[RMTV] Jutro macie ostatni wyjazd w sezonie przeciwko dobrej Sevilli, która gra o wiele. Jaki mecz chcesz jutro zobaczyć na Pizjuán?
Sam to powiedziałeś: Sevilla, która, jeśli się nie mylę, chyba wygrała trzy ostatnie mecze i która robi ostatnio wszystko bardzo dobrze z Luisem [Garcíą Plazą]. Ten trener ma ogromne doświadczenie i wszyscy wiemy, jak pracują jego drużyny. Widzimy zwrot, jaki udało mu się nadać Sevilli. To stadion, który dla nas zawsze jest ekscytujący przez trudność gry, przez atmosferę, jaka tworzy się, gdy Real Madryt tam przyjeżdża oraz przez kibiców, którzy na pewno są jednymi z najlepszych w Hiszpanii. To wielki klub i jestem pewny, że skoro będzie to ostatni mecz sezonu na ich stadionie, to zawodnicy będą chcieli rozegrać świetny mecz przeciwko Realowi Madryt przed swoimi ludźmi. Czeka nas więc kolejna ciężka bitwa.
[Radio Nacional] Nie wiem, czy mogłeś porozmawiać z Kylianem [Mbappé] po meczu z Oviedo. Powstały dwie wersje. On powiedział w strefie mieszanej, że powiedziałeś mu, iż jest czwartym napastnikiem, a ty powiedziałeś na sali prasowej, że choć nie słyszałeś jego wypowiedzi, to być może zinterpretował coś inaczej. Czy mogłeś porozmawiać z Kylianem? Czy mogliście to wyjaśnić?
Nie, posłuchaj, teraz, gdy wchodziłem tutaj na górę, właśnie co go zobaczyłem i powiedziałem mu, żeby był spokojny, że ja się tym zajmę. I rozumiem, że wiele z tych rzeczy może wydawać się newsem. Wszystko, co Kylian powiedział w strefie mieszanej, to coś, o czym już rozmawiałem z nim wcześniej. Podchodzę do tego dużo naturalniej, bo jak zawsze mówię moim zawodnikom, byłem tam i wiem, co czują w każdej z sytuacji: wiem, co znaczy grać codziennie, wiem, co znaczy grać mniej oraz wiem, co znaczy nie grać. Rozumiem, jak zawodnicy czują się, kiedy nie grają. Rozumiem to doskonale. Wiem, że Kylian tego dnia nie był zadowolony i mi się to podoba. To znaczy nie zrozumiałbym, gdyby Kylian Mbappé nie chciał grać dla swojej drużyny, dla Realu Madryt, nawet w takiej sytuacji jak ta. Dla mnie jest to coś o wiele bardziej normalnego niż to przedstawiono. Myślę, że już doskonale to wyjaśniłem. Uważam, że w sytuacji, w której wracał, to według mnie — błędnie albo słusznie, każdy z was może mieć swoją opinię — najlepsze było to, żeby zagrał trochę w drugiej połowie, by móc zagrać w niedzielę. Gdyby może nie było tego meczu w niedzielę albo gdyby czwartkowy mecz był w niedzielę, sytuacja byłaby zupełnie inna. Ale nic więcej. Naprawdę podchodzę bardzo normalnie do wszystkiego, co wydarzyło się w tych dniach, a moja relacja z Kylianem Mbappé pozostaje taka sama.
[El Desmarque] Zawsze byłeś wiernym obrońcą tego, że to, o czym rozmawia się w szatni, zostaje w szatni. Nie wiem, do jakiego stopnia to, że Kylian wyszedł i trochę podzielił się z prasą waszymi rozmowami, zabolało cię albo cię zdenerwowało?
Nie, w żadnym stopniu. W żadnym. Zawsze, gdy rozmawiam z zawodnikami, myślę, że to, co im mówię… Cóż, już nawet nie chodzi o to, czy może wyjść na zewnątrz, tylko że ja to czuję i nie boję się, że mogą komentować albo opowiedzieć o którejkolwiek z rozmów, jakie mieliśmy. Z mojej strony, kiedy rozmawiają ze mną prywatnie, to ja lubię zachować to w sferze prywatnej. Rozumiem i nie przeszkadza mi ani nie boli mnie to, że oni mogą upublicznić rozmowę, którą odbyli ze mną. I jak właśnie wam wyjaśniłem, rozmawiałem z nim przed meczem i to, co wyjaśniłem jemu, on wyjaśnił wam. Nie ma większego problemu.
