Manu Carreño w Carrusel Deportivo
– Myślę przede wszystkim o socios Realu Madryt, którzy oczekują rozwiązań sportowych, aby poprawić sytuację po dwóch sezonach bez trofeów. Nie są do tego przyzwyczajeni i są wściekli. Wystąpienie Florentino Péreza nie przyniosło im żadnego rozwiązania i nie rozumiem też, dlaczego chce zostać na kolejne cztery lata, a nie na trzy. Jesteśmy przecież w pierwszym roku tej ostatniej kadencji.
– Jeśli chodzi o samo wystąpienie, zobaczyłem Florentino bardziej nerwowego, niż się spodziewałem. Wszedł w osobiste starcie, twarzą w twarz z dziennikarzami. Tego pojedynku się nie spodziewałem, zwłaszcza w formie sugerowania kibicowi, że winna jest prasa. Jednym z kluczowych elementów jest też to, że nie było przy nim nikogo zaufanego, kto doradziłby mu w sprawie przekazu, z jakim wychodził.
– Poza tym, jak niefortunnie wypadł, przede wszystkim ciągnie Real Madryt w stronę bycia wrogiem całego świata. Real Madryt nie może być wrogiem wszystkich. Ktoś, kto tego słucha, na końcu zobaczy, że wielu madridistas powie: źle żyjemy z FIFA, z Hiszpańską Federacją Piłkarską, z UEFA, z La Ligą, z Barceloną, z Atlético Madryt. Obraz, jaki ostatnio płynie z klubu, jest taki, że „wszyscy są przeciwko nam”. Florentino zawsze będzie najlepszym prezesem w historii Realu Madryt. Nikt nie kwestionuje jego dorobku, dlatego mówię, że nie potrzebuje takiego wystąpienia ani budowania przekazu, że cały świat jest przeciwko Realowi Madryt
– Jeśli chodzi o media, trochę mnie krępuje przypisywanie sobie tak wielkiego znaczenia. To byłoby robienie z socios głupców, ludzi podatnych na nasze opinie. Myślenie, że jeśli ja powiem coś konkretnego, to kibic Realu Madryt zacznie gwizdać… Socios Realu Madryt słuchają nas od dawna i mają własną osobowość. Dzisiejszego wystąpienia nie rozumiem. Tego mało spójnego przekazu, tego braku doradztwa… To najlepszy prezes Realu Madryt, ale tego nie rozumiem. To była konferencja prasowa, o której dla niektórych byłoby lepiej jak najszybciej zapomnieć, ale tak szybko o niej nie zapomną.
Manu Carreño w El Larguero
– Jeśli zawsze coś podziwiałem u Florentino Péreza, to jego nienaganne wystąpienia, zawsze dobrze przygotowane konferencje prasowe, zawsze z jasnym i bezpośrednim przekazem, w większości przypadków z bardzo trafnym wywodem. To była, powiedzmy, stała cecha konferencji prasowych Florentino Péreza. Dzisiaj tego nie zobaczyłem. Dzisiaj zobaczyłem prezesa z mało spójnym, nerwowym wystąpieniem i z wieloma otwartymi frontami. Być może zbyt wieloma jak na instytucję i klub taki jak Real Madryt. Moim zdaniem tych otwartych frontów jest za dużo.
– Jeśli ktoś się pogubił, powiedziałbym, że z tej tak wyczekiwanej konferencji Florentino Péreza należałoby wyciągnąć właściwie dwa główne tytuły. Pierwszy: nie poda się do dymisji. Właściwie od tego zaczął. Nie odejdzie i zwołuje wybory, w których Florentino Pérez wystartuje. Zaraz podamy szczegóły, kiedy i jak będzie wyglądał proces wyborczy. Podkreślam jednak: tytułem i wiadomością z tej konferencji Florentino Péreza jest to, że nie poda się do dymisji i ponownie wystartuje w wyborach. Zostały mu trzy lata, ponieważ kadencja rozpoczęła się w ubiegłym roku, czyli trwa dopiero od roku. Zamiast trzech lat, które jeszcze mu zostały, miałby przed sobą cztery. Wielu zapyta: co na tym zyskuje? Ja też pytam: co zyskuje na tym, że zamiast trzech lat zostanie cztery? Co innego, gdyby został mu rok.
