Chcę zabrać cię z powrotem do Brazylii. Jak wyglądało twoje dzieciństwo w Brazylii? Futbol zawsze był dla ciebie wszystkim?
Tak. W Brazylii futbol to pasja. To pierwsza rzecz każdego dnia. Wszyscy kochają piłkę. Futbol w Brazylii jest czymś niewiarygodnym.
Wszyscy mówią o presji. Jedziesz na turniej z Anglią i mówi się: „O, presja”. Zawsze myślę jednak, że w takich miejscach jak Brazylia ta presja jest inna.
Nie, nie, nie. To nie jest to samo. Mam ogromny szacunek do tego tematu, ale w Brazylii presja jest bardzo duża.
Pierwszy raz zostałeś powołany do reprezentacji Brazylii. Ronaldinho był wtedy kapitanem, prawda? Jakie to było uczucie?
To było dawno temu. Bardzo dawno. W 2011 roku po raz pierwszy pojechałem do reprezentacji.
Wchodzisz do szatni, a Ronaldinho jest wielką ikoną, wielką legendą. Co wtedy czułeś? Jak traktował cię jako młodego zawodnika? Jak cię przyjął?
To było coś niewiarygodnego, bo widzisz Ronaldinho… W moim pokoleniu był Ronaldinho, Ronaldo…
I grał też Neymar, prawda?
Tak, niewiarygodny. Ten gość jest niewiarygodny. W moim pokoleniu Cristiano, Messi i Neymar… Neymar jest trochę bardziej z tyłu, bo nie wygrał tylu trofeów, ale ten gość… Na treningu i w meczu widzisz go i myślisz: „Wow”. Każde dotknięcie piłki to „wow”.
On potrafi robić rzeczy, których nie zrobią nawet Messi czy Ronaldo.
U Messiego i Cristiano była jednak konsekwencja przez bardzo długi czas. Dla mnie regularność jest najtrudniejsza w futbolu, w karierze. Messi i Cristiano to inny świat.
Kosmici.
Tak, tak.
Skoro tak mówisz o Neymarze i widać, że stawiasz go na najwyższym poziomie, to mundial… Uważasz, że powinien pojechać na mistrzostwa świata? Gdyby decyzja należała do ciebie, zabrałbyś go na mundial?
Gdyby to była moja decyzja? Tak. Ale pierwsze, co trzeba mu powiedzieć, to: „Słuchaj, Ney, nie będziesz grał w każdym meczu”. Dla mnie granie przez niego w każdym spotkaniu nie byłoby idealne. Myślę, że powinien przyjechać i wejść wtedy, gdy mecz jest zamknięty, gdy trzeba go otworzyć. Specjalna asysta, specjalny gol – to jest dla niego.
Mógłby zmienić mecz.
Tak, mógłby zmienić mecz. A my w tej chwili nie mamy takiego piłkarza. Nie mamy. To moja opinia, ale oczywiście trzeba o tym porozmawiać z selekcjonerem.
Przez jakiś czas nie było cię w reprezentacji Brazylii, mniej więcej przez rok albo półtora. Potem przychodzi Ancelotti i od razu powołuje cię do kadry, po dwóch meczach jesteś kapitanem. Jak ważna jest twoja relacja z nim?
Mam z nim bardzo dobre relacje. On jest moim przyjacielem. Naprawdę. Wiem, co lubi, czego nie lubi. Wiem, że nie jest tylko moim trenerem. Jest moim przyjacielem.
Co sprawia, że jest wyjątkowy?
To samo co zawsze: spokój. Powoli, spokojnie, bez nerwów. Pamiętam mecz z Paragwajem w São Paulo. Musieliśmy wygrać, żeby pojechać na mundial. W przerwie wszyscy mówili za dużo, każdy coś mówił, a on wszedł i powiedział: „Panowie, poczekajcie. Idę zapalić, wracam za pięć minut i wtedy porozmawiamy”.
W przerwie?
Tak. Najpierw wszedł, powiedział kilka słów, potem wyszedł, wrócił i wszyscy byli spokojni. Myślisz sobie: „Okej, okej, ten gość jest niesamowity”.
To jest inne, prawda?
Tak. On wszystko wie. Futbol to doświadczenie. On ma ogromne doświadczenie. Dla mnie jest bardzo dobrym trenerem i bardzo dobrym człowiekiem.
Pięć Lig Mistrzów w dziewięć lat – to jest szalone. Jaka jest presja w Realu Madryt? Bo kiedy ludzie mówią mi o Manchesterze United albo kiedy rozmawiam z zawodnikami z wielkich klubów, zawsze jednym z głównych tematów jest to, że presja jest inna.
Wygrywamy tylko La Ligę i wszyscy mówią o Lidze Mistrzów. Wygrywamy tylko Ligę Mistrzów i wszyscy mówią o La Lidze.
