REKLAMA
REKLAMA

„Prawdziwy powód tego pośpiesznego rozpisania wyborów”

Juan Ignacio Gallardo, dyrektor dziennika MARCA, postanowił skomentować wystąpienie prezesa Realu Madryt w formie felietonu. Przedstawiamy jego pełne tłumaczenie.

REKLAMA
REKLAMA
„Prawdziwy powód tego pośpiesznego rozpisania wyborów”
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)

„Prawdziwy powód tego pośpiesznego rozpisania wyborów”

Juan Ignacio Gallardo – MARCA

REKLAMA
REKLAMA

Pomijając farsę, element majaczenia i absurdalny przebieg historycznej już konferencji Florentino Pérez, w czysto ludzkim wymiarze pozostaje bardzo niepokojące odczucie. Żal było patrzeć, jak w ten sposób radzi sobie prezes Realu Madryt. Choć tytuł „najlepszego prezesa w historii klubu” przyznał sobie sam, w nieskrępowanym akcie pychy i bez żadnego zakłopotania, prawda jest taka, że prawdopodobnie rzeczywiście nim jest. Dlatego boli, gdy widzi się, jak stał się memem. To naprawdę smutne, że roztrwonił swój wizerunek, że zrujnował go w mniej niż godzinę.

Warto zadać sobie pytanie, kto wczoraj popchnął Florentino w przepaść. Kto, znając sytuację z pierwszej ręki, zachęcił go, by spalił się na oczach całego świata. Kto nie powstrzymał go przed wejściem za tę mównicę i skokiem w pustkę.

Do ogromnego kryzysu instytucjonalnego, jaki przeżywa klub z Concha Espina, Florentino dołożył własny kryzys wizerunkowy. Niepokojące, mówiąc łagodnie, było obserwowanie jego seksistowskich („niech zapyta ta dziewczynka”, „od kobiety, która nie wiem, czy zna się na futbolu”) i ksenofobicznych („południowoamerykański akcent”) odruchów, które w błyskawicznym tempie obiegły cały świat. Wiem, że w Meksyku, gdzie obecnie się znajduję, ludzie byli osłupiali, gdy usłyszeli wypowiedziane w tak pogardliwy sposób słowa o „meksykańskim akcencie”. Aksolotl stanął im w gardle. Szkody wizerunkowe są niepoliczalne. Rozumiem, że żałuje.

REKLAMA
REKLAMA

W środku tego całego chaosu kibic Realu Madryt, zamiast znaleźć odpowiedzi, pomnożył swoje wątpliwości. Czego właściwie chciał Florentino poprzez tę konferencję? Ogłosić światu, że rezygnuje z prenumeraty ABC? Jego histeryczny atak na prasę, w tym emerytowanych dziennikarzy i media, które już nie istnieją, zrozumiała złość w sprawie Negreiry, którą schował do szuflady, gdy opłacało mu się głaskać Barcelonę, czy samouwielbienie jako najlepszego sternika nie są wystarczającymi powodami.

Madridismo czekało na wyjaśnienia. Florentino nigdy ich jednak nie daje. Dlaczego zwolnił Xabiego Alonso? Kto będzie następnym trenerem? Jakie środki zostaną podjęte w szatni? Jaką odpowiedzialność bierze na siebie prezes za cały ten kryzys sportowy? A za instytucjonalny? Nie wspominając już o braku oficjalnej wersji porażki Superligi czy licznych problemach nowego stadionu. O tym, co najważniejsze, nie mówił. Dla niego ważne jest znalezienie osoby, która wyniosła na zewnątrz informacje o bójkach, a nie to, że piłkarze biją się między sobą. Prawda jest taka, że słuchając Florentino, można odnieść wrażenie, iż kryzys klubu jest dużo poważniejszy, niż się wydawało.

W zasadzie dla niego naprawdę ważne było rozpisanie wyborów. To była istota konferencji prasowej, choć później jego wystąpienie całkowicie zeszło na manowce. Również tego jednak nie wyjaśnił, a to istotne, dlaczego wybory zostały rozpisane w tak chaotyczny sposób. Skąd taki pośpiech? Dlaczego tak nagła decyzja? Jaka była potrzeba?

REKLAMA
REKLAMA

Tego nie chciał wytłumaczyć socios. Mimo że Florentino uparcie powtarza, iż to oni są właścicielami klubu, ich wiedza o klubie jest zerowa. „Wszystko dla ludu, nic z ludem”, w najczystszym stylu oświeconego absolutyzmu.

Ukryty powód tego pośpiesznego rozpisania wyborów jest jeden: próba zneutralizowania ewentualnej alternatywnej kandydatury, która mogłaby odebrać mu władzę. Pérez uważa się za właściciela klubu: „musieliby mnie wyrzucić siłą”. Chodzi też o uniknięcie sytuacji, w której ktoś przeszkodzi mu spełnić wielkie pragnienie: zmienić model własnościowy, utworzyć radę administracyjną i postawić na jej czele swojego „chrześniaka”, francusko-marokańskiego Anasa Laghrariego, człowieka, który już teraz, choć w cieniu, zarządza bieżącym funkcjonowaniem klubu.

Nie jest niedorzeczne myślenie, że to właśnie Anas, mimo sprzeciwu José Ángela Sáncheza, przekonał Pérez do wygłoszenia tej fatalnej konferencji prasowej. Po tym, co zobaczono, i po napiętych rozmowach oraz natychmiastowych wewnętrznych refleksjach, przez całą środę próbowano naprawić bałagan i wysyłano Florentino na różne wywiady, by spróbował zmazać fatalną plamę na swoim wizerunku.

Obaj, Anas i Florentino, wiedzą o dyskretnych ruchach, które od pewnego czasu wykonuje Enrique Riquelme, budując poważną i kompetentną alternatywę. Obaj wiedzą, że poparcie, które zdobywa Riquelme, a które prawdopodobnie wzrośnie po wtorkowej kompromitacji, jest znaczące. Dlatego spróbowali w suchy i zdecydowany sposób zneutralizować choćby zalążek opozycji. Stąd dziwaczna i osobliwa konferencja prasowa z wczoraj, zwołana po to, by nie powiedzieć nic poza informacją o pilnych i również niewyjaśnionych wyborach. Teoria o tym, że decyduje socio, o przejrzystości i demokratycznej jakości klubu rozpada się, gdy obserwuje się ten pośpieszny i przytłaczający ruch, którego jedynym celem jest próba wyeliminowania rywala już na starcie, zanim zdąży się przygotować.

REKLAMA
REKLAMA

Ciekawe będzie obserwowanie terminów całego procesu, który formalnie zostanie ogłoszony w czwartek, oraz tego, czy Florentino rzeczywiście da szansę i czas, by mogli zgłosić się inni kandydaci, czy maksymalnie je ograniczy, aby „demokratycznie” zdusić taką możliwość.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (8)

REKLAMA