Ta wypowiedź Florentino Pérez była chyba dość mocna, prawda?
Wydała mi się żałosna. Żałosna i pełna kłamstw. Tak właśnie ją odebrałem: żałosna i pełna kłamstw.
Po hiszpańsku?
Żałosna i pełna kłamstw.
Czy klub podejmie jakieś działania?
Klub, jak ogłosiliśmy w komunikacie, przekazał sprawę działowi prawnemu. Z tego miejsca chcę jednak powiedzieć jedno: ta zagrywka pana Florentino Pérez, która ma przykryć sportową katastrofę, do jakiej u nich dochodzi od dwóch lat, donikąd go nie zaprowadzi. Nie można znów wracać do Negreiry. My wygraliśmy dwa mistrzostwa Hiszpanii zespołem stworzonym w La Masii, oczywiście także z zawodnikami sprowadzonymi z zewnątrz. Wygrywaliśmy ligę z 14 punktami przewagi, więc chcę powiedzieć, że to bardzo wyraźna zasłona dymna, żeby spróbować usprawiedliwić złe zarządzanie sportowe. My, całe środowisko kibiców culés, jesteśmy bardzo szczęśliwi i nikt nam tego szczęścia nie odbierze.
Co Pan myśli, gdy on mówi, że skradziono im siedem mistrzostw, mając na stole sprawę Negreiry?
Właśnie dlatego mówię, że to kompletne kłamstwo. Obiektywnie rzecz biorąc, tak po prostu nie jest. Dlatego Barça będzie się bronić. Mamy obowiązki wobec kibiców, a ponad wszystkim jest klub. Tego klubu nikt nie będzie ruszał. Mówię wam to ja.
Klub opublikował wczoraj komunikat, w którym informował, że analizuje możliwość podjęcia kroków prawnych. Na jakim etapie jest ta sprawa? Są jakieś nowe informacje?
Nie. Od wczoraj sprawa znajduje się w rękach działu prawnego. Kiedy będziemy mieli więcej informacji na temat tego, co jest analizowane, przekażemy je. Pewnych czerwonych linii nigdy nie można przekraczać, a ten człowiek już je przekroczył.
Panie prezesie, oglądał Pan tę konferencję na żywo?
Nie, nie oglądałem jej na żywo. Zobaczyłem ją później i powtarzam: wydała mi się żałosna.
Śmiał się Pan? Płakał? Jaką reakcję wywołuje to u Pana jako prezesa tak wielkiego klubu jak Barça?
Ani się nie śmiałem, ani nie płakałem. Było mi go żal.
Jak Pan to przyjął? Wiem, że relacje z Realem Madryt są teraz zerwane, ale czy ma Pan ochotę zadzwonić do Florentino i coś mu powiedzieć?
Nie, nie. O relacjach z Realem Madryt mówiłem już ostatnio. Na mecz Realu Madryt przyjechali Pirri, honorowy prezes, oraz część zarządu. Zachowali się bardzo dobrze, byli bardzo uprzejmi, także Emilio Butragueño. Im nie mam nic do zarzucenia. Najwyższym przedstawicielem klubu jest prezes. Jeśli prezes wygłasza takie słowa jak wczoraj, to właśnie dlatego określam je tak, jak powiedziałem: jako żałosne i nieprawdziwe. Tyle.
Dlaczego Pana zdaniem próbuje się umniejszać wszystkie sukcesy Barcelony z ostatnich lat?
Zapytajcie o to miliony culés, którzy jesteśmy tak szczęśliwi z tego, co wygraliśmy. Dwa lata z rzędu sięgnęliśmy po ten wielki triumf, a bardzo trudno wygrać mistrzostwo Hiszpanii. Dla mnie to jedna z najtrudniejszych lig na świecie. Muszę jednak powiedzieć jedną rzecz panu Florentino Pérez i pozwólcie, że dodam odrobinę ironii: 1 lipca wraca pan Joan Laporta, a skoro w Hiszpanii jest taki serial La que se avecina (tytuł można rozumieć jako „niezła awantura się szykuje” – dop.), to proszę bardzo, niech się przygotują. My dalej będziemy walczyć, żeby dawać temu klubowi sukcesy i żeby La Masia była niepodważalnym filarem naszego zarządzania sportowego. Nic więcej. Dziękuję.
Komentarze (10)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się