Czyli nigdy nie ma zadowolenia?
Tak. Wygrywamy Ligę Mistrzów i La Ligę, a potem od razu trzeba patrzeć na następny sezon. To jest Real Madryt. Lubię Real Madryt, bo tam nie patrzy się wstecz. Liczy się następny krok. Dla mnie Manchester United ma to samo co Real Madryt. Nie ma znaczenia jak, trzeba wygrać. Trzeba dać wszystko na boisku. Dla mnie o to chodzi. Trzeba wygrywać. W Madrycie jest tak: wygraliśmy ten mecz? Następny. Nie patrzymy za siebie. Wczoraj nie ma znaczenia.
Jeśli patrzysz za siebie, zapominasz, dokąd idziesz.
Oczywiście. Trzeba patrzeć przed siebie.
Czy to męczy? Czy to jest wyczerpujące mentalnie?
Tak. Dla mnie najważniejsze u zawodników Realu Madryt jest właśnie to. Widziałem tam bardzo dobrych piłkarzy, którzy nie grali zbyt wiele właśnie przez to.
Na przykład? Podaj mi przykład.
Nie lubię podawać nazwisk.
Mówisz jednak o dobrych zawodnikach, którym być może było trudno mentalnie.
Na przykład niesamowity, niesamowity piłkarz – Mateo Kovačić. Wygrał Ligę Mistrzów z Chelsea, gra w City. Niewiarygodny, niewiarygodny piłkarz. Ale czasami nie grał. A on potrzebował grać. Ja szanuję jego podejście, ale czasami w Realu nie grasz, a musisz być silny tutaj, w głowie. Czasami nie grasz, ale musisz zachować spokój, musisz być cierpliwy, bo jesteś topowym piłkarzem. Jest topowym zawodnikiem. Rozumiem go, bo on potrzebował grać. Rozumiem frustrację.
Frustracja zaczęła nad nim panować.
Tak, oczywiście. On potrzebował gry. Rozumiem to, bo przed nim byli Toni Kroos i Luka Modrić, ale dla mnie Kovačić to niewiarygodny piłkarz. Po meczu mówił: „Muszę grać”. Wiem, wiem. Ale musimy zachować spokój, musimy być silni w głowie. Potem poszedł do Chelsea, wygrał Ligę Mistrzów. Przyszedł do City i gra bardzo dobrze. Mam do niego ogromny szacunek. Dla mnie w Realu Madryt najważniejsze jest jednak to, że nie ma znaczenia, czy grasz dobrze, czy nie grasz dobrze. Musisz patrzeć przed siebie. Następny mecz, następny trening, następny krok.
Wspomniałeś o swoich partnerach, Luce Modriciu i Tonim Kroosie. Nie ma możliwości, żebyśmy siedzieli tutaj i nie porozmawiali o waszej trójce. Co było tak wyjątkowego w was trzech? Kiedy mówimy o najlepszych tercetach pomocników tego pokolenia, wy jesteście w tej rozmowie.
Dla mnie chodziło o połączenie na boisku. Nie rozmawialiśmy za dużo, ale patrzyłem i wiedziałem, co lubisz. To była więź. Tego nie da się wyjaśnić.
Pracowaliście nad tym na treningach?
Tak, oczywiście, pracowaliśmy. Patrzyłem na Lukę, widziałem Toniego, rozumiałem. Wiedziałem, co lubią. Dla mnie najważniejsze było połączenie. Ono działało. Uwielbiałem to.
Jaka była twoja rola w tym tercecie? Możesz wyjaśnić, jak postrzegałeś swoją funkcję w drużynie?
Dla mnie jako numer sześć, w Manchesterze United i w Realu Madryt, trzeba się poświęcać. Czasem poświęcasz swoje bycie na pierwszym planie. To jest twoja praca na boisku. Chodzi o drużynę. Ta drużyna czasami nie była dobra taktycznie. Pamiętam w Madrycie takie momenty, kiedy wszyscy szli do przodu, bo musieliśmy wygrać. Nie miało znaczenia jak, trzeba było wygrać. A ty zostajesz. Ja musiałem zostawać, bo w tym momencie nie potrzebowałem być na pierwszym planie, nie potrzebowałem strzelać goli. Musiałem być na pierwszym planie w obronie. Robiłem to i w tym mogłem mieć swoją rolę.
Luka i Toni. Kiedy wymieniam ich nazwiska, powiedz mi, co było wyjątkowego w każdym z nich. Zacznijmy od Luki. Co było wyjątkowego u Luki?
Dla mnie u obu chodziło o kontakt z piłką, o to, że zawsze chcieli ją mieć. Piłka nigdy ich nie parzyła. Nigdy. Nie miało znaczenia, jaki był moment meczu. Podajesz do jednego albo drugiego i jest spokój.
