Koszykarze Realu Madryt przegrali na własnym terenie z Breogánem. W innych okolicznościach można by mówić o wielkiej niespodziance, jednak tym razem można trochę wytłumaczyć podopiecznych Sergio Scariolo. Mają za sobą wyczerpujący okres i trudną rywalizację z Hapoelem Tel Awiw. W dodatku w lidze zrobili już wszystko, co było do zrobienia do tego momentu, czyli zagwarantowali sobie pierwsze miejsce. Breogán wykorzystał swoją chwilę i odniósł zwycięstwo, które pozwala mu jeszcze marzyć o play-offach.
Pierwsza kwarta była po prostu słaba. Obie drużyny prezentowały równie niski poziom. Brakowało skuteczności, tempa i sporo było strat (po sześć). Campazzo wyraźnie był dzisiaj bez energii i niewiele dawał drużynie. Swoje robił jedynie Hezonja. Trochę ożywienia wnieśli zmiennicy. Breogán lepiej zbierał, ale był za to mniej skuteczny i to Madrytczycy prowadzili po dziesięciu minutach (18:15).
W drugiej części obie drużyny się obudziły i w końcu spotkanie zrobiło się dynamiczne. Piłka częściej wpadała do kosza. a Breogán dalej odrobinę lepiej zbierał. W takich meczach najbardziej widać nieobecność Tavaresa. Campazzo ani razu nie pojawił się na parkiecie, ale inni radzili sobie dobrze. Brakowało za to agresywności w defensywie, przez do goście byli w stanie dotrzymywać tempa Madrytczykom (46:43).
Po zmianie stron krok po kroku inicjatywa przenosiła się na korzyść Breogánu. Świetnie prezentowali się Mavra, Dibba czy Apić. Galisyjczycy ciągle mieli przewagę przy zbiórkach i to zaczynało stwarzać realną różnicę na ich korzyść. Real Madryt stracił w końcu prowadzenie, które miał od początku meczu. Gdy to się stało, to próbował jeszcze odpowiadać, ale wyraźnie zaczął opadać z sił (67:71).
Trudny ostatnich tygodni uwidoczniły się w czwartej kwarcie, kiedy Breogán był szybszy i miał znacznie więcej energii. Liderzy, czyli Campazzo i Hezonja zostali już na ławce, a gra bez nich wyglądała słabo. Goście zaczęli od serii 10:2 i zbudowali sobie dużą przewagę. Wynik próbowali jeszcze ratować Llull, Łeń czy Feliz, ale trochę zabrakło. Ta porażka nie niesie za sobą żadnych konsekwencji, więc można o niej szybko zapomnieć i zregenerować się przed kolejnym spotkaniem.
97 – Real Madryt (18+28+21+30): Campazzo (0), Okeke (3), Hezonja (16), Llull (20), Łeń (17), Lyles (12), Abalde (7), Procida (3), Maledon (6), Almansa (6), Feliz (7).
101 – Breogán (15+28+28+30): Cook (10), Russell (11), Branković (10), Andrić (10), Kurucs (2), Dibba (8), Apić (9), Alonso (6), Aranitović (19), Mavra (16), Quintela (0).
Poza kadrą znaleźli się:
Edy Tavares – uraz więzadła (przewidywany powrót – 1,5 tygodnia)
David Krämer – decyzja trenera
Gabriel Deck – decyzja trenera (jeden z trzech zawodników z paszportem spoza Wspólnoty, a do każdej kolejki Ligi Endesa można zgłosić dwóch takich graczy, tym razem byli to Okeke oraz Lyles)
Usman Garuba – decyzja trenera
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się