REKLAMA
REKLAMA

Vozpópuli: Florentino nie wybiera się na emeryturę i planuje dwa gigantyczne ruchy

Florentino Pérez nie zamierza odchodzić na emeryturę i planuje utrzymać władzę zarówno w Realu Madryt, jak i w ACS, by osobiście przeprowadzić dwie operacje mające zdefiniować jego dziedzictwo. Oba ruchy mają wzmocnić jego najważniejsze projekty w świecie globalnego kapitału, ale niosą też duże ryzyko polityczne, społeczne i instytucjonalne.

REKLAMA
REKLAMA
Vozpópuli: Florentino nie wybiera się na emeryturę i planuje dwa gigantyczne ruchy
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)

Joaquín Hernández Rader z Vozpópuli podaje, że 79-letni Florentino Pérez nie widzi swojego końca w niestabilności naznaczającej ostatnie sezony Realu Madryt ani nie myśli o przejściu na emeryturę. Prezes Królewskich zdecydował się objąć kolejny mandat na czele klubu do 2032 roku (taka jest informacja dziennikarza, ale kadencje w klubie są 4-letnie, więc ta nowa trwałaby do 2030 roku), a w przyszłym roku odnowić również mandat na czele firmy ACS do 2031 roku, z ambicją osobistego pilotowania dwóch operacji, które mają naznaczyć jego dziedzictwo: otwarcia kapitału klubu na prywatnych inwestorów oraz wejścia spółki budowlanej na amerykańską giełdę.

REKLAMA
REKLAMA

Inżynier dróg, kanałów i portów zmierza do wykonania dwóch ostatecznych i nieodwracalnych kroków w architekturze władzy, którą budował przez ostatnie dekady. W Realu Madryt poprzez reformę statutu, która mogłaby przekształcić model własności klubu. Z kolei w ACS poprzez możliwe notowanie na Wall Street — spółki matki lub poprzez spółkę zależną — firmy, której środek ciężkości w ostatnich latach coraz bardziej przesuwał się w stronę Stanów Zjednoczonych. Dwa różne ruchy, ale połączone tą samą logiką: dostosować jego dwie wielkie platformy do języka globalnego kapitału zanim zmiana pokoleniowa zacznie kwestionować ich zasady.

Dziennikarz podkreśla, że trwająca ofensywa wyborcza w Realu Madryt wpisuje się w tę strategię. Florentino nie przyspieszył wyborów tylko po to, by zamknąć rozdział ostatnich sportowych porażek. Doradzany przez osoby ze swojego najbliższego zaufania, takie jak finansista Anas Laghrari, chciał rozbić rosnący front opozycyjny wokół zyskującego na znaczeniu Enrique Riquelme, właściciela firmy Cox, oraz firmy Iberdrola na czele z jej dyrektorem Davidem Mesonero. Przeciwnicy Florentino opierają ofensywę na braku tytułów i napięciach wewnętrznych na poziomie instytucjonalnym, jakie wywołał sam proces przekształcenia struktury właścicielskiej.

REKLAMA
REKLAMA

Prezes Królewskich poczuł potrzebę ponownego potwierdzenia swojej legitymacji zanim naciśnie przycisk tego, co uważa za nieuniknioną reformę statutu, mającą zabezpieczyć finansową stabilność Realu Madryt po wysiłku, jakim była przebudowa Bernabéu. Chce to zrobić poprzez wejście prywatnych inwestorów do klubu za pośrednictwem nowej zależnej spółki handlowej, do której wydzielona ma zostać działalność biznesowa Królewskich. To pozwoliłoby skrystalizować wartość klubu i wzmocnić jego zdolność do rywalizacji w futbolu zdominowanym przez kluby-państwa, fundusze państwowe, wielkie fortuny i platformy audiowizualne.

Mimo niewątpliwej władzy, jaką skonsolidował Florentino, oraz jego pełnego przekonania do forsowania tej reformy, prawda jest taka, że operacja okazała się wyjątkowo wrażliwa. Każdy ruch, który brzmi jak częściowa sprzedaż Realu Madryt, a takim byłoby odstąpienie inwestorom do 10%, wymaga czegoś więcej niż inżynierii finansowej: ponad wszystkim wymaga wewnętrznej legitymacji, kontroli narracji i wystarczającej większości społecznej wśród socios, którzy mieliby stać się akcjonariuszami. Stąd przyspieszenie wyborów ma wymiar prewencyjny. Prezes chce najpierw przedstawić kalendarz reformy, która prowadziłaby przez Nadzwyczajne Zgromadzenie z udziałem socios-delegatów, a następnie referendum dla wszystkich socios, które teraz planowane jest w perspektywie 2027 roku. Wtedy już z dezaktywowaną opozycją, zarówno zewnętrzną, jak i wewnętrzną, oraz z odnowionym zaufaniem swoich najbliższych współpracowników.

REKLAMA
REKLAMA

Druga wielka operacja dotyczy firmy ACS. Spółka aktywnie bada możliwe przejście na giełdę w Stanach Zjednoczonych. To złożona operacja z wieloma znakami zapytania, ale wpisującą się w transformację grupy w firmę coraz bardziej wystawioną na rynek północnoamerykański. Infrastruktura cyfrowa, energia, obronność, koncesje i wielkie projekty w Ameryce Północnej przesunęły środek ciężkości ACS i wzmocniły logikę szukania wyceny korporacji bliższej amerykańskim mnożnikom.

Dla Florentino wprowadzenie ACS na Wall Street byłoby giełdową kulminacją wieloletniej przemiany biznesowej. ACS za sprawą należącej do niej Turner Construction, który po pierwszym kwartale 2026 roku odpowiada już za ponad 60% portfela projektów i zysków, przestała być hiszpańską firmą z międzynarodowymi interesami, a stała się globalną grupą, której narrację wzrostu coraz bardziej rozumie się przez pryzmat amerykański. Wejście na amerykański rynek pozwoliłoby zyskać widoczność wśród wielkich inwestorów, wzmocnić profil spółki i zbliżyć jej wycenę do wyceny jej północnoamerykańskich odpowiedników.

Operacja musi jednak w tych chwilach mierzyć się z wciąż świeżym precedensem Ferrovialu (korporacji infrastrukturalnej i usługowej, specjalizującej się w projektowaniu, budowie i zarządzaniu autostradami, lotniskami oraz projektami energetycznymi). Przeniesienie siedziby spółki Rafaela del Pino do Holandii w 2023 roku, by ułatwić jej notowanie w USA, otworzyło jej frontalne starcie z rządem. Od tamtej pory władza wykonawcza zaczęła pracować nad mechanizmami, które ułatwiłyby hiszpańskim firmom notowanie na zagranicznych rynkach bez konieczności przenoszenia siedziby społecznej poza Hiszpanię. To droga, która pozwoliłaby grupom takim jak ACS badać Wall Street bez koniecznego tworzenia nowego konfliktu korporacyjnego i politycznego na miarę Ferrovialu.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

REKLAMA