Jeśli Real Madryt szuka na ławkę trenerską twardej ręki przed kolejnym sezonem, Arbeloa już ją pokazał. Bardziej, niż wielu może się wydawać. Szkoleniowiec musiał radzić sobie nie tylko z trudną sytuacją drużyny, ale także z pękniętą szatnią i kilkoma zawodnikami, którzy otwarcie okazywali niezadowolenie ze swojej roli.
Arbeloa miał w drużynie sojuszników, ale miał też grono piłkarzy, z którymi dochodziło do spięć. Niektóre były głośniejsze, inne rozgrywały się za zamkniętymi drzwiami, ale wszystkie wpływały na atmosferę w Valdebebas. Jak informuje MARCA, trener musiał postawić się aż sześciu zawodnikom, którzy w różny sposób dawali mu do zrozumienia, że nie akceptują swojej sytuacji sportowej.
Przez cały ten czas Arbeloa próbował lawirować między stanowczością a dyplomacją. Nie każdą sprawę udało się jednak rozwiązać po myśli sztabu. W efekcie w Valdebebas narastało napięcie, które w ostatnich tygodniach coraz trudniej było ukrywać.
Wszystko zaczęło się od Camavingi
Pierwszy niezadowolenie okazał Camavinga. Pomocnik jako pierwszy zgłosił trenerowi swoje zastrzeżenia wprost. Nie spodobała mu się jedna ze zmian na początku pracy Arbeloi z pierwszym zespołem i szybko przekazał szkoleniowcowi, co o niej myśli.
Tamta sytuacja zapoczątkowała trudną relację między nimi. Dziś stosunki Arbeloi z Francuzem są chłodne i pełne dystansu. Trener nie ustąpił, pozostał wierny swojemu pomysłowi i poszedł nawet dalej, stawiając na Thiago Pitarcha, który w pewnym momencie znalazł się w hierarchii przed Camavingą.
Spięcie z Carvajalem
Carvajal zaczął tracić cierpliwość jeszcze za Xabiego Alonso, ale wybuch nastąpił już przy Arbeloi. Punktem zapalnym był mecz z Rayo Vallecano z 1 lutego. Kapitan przesiedział wtedy całe spotkanie na ławce, co wywołało napięcie między nim a nowym trenerem.
Tydzień później sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta. Arbeloa wystawił w pierwszym składzie na mecz z Valencią wychowanka Davida Jiméneza, a na ławce zostawił Carvajala oraz Alexandra-Arnolda, który wracał do kadry po kontuzji. Zdenerwowanie Carvajala było widoczne po końcowym gwizdku, gdy odbył gorącą rozmowę z Pintusem.
Scena z Mestalli ujawniła sprawę Carvajala. Po powrocie drużyny do treningów doszło do napiętej rozmowy kapitana z trenerem, o czym wcześniej informowała MARCA. Zamiast załagodzić konflikt, spotkanie tylko potwierdziło rozłam. Carvajal nadal regularnie siadał na ławce. W ważnym meczu wrócił do jedenastki dopiero wtedy, gdy spóźnienie Alexandra-Arnolda kosztowało Anglika miejsce w składzie na derby z Atlético.
Skarga Carrerasa na Bernabéu
Carreras poczuł, że trener wskazał go jako jednego z winnych bolesnej porażki z Benficą w fazie ligowej. W kolejnym spotkaniu z Rayo usiadł na ławce i nie dostał ani minuty. Lewy obrońca chciał poznać powód tej decyzji, dlatego zaraz po meczu spotkał się z Arbeloyą.
Rozmowa odbyła się w pokoju sztabu szkoleniowego na Santiago Bernabéu. To właśnie przez nią trener spóźnił się na konferencję prasową. Wokół opóźnienia pojawiło się wiele spekulacji, ale powodem było improwizowane spotkanie z Carrerasem.
Od tamtej pory relacje między nimi stały się bardziej napięte. Carreras grał u Arbeloi sporo, ale stracił miejsce w podstawowym składzie na rzecz Mendy'ego, a ostatnio wyprzedził go również Fran García. Ma za sobą dwa mecze z rzędu na ławce, wiele wskazuje na to, że podobnie będzie w Klasyku, a jego sytuacja stała się jednym z gorętszych tematów wokół zespołu.