[COPE] Minęły cztery miesiące, odkąd objąłeś stanowisko. Nie wiem, czy dłużą ci się te miesiące? To pytanie osobiste. Uważasz, że z tego etapu wychodzisz wzmocniony czy osłabiony? I czy przy takim zamieszaniu któregoś dnia przyszła ci do głowy dymisja?
Nie, posłuchaj, przyszedłem tutaj cztery miesiące temu, prawda? Kilka dni temu minęły cztery miesiące. Byłem wtedy trenerem Primera RFEF [trzecioligowym], a w dniu, w którym odejdę, to odejdę jako trener Realu Madryt, trener Primera División, mając za sobą prowadzenie czy rozgrywanie meczów Ligi Mistrzów. Myślę, że też nie ma zbyt wielu trenerów, którzy mogą powiedzieć to samo. Dla mnie te cztery miesiące były ogromnym doświadczeniem, wielką nauką na poziomie osobistym i zawodowym. Również bronieniem tego herbu, byciem tutaj każdego dnia, także przed wami, co było dużym rozwojem. To była magisterka. I kiedy to się skończy, to myślę, że przede wszystkim oprócz tego, że rozwinąłem się, to odejdę stąd ze spokojnym sumieniem.
[MARCA] Idąc za pytaniem kolegi, chciałbym wiedzieć, jak myślisz, jak zostaniesz zapamiętany albo jak chciałbyś, żeby zapamiętali cię kibice i szatnia po twoim etapie jako trener Realu Madryt?
Cóż, nie wiem. O to będziesz musiał zapytać. Na pewno Real Madryt ma miliony kibiców i jedni będą bardziej zgodni, inni mniej. Dla mnie ważne, a przynajmniej tym, co zawsze czułem, jest uczucie kibiców. Mam 43 lata i z tych 43 spędziłem spędziłem jako wychowanek Realu Madryt, jako zawodnik pierwszej drużyny Realu Madryt, jako ambasador, jako trener akademii, a teraz przez te miesiące jako trener pierwszej drużyny. To wiele lat w moim domu - w tym, co uważam za mój dom i mój klub. A jak zapamiętają mnie kibice… Prawda jest taka, że czuję, iż z dużą sympatią... I nic więcej. Myślę, że to też nie jest pytanie, na które mogę ci odpowiedzieć.
[SER] Powiedziałeś nam, że masz do odbycia rozmowę z klubem. Wyobrażam sobie, że porozmawiasz z prezesem, z którym masz dobrą relację, oraz z zarządem. Kiedy powiedzą ci czy jeśli powiedzą ci, że José Mourinho jest rozwiązaniem dla tej szatni będącej nie do opanowania szatni, to powiesz im, że się zgadzasz? Że Mourinho jest rozwiązaniem?
Cóż, nie bardzo rozumiem to o szatni nie do opanowania, a przynajmniej się z tym nie zgadzam. Ja nie określiłbym w taki sposób szatni Realu Madryt. A w dniu, w którym klub podejmie decyzję dotyczącą trenera na następny sezon, wtedy to będzie coś, co oni będą musieli postanowić i ogłosić wtedy, gdy uznają to za stosowne. Jeśli chodzi o José, myślę, że przez całe życie bardzo jasno mówiłem, co o nim myślę. Ja jako jego zawodnik, ale przede wszystkim jako madridista, czuję, że jest numerem jeden i myślę, że jest numerem jeden. Jeden z twoich kolegów pytał mnie chyba z kilka dni temu, czy myślę tak samo jak wtedy, gdy powiedziałem to, gdy mierzyliśmy się z nim w Lidze Mistrzów. Myślałem tak miesiąc temu i nadal będę myślał, że José był, jest i zawsze będzie „uno di noi” [„jednym z nas”]. Jeśli to on będzie tutaj w następnym sezonie, będę bardzo szczęśliwy, widząc go z powrotem w domu.
[Radio MARCA] Chciałem zapytać, co w tych czterech miesiącach było najtrudniejsze albo co zabolało cię najbardziej?
Posłuchaj, najtrudniejsze w tym klubie zawsze jest to, kiedy nie wygrywasz. I to boli mnie najbardziej: że nie pomogłem klubowi oraz zawodnikom w osiągnięciu celu, jaki mieli, czyli zdobyciu trofeów. To było to, czego wszyscy chcieliśmy. I to zawsze jest najtrudniejsze w Realu Madryt, kiedy się nie wygrywa, przez wymagania, jakie mamy oraz przez nadzieje tak wielu ludzi, które spoczywają na naszych barkach. I to, że nie mogłem im pomóc, myślę, że było tym, co zabolało mnie najbardziej. Na pewno było to największym z rozczarowań, jakie zostaje mi z tych czterech miesięcy.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się