Trudno było żyć dzisiejszym Klasykiem kibicom Realu Madryt. W ostatnich tygodniach celem Królewskich było najpierw niezrobienie szpaleru, a później myślenie o tym, by Barcelona nie świętowała mistrzostwa bezpośrednio po starciu właśnie z zespołem Álvaro Arbeloi.
W ostatnich tygodniach w Realu Madryt działo się jednak przede wszystkim źle. Zakulisowe poszukiwania nowego trenera, wątpliwości co do zaangażowania domniemanych liderów, aż wreszcie tak zwane przemotywowanie wybranych graczy w Valdebebas. To wszystko poskutkowało tym, że nastrój wokół drużyny znalazł się na dnie.
I to bardzo szybko było widać na boisku. W dziewiątej minucie Marcus Rashford wykorzystał rzut wolny z 21 metrów po faulu Antonio Rüdigera na Ferranie Torresie. Nieco więcej przy uderzeniu Anglika mógł prawdopodobnie zrobić Thibaut Courtois, który nie zdążył z interwencją przy – nie ma co się oszukiwać – bardzo dobrym uderzeniu skrzydłowego gospodarzy. Niedługo później poczuliśmy się tak, jakby dziś naprawdę mogło dojść do potężnej kompromitacji. Fermín López dograł do Daniego Olmo, ten świetnie odegrał do Ferrana, zostawionego bez opieki przez zaspanego Raúla Asencio. Równie nienaganne jak cała akcja gospodarzy było samo wykończenie Hiszpana.
Nie było tak, że Real w ogóle nie istniał na boisku. Rozczarowywał, ale przy wyniku 2:0 Królewscy mogli zdobyć bramkę kontaktową. Raúl Asencio dograł do Gonzalo Garcíi, który świetnie, choć dość szczęśliwie przyjął piłkę, ale pomylił się przy wykończeniu i uderzył obok bramki. Wynik mógł być więc trochę lepszy, ale jak to w futbolu, mógł być też gorszy. Jedna z niewielu prób drużyny Arbeloi w wysokim pressingu mogła zakończyć się dobrze… dla Barcelony. Kilka podań dało szansę sam na sam Rashfordowi, który nie był w stanie wykorzystać nawet lepszej okazji niż tej przy golu na 1:0.
Po przerwie nie działo się już zbyt dużo. Barcelona nie atakowała, jakby jutra miało nie być, a Real nie miał żadnych argumentów, by zrobić coś więcej. A nawet gdyby mógł coś zrobić – na przykład wykorzystać rzut kany po łokciu w szczęce Jude’a Bellinghama – to sędzia akurat takie wejście uznał za legalne. I nawet trudno się było denerwować, bo Królewscy dziś nawet na remis nie zasłużyli.
Barcelona mistrzem Hiszpanii. Gratulacje.
FC Barcelona – Real Madryt 2:0 (2:0)
1:0 Rashford 9'
2:0 Ferran 18' (asysta: Olmo)
Barcelona: Joan García; Eric, Cubarsí, Gerard Martín, Cancelo; Gavi (77' Bernal), Pedri, Olmo (64' De Jong); Fermín (88' Balde), Rashford (64' Raphinha), Ferran (77' Lewandowski)
Real Madryt: Courtois; Trent, Rüdiger, Asencio, Fran García; Tchouaméni, Camavinga (70' Pitarch), Bellingham; Brahim (79' Mastantuono), Vinícius, Gonzalo (79' Palacios)
Potrzebujesz dodatkowych informacji i statystyk z tego meczu? Pobierz aplikację Superscore Polska. [współpraca]
Tabela rozgrywek dostarczony przez Superscore
Komentarze (1413)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się