Daj im piłkę.Nawet kiedy przegrywasz, kiedy jest 0:1, oni chcą piłkę.
Dla mnie właśnie dlatego są tak wielcy. W takich momentach chcą mieć piłkę jeszcze częściej.
Czyli kiedy przegrywacie, oni chcą piłkę jeszcze bardziej?
Tak, oczywiście. Pamiętam Lukę. W każdym meczu, kiedy zaczynaliśmy źle, kiedy nie czuliśmy się dobrze na boisku, mówił: „Dajcie mi piłkę. Dajcie mi piłkę. Ja rozwiążę problem”. Toni Kroos robił to samo. Jedna rzecz, o której lubię mówić: Toni Kroos pracował za dużo dużo. Za dużo!
Za dużo?
Za dużo!
Biegał?
Za dużo. I bronił.
Kiedy Toni Kroos schodził głęboko, żeby zaczynać akcję… Uwielbiałem to.
Toni Kroos schodził na lewą stronę. Marcelo szedł wysoko. Cristiano schodził do środka i pyk.
Od razu to pamiętasz.
Tak, bo to było naturalne. W każdym meczu naturalne. Wszyscy wiedzieli, co robimy, ale nie dało się tego bronić, bo piłkarze byli zbyt dobrzy. A Luka? Dla mnie najbardziej charakterystyczne było to, że on cały czas się odwracał. Przyjęcie, obrót, gra do przodu. Cały czas. Oglądasz mecz i widzisz, że Luka ciągle się obraca. Nigdy nie przyjmuje do tyłu i nie zostaje. Obrót, obrót, obrót. Cały czas. Jego górna część ciała była bardzo dobra.
To ciekawe, że o tym mówisz. Myślę, że w każdym pokoleniu najbardziej szanujesz zawodników, którzy grają do przodu, bo to jest ryzykowne i trudne. Kiedy mieliśmy w drużynie Paula Scholesa i podawaliśmy mu piłkę, jego pierwszą myślą zawsze było odwrócić się i zagrać do przodu.
Problem z nowym pokoleniem polega na tym, że chodzi o statystyki. Kończysz mecz i ktoś mówi: „Zrobił 97 procent celnych podań”. Ale jakie to były podania? Do tyłu, do tyłu, do tyłu. Trzeba grać do przodu. Nawet jeśli stracisz piłkę. Oczywiście czasami trzeba grać mądrze, ale ja uwielbiam Bruno. Uwielbiam to, że Bruno cały czas gra do przodu. Cały czas zabija drużynę przeciwną. Dostaje przestrzeń i mówi: „Zabiję cię. Zabiję cię”. Uwielbiam to. Czasami straci dwie albo trzy piłki, ale cały czas patrzy do przodu. Dla mnie to jest piękne w grze Bruno. On cały czas szuka asysty, podania, podania, podania do przodu. Uwielbiam to.
Skoro rozmawiamy o wielkich partnerstwach w pomocy, mieliście oczywiście wielką rywalizację z Barceloną. Wtedy grali tam Xavi, Iniesta i Busquets. Jak wyglądały te pojedynki? Real Madryt przeciwko Barcelonie, wasza trójka przeciwko ich trójce.
Wielka walka. Wielka walka.
Widzę ten uśmiech. Kochałeś to.
Tak, oczywiście. To były wyjątkowe momenty. W tamtym czasie nie cieszyłeś się nimi aż tak bardzo, bo presja była ogromna. Musiałeś wygrać. Teraz jednak patrzysz wstecz i to były piękne dni. Piękne dni. To nie była tylko trójka pomocników. Cristiano, Bale, Benzema, Neymar, Suárez, Messi… Chodziło o cały mecz. To były piękne mecze. Dla mnie te Klasyki zatrzymywały świat.
To są szalone wspomnienia dla całego pokolenia, zwłaszcza z tymi piłkarzami, których właśnie wymieniłeś. Skoro ich wymieniłeś, przejdę do nich. Cristiano. Mamy wspólne połączenie. Ja grałem z nim w Manchesterze, ty grałeś z nim w Madrycie. Ja miałem showmana, ty miałeś zabójcę. Jaki on był? Jak wyglądała gra z nim?
Cristiano… Dla mnie najważniejsza była jego ambicja. W każdym meczu. Nie miało znaczenia, jaki to był mecz. Oczywiście Barcelona, to łatwe do zrozumienia, ale pamiętam na przykład mecze u siebie z małymi drużynami. On chciał zabijać. Potrzebował goli, goli, goli. Ta ambicja była niewiarygodna. Dla mnie to najbardziej wyjątkowa rzecz u Cristiano. Kocham go, bo dał mi wiele goli, wiele trofeów. Niesamowity gość.