– Florentino chce jednak chyba pokazać, jak sam powiedział, że Real Madryt należy do socios i że socios nadal popierają zarządzanie Florentino Pérezem. To był dla mnie pierwszy wielki tytuł. Nie poda się do dymisji, jeśli ktoś tak myślał, jak sam powiedział: „Mówią tam, że jestem zmęczony i że odejdę. Nie podam się do dymisji, a do tego zwołuję wybory i wystartuję”
– Drugi przekaz: głównym wrogiem jest prasa. Na długiej liście wrogów, mówiłem o tym o 20:30 z Danim Garrido, ta lista w ostatnim czasie chyba coraz bardziej się wydłuża i uważam, że nie służy to Realowi Madryt. Prasa, która jest tu najmniej istotna, wykonuje swoją pracę lepiej lub gorzej, ale prasa, UEFA, FIFA, La Liga, Hiszpańska Federacja Piłkarska, sędziowie, Barcelona, Superliga, Atlético Madryt, któremu też, jak sądzę, posłał ostatni prztyczek podczas tej konferencji prasowej…
– Uważam, że taki przekaz skierowany do mediów nie jest potrzebny prezesowi takiemu jak Florentino Pérez. Wiemy, że nigdy nie był wielkim przyjacielem mediów, ale dzisiaj wskazał palcem praktycznie wszystkich, w tym także mnie i to medium, czyli Cadena SER. My tutaj zajmujemy się opowiadaniem o tym, co się dzieje. Gdy Barcelona przegrywa i Laporta popełnia błąd, albo gdy uważamy, bo przecież nie jesteśmy sędziami, że Laporta się myli albo Xavi nie robi czegoś dobrze, mówimy o tym. Gdy Real Madryt wygrywa i jest najlepszy w Lidze Mistrzów oraz w La Lidze, też o tym mówimy. I gdy w naszym przekonaniu Real Madryt od dwóch sezonów gra tak, że nikogo nie przekonuje, gdy nie ma futbolu, szatnia jest podzielona, a jeden trener nie działa i drugi też nie działa, mówimy o tym dokładnie tak samo.
– Uważam, że socios i kibice Realu Madryt są wystarczająco dojrzali i dorośli, żeby wyciągać własne wnioski niezależnie od tego, co my tutaj powiemy. Nie sądzę, żebyśmy byli aż tak ważni. Kibic Realu Madryt gwiżdże na Bernabéu z powodu tego, co widzi na boisku. Rozumiem, że nie jest zadowolony, ponieważ szatnia jest podzielona i nie przekonuje go to, co ogląda. Dlatego kibic Realu Madryt gwiżdże. Uważam jednak, że Florentino Pérez dobrze zrobiłby, gdyby ze spokojem zarządzał tym trudnym momentem, bo dla madridistas dwa sezony bez żadnego trofeum, w dodatku przy triumfach odwiecznego rywala, są czymś bardzo bolesnym i bardzo trudnym do przełknięcia.
– Myślę jednak, że dzisiaj socios Realu Madryt oczekiwali po tej konferencji jakiegoś rozwiązania, pozytywnych wiadomości, choćby jakiegoś mea culpa ze strony prezesa, odrobiny autokrytyki. Tymczasem zamieniło się to w atak na media. Przede wszystkim na media, głównie na media, ale powtarzam: przy dość mało spójnym wywodzie, nerwowym Florentino Pérezie i konferencji, którą w kilku momentach, chyba dwa razy, próbowali zakończyć pracownicy działu komunikacji Realu Madryt, mówiąc, że na tym konferencja prasowa się kończy, lecz Florentino Pérez postanowił mówić dalej. Nie wiem, czy wynikało to z nerwów i z tego, że w czwartek drużyna gra na Bernabéu, a klub obawia się gwizdów albo protestu z białymi chusteczkami. Może pomyślano, że to sposób, by trochę złagodzić reakcję kibiców.
– Uważam jednak, że Florentino Pérez, niezależnie od tego, co się wydarzy, jak to wszystko się skończy i kiedy odejdzie, czy za cztery lata, czy za piętnaście, odejdzie jako najlepszy prezes w historii Realu Madryt. Myślę, że tego nie potrzebował i dobrze zrobiłby, gdyby zaczął skracać tę listę wrogów, na której praktycznie nie ma już miejsca dla nikogo więcej. Zwłaszcza w przypadku klubu takiego jak Real Madryt, podziwianego, szanowanego i kochanego na całym świecie, niezależnie od tego, czy wygrywa, czy przegrywa.
Komentarze (16)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się