REKLAMA
REKLAMA

Cicinho: W Rzymie pobiłem rekord: 70 piw,15 caipirinhi i dwie paczki fajek jednego dnia

Cicinho, były piłkarz Realu Madryt w latach 2005–2007, udzielił wywiadu dla La Gazzetta dello Sport, w którym mówił m.in. o swoim uzależnieniu od alkoholu oraz czasie spędzonym w stolicy Hiszpanii. Przedstawiamy zapis rozmowy z Brazylijczykiem.

REKLAMA
REKLAMA
Cicinho: W Rzymie pobiłem rekord: 70 piw,15 caipirinhi i dwie paczki fajek jednego dnia
Cicinho po zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii z Realem Madryt w 2007 roku. (fot. Getty Images)

Zacznijmy od tego: jak zbliżyłeś się do religii?
Dzięki mojej żonie Marry. W Rzymie zabrała mnie pierwszy raz do kościoła. Dziś prowadzę nabożeństwa, opowiadam o historii Jezusa, a w przyszłym roku odprawię nawet ślub dwójki brazylijskich przyjaciół we Włoszech. Bardzo wierzę w Boga, pomaga ci oczyścić się ze zła.

REKLAMA
REKLAMA

I czujesz się oczyszczony?
Tak. Alkohol mnie zniszczył. Wszystko zaczęło się, gdy miałem 13 lat, na imprezie u znajomych. Spróbowałem piwa i zakochałem się w nim jak w kobiecie. Im byłem starszy, tym więcej piłem. Wracałem do domu o piątej rano, a rodzice niczego nie zauważali. A następnego dnia czułem się dobrze, potrafiłem nawet trenować.

Kiedy straciłeś kontrolę?
Gdy trafiłem do Botafogo, w 2001 roku. Tam piłem dwadzieścia piw i dziesięć caipirinhi dziennie. W wieku 17 lat zacząłem też palić papierosy. Ale ja właśnie tak postrzegałem futbol: chciałem zajść na szczyt, zarobić dużo pieniędzy i dobrze się bawić. Kiedy trafiłem do São Paulo, a potem do reprezentacji, myślałem, że osiągnąłem wszystko.

Jak było po transferze do Realu Madryt?
Jeszcze gorzej. W 2005 roku wzięli mnie, żebym został nowym Michelem Salgado, a ja pomyślałem: „Świetnie, teraz mogę imprezować bez końca”. Kupowałem samochody, ubrania, organizowałem domówki. Prawie nie wychodziłem z domy, bo w Madrycie wszędzie byli paparazzi. Piłem więc w mojej willi, z przyjaciółmi.

Nikt nie zauważył twojego nałogu?
Ciągle siedziałem w domu. Kładłem się spać o czwartej rano, a o ósmej byłem na treningu. Pijany. Przed wyjściem wypijałem trzy–cztery kawy i zjadałem paczkę gum, żeby ukryć zapach alkoholu. A na boisku i tak byłem świetny. Nawet Capello niczego nie podejrzewał.

REKLAMA
REKLAMA

W Madrycie pojawiła się też pasja do tatuaży…
Zawsze chciałem je mieć, ale bałem się igieł. Więc zacząłem tatuować się po pijaku, żeby nie czuć bólu. W Madrycie zrobiłem 15, w Rzymie kolejne 10. W sumie mam 33. Tylko osiem zrobiłem na trzeźwo.

Jakie masz wspomnienia z szatni Realu?
Pewnego dnia Capello uszczypnął Ronaldo w brzuch przy wszystkich. To był okres, gdy Ronny był bardzo gruby.

Jak doszło do transferu do Romy w 2007 roku?
Dzięki Doniemu. Zrobił wideorozmowę na Skype z Tottim, który powiedział mi: „Słuchaj, to my jesteśmy Galácticos”. Od razu mnie przekonał. A poza tym Roma miała już wielu wielkich Brazylijczyków, takich jak Cafu, Aldaira, Zago.

W Rzymie trochę się ustatkowałeś?
Na początku tak. Ze Spallettim świetnie się dogadywałem i dużo grałem. Później, w 2009 roku, znów zerwałem więzadła i zacząłem przesadzać. Wtedy zrozumiałem, że cierpię na depresję, choć wtedy nie chciałem się do tego przyznać.

Jak daleko to zaszło?
Poza wszelkie granice. W Rzymie ustanowiłem rekord: 70 piw i 15 caipirinhi w jeden dzień. Do tego dwa paczki papierosów. Nienawidziłem spać, chciałem tylko imprezować w domu z przyjaciółmi.

Ktoś próbował ci pomóc?
Przede wszystkim Bruno Conti. Zawsze mówił do mnie z czułością: „Cicinho, mniej imprez, więcej treningu”. Pradè też bardzo mnie pilnował. Jestem bardzo związany z Romą. Mam nadzieję, że pewnego dnia mój syn Emanuel tam zagra. Ma 5 lat i chce zostać piłkarzem.

REKLAMA
REKLAMA

Jakiś sekret z lat spędzonych w Romie, który chciałbyś zdradzić?
Raz Rosella Sensi wpadła wściekła do szatni po porażce i powiedziała, że nie mamy charakteru. Heinze chciał, żeby Totti zareagował, ale Francesco odparł: „Ej, spokojnie, pensja i tak przyjdzie”. Heinze odpowiedział: „Ty nie możesz być kapitanem”. Od tamtej chwili Argentyńczyk nigdy nie pojawił się już na boisku.

Spędzałeś też dużo czasu na plaży.
Między Ostią a Infernetto miałem przyjaciela z restauracją na plaży. Obok lokalu było boisko do piłki 7-osobowej i często graliśmy tam do trzeciej w nocy. Nawet z kibicami Romy, z którymi się zaprzyjaźniliśmy. Ktoś potem doniósł i klub się o tym dowiedział. Wkurzyli się, ale mój kontrakt i tak już wygasał.

Jak wyszedłeś z nałogu?
Znów dzięki mojej żonie. Gdy wróciłem do Brazylii w 2012 roku, zacząłem terapię dzięki jej wsparciu. Odkryłem na nowo sens życia i dziś jestem szczęśliwy.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (9)

REKLAMA