Wspomniałeś o Bale’u, Benzemie i Cristiano. Opowiedz trochę o Benzemie po odejściu Cristiano. On wyrósł wtedy na lidera drużyny. Zawsze widziałeś w nim takiego piłkarza?
Dlaczego ta drużyna odnosiła wielkie sukcesy? Bo wszyscy się uzupełniali. Ja, Toni, Luka, Cristiano, Bale, Benzema… Wszyscy wiedzieliśmy, że zaczynamy sezon z minimum pięćdziesięcioma golami. Minimum. Cristiano i Benzema… Benzema był numerem dziewięć, ale nie był typową dziewiątką. Był bardziej dziesiątką. Często schodził niżej, dawał przestrzeń Bale’owi i Cristiano. Bale potrzebował przestrzeni. Benzema dawał przestrzeń, Cristiano i Bale w nią wbiegali. Dla mnie najbardziej kompletnym piłkarzem w mojej karierze był Bale.
Najbardziej kompletnym? Bale?
Bale. Cristiano strzela. Cristiano to minimum pięćdziesiąt goli. Cristiano jest najlepszy. Cristiano jest najlepszy. Cristiano to inna historia. Wyjmijmy Cristiano z tej rozmowy. Ale dla mnie Bale był najbardziej kompletnym piłkarzem.
Z którym grałeś?
Tak, oczywiście. Bo atakował, bronił, strzelał głową, wykonywał rzuty wolne… Wszystko robił bardzo dobrze. Był bardzo szybki, bardzo silny. Dla mnie Bale był niewiarygodnym piłkarzem. Niewiarygodnym.
To szalone. Grałeś z Ronaldo, z Neymarem…
Tak, oczywiście. Ale Neymar to inny typ piłkarza. Bale w swoim najlepszym momencie…
Bale strzelał też dla was wielkie gole w Madrycie.
Finały, Puchar Króla, finały Ligi Mistrzów… Tak, strzelił dwa gole przeciwko Liverpoolowi i przeciwko Atlético w finale. Oczywiście Cristiano to inna historia. To nie jest dyskusja. Ale dla mnie Bale był top, top, top.
To ciekawe. Grałem przeciwko Messiemu w dwóch finałach. Był tym, przez kogo przegraliśmy. Barcelona była wielką drużyną, ale on zawsze robił różnicę. Jak to wyglądało u ciebie? To przecież twoja strefa boiska, tam żyje Messi. Jakie były te momenty, kiedy grałeś przeciwko niemu? Jak trudno gra się przeciwko Messiemu? Co widzisz, kiedy widzisz Messiego?
Grałem przeciwko Messiemu i przysięgam, za każdym razem nie mówiłem za dużo, nie naciskałem za mocno, żeby go nie rozzłościć.
Chciałeś być jego przyjacielem?
Tak. „Cześć, cześć”. Wślizg? „Przepraszam, przepraszam, przepraszam”. Bo to było niemożliwe. Samemu to niemożliwe. Potrzebujesz pomocy.
Niemożliwe grać przeciwko niemu?
Tak. Trzeba go zatrzymać, ale zatrzymać Messiego jest niemożliwe. Widziałem Barcelonę, która nie grała dobrze, ale Messi pyk, pyk i dawał jej trzy punkty. Pamiętam mecz Barcelony z Sevillą. Barcelona przegrywała 0:2, Messi siedział na ławce. Wszedł na osiemnaście minut, zrobiło się 2:2. On sam to wygrał. Messi i Cristiano to inny świat. W najlepszym momencie osiągnęli coś niemożliwego. Pamiętam Cristiano przed każdym meczem. Zawsze mówił: „Dzisiaj będzie niesamowity dzień”. A ja: „Co? Criss, dzisiaj wyjątkowy dzień? Cris, spokojnie”. On to czuł. Mówił: „Czuję to dzisiaj”.
To niesamowite. W Anglii zawsze mówił unbelievable. To jego słowo. Unbelievable. Mówił: „Dzisiaj czuję się niewiarygodnie. Dajcie mi piłkę. Dajcie mi piłkę”. W Madrycie było tak samo. To szalone. Czuję się szczęściarzem, że grałem w tym pokoleniu, że mogłem widzieć ich wielkość, widzieć Messiego i Cristiano. Grać z nimi na boisku, widzieć ich na żywo – dla mnie to było marzenie. To zaszczyt, bo to dwaj z najlepszych w historii.
Tak, tak. Dla mnie pokolenie Messiego i Cristiano… To byli różni piłkarze. Messi to numer dziesięć. Cristiano to numer siedem albo teraz dziewięć. Dla mnie Cristiano popychał Messiego, Messi popychał Cristiano.
Komentarze (25)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się