystartuje teraz, a perspektywa sezonu przejściowego w Lidze Mistrzów nie jest atrakcyjnym scenariuszem dla żadnej z wymienionych drużyn. Nie można wykluczyć scenariusza, że niektóre zespoły spędzą kolejny rok w Eurolidze i dołączą do NBA Europe w sezonie 2027/28, nawet kosztem zapłacenia kary.
Ogromna inwestycja na start
MARCA informuje, że NBA pragnie na początek wyłożyć aż 3 miliardy dolarów. Celem jest inwestycja w rozwój klubów i stworzenie całej struktury. Dzisiaj nikogo nie zaskakuje obecność klubu z Dubaju w Eurolidze. Trafiają tam coraz większe gwiazdy, co nie do końca podoba się kibicom. Mogliby przychylniej patrzyć na to, gdyby takich ruchów dokonywały kluby z Rzymu czy z Manchesteru.
Porozumienie między Euroligą a NBA
Jest to kolejny możliwy scenariusz, bo obie organizacje wznowiły rozmowy między sobą. MARCA wskazuje jednak na podstawowy problem, jakim jest fakt, że NBA nie uwzględnia w swoich planach takich klubów jak Olympiakos, Žalgiris czy Baskonia. Euroliga po ostatnich wydarzeniach i przedłużeniu umów z 12 z 13 klubów ze stałą licencją czuje się mocno na swojej pozycji. Brakuje jej tylko Realu Madryt i czeka na jego decyzję.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się