Złość Alaby
Alaba był dla Arbeloi kolejnym trudnym przypadkiem w szatni. Podobnie jak Carvajal, Austriak również okazał trenerowi niezadowolenie z niewielkiej roli w drużynie. Nie czekał z tym długo. Jak wcześniej informowała MARCA, już na początku lutego było widać, że obrońca jest wyraźnie rozczarowany.
Dziś relacje Alaby z trenerem praktycznie nie istnieją. Zawodnik nie rozumiał, dlaczego dostaje tak mało szans i dlaczego sztab niemal na niego nie stawia. Przekazał to Arbeloi, który musiał poradzić sobie z kolejnym piłkarzem o dużym znaczeniu w szatni.
Po tamtej rozmowie sytuacja Alaby nie uległa zmianie. Dystans między nim a trenerem jest widoczny. Kontrakt Austriaka wygasa w czerwcu i wszystko wskazuje na to, że obrońca odejdzie z Realu Madryt.
Odsunięcie Asencio
11 marca po cichu wybuchła sprawa Asencio. Środkowy obrońca wypadł ze składu na mecz z Manchesterem City, a decyzja Arbeloi bardzo go zabolała. Zawodnik później wypomniał ją trenerowi, co wyraźnie podniosło napięcie między nimi.
Kilka dni później konflikt wszedł w nową fazę. Po ławce w spotkaniu z City Asencio miał wystąpić od pierwszej minuty przeciwko Elche. W dniu meczu, krótko przed poranną rozgrzewką drużyny, pojawił się jednak w gabinecie Arbeloi razem z lekarzem. Poinformował trenera, że odczuwa lekkie dolegliwości mięśniowe i nie czuje się gotowy do gry.
Arbeloi bardzo się to nie spodobało. Jeszcze gorzej przyjął to Rüdiger, który miał odpocząć, a w ostatniej chwili musiał przygotować się do występu. Asencio nie znalazł się w kadrze na Elche, nie poleciał również do Manchesteru i zabrakło go w derbach. Wszystko mimo tego, że na co dzień trenował normalnie. Ćwiczył z zespołem, ale gdy przychodził mecz, zostawał poza listą powołanych.
Powód? Nie przeprosił drużyny za to, że miał pretensje do Arbeloi o posadzenie go na ławce z Manchesterem City. Sprawa przeciągnęła się bardziej, niż zakładano, ponieważ Asencio uważał, że nie ma za co przepraszać kolegów. Ostatecznie zdecydował się jednak zamknąć temat. Przeprosił całą szatnię, a szczególnie Rüdigera. Po tych przeprosinach wrócił do kadry na mecz z Mallorcą, ale od tamtej pory rozegrał tylko jedno spotkanie.
Lekceważący gest Ceballosa
„Poprosiłem trenera, żebyśmy nie mieli żadnych relacji”. Tymi słowami Ceballos 23 kwietnia właściwie pożegnał się z Realem Madryt. Pomocnik nie znajduje się w kadrach meczowych i tak ma pozostać do końca sezonu. Nie ma już drogi powrotnej, a kolejnym krokiem powinno być jego odejście z klubu.
Wszystko zaczęło się od napiętej rozmowy z Arbeloą. Ceballos przyjechał do Valdebebas dzień przed meczem z Betisem, wszedł do gabinetu trenera, a po wyjściu powiedział kolegom w szatni, że poprosił szkoleniowca, by nie utrzymywali żadnych relacji. Zasugerował przy tym, że problem z Arbeloą ma osobisty charakter i że jego zdaniem nie zostanie już powołany na żadne kolejne spotkanie.
Rozmowa odbyła się z inicjatywy zawodnika i miała bardzo nieprzyjemny przebieg. Klub został o niej poinformowany. Real Madryt nie chciał kolejnego pożaru, choć wtedy nikt nie przypuszczał jeszcze, co wydarzy się kilka dni później. Klub uszanował jednak decyzję trenera, jak zwykle w tego typu sprawach. Ceballos dopuścił się aktu niesubordynacji i nie wróci już w tym sezonie do gry.
Komentarze (45)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się