REKLAMA
REKLAMA

„Czy potrzebujemy Mbappé?”

Redaktor serwisu La Galerna opublikował tekst, w którym rozważa przydatność Kyliana Mbappé w Realu Madryt oraz wraca uwagę na to, że Królewscy radzą sobie lepiej bez Francuza, niż z nim.

REKLAMA
REKLAMA
„Czy potrzebujemy Mbappé?”
Kylian Mbappé. (fot. Getty Images)

Kochaliśmy go i nienawidziliśmy, gdy nie mogliśmy go mieć. Florentino go zrozumiał, czekał na niego i wybaczył mu tak, jak wybacza się synowi. I sprowadził go do nas. I świętowaliśmy to mimo wszystko, mimo przekonania, że go nie potrzebujemy. Bo jest najlepszy na świecie. Ale debata na temat Mbappé znów wraca na stół. Zespół traci orientację, gdy on jest na boisku. Widzieliśmy to. Z drugiej strony, Arbeloa, osaczony przez prasę, w końcu przyznał się do niewygodnej prawdy przed meczem z Espanyolem: taktyka jest ignorowana. Tracimy zdolność do dezorganizowania przeciwnika. Każdy walczy na własną rękę. Dodam: znika zbiorowa inteligencja, gra staje się ociężała i uparcie przewidywalna. Znikają przestrzenie, a drużyna wykazuje na boisku oznaki bezsilności i frustracji. Na pewno nie chodzi tylko o Mbappé, ale wielu kibiców już na niego wskazuje. Jego romantyczna wycieczka po Włoszech, w tym zdjęcia paparazzi, podczas rekonwalescencji po kontuzji, nie pomoże uspokoić nastrojów.

REKLAMA
REKLAMA

Mecz z Espanyolem nie będzie przedmiotem zbyt wielu analiz. W końcu to zwycięstwo bez znaczenia. Przeciwnik nie miał nic do zaoferowania. To prawda. Ale właśnie tacy rywale pokonali nas w tym sezonie w innych meczach. Pierwsza połowa była nudna. Przynajmniej nie straciliśmy bramki i stworzyliśmy kilka okazji. Sędziowanie było bardzo zgodne z „metodą Negreiry”, doskonaloną przez CTA przez trzy dekady: surowe wobec protestów jednych (żółta kartka dla Viniciusa) i tolerancyjne wobec powtarzających się fauli i prowokacji innych (również wobec Viniciusa). Gil Manzano od lat prezentuje coraz gorszą formę. Profesjonalna organizacja sędziowska, działająca w pełni swoich uprawnień, odsunęłaby go od pracy co najmniej trzy sezony temu, podobnie jak innych, którzy wciąż krążą po boisku, łamiąc przepisy i zdrowy rozsądek w każdy weekend. Ale mówimy tu o przestępczości zorganizowanej. Trzeba dbać o zabójców z gwizdkiem. Lepiej mieć ich cichych u siebie, niż wyrzucić kogoś na ulicę i ryzykować, że ogarnie go niepohamowana chęć mówienia. W końcu to oni wykonują brudną robotę, podczas gdy ich przełożeni siedzą i śmieją się w jakimś burdelu.

Druga połowa to była zupełnie inna historia. Vini znów stał się prawdziwym młotem pneumatycznym na swojej stronie boiska. Niepowstrzymany, oddany i nieustępliwy w wysiłku. W takie dni nie da się go zatrzymać. Człowiek wiary, skała. Koszmar dla obrońców. Był powalany niezliczoną ilość razy w sposób niezgodny z przepisami, ale powtarzające się faule nie pociągnęły za sobą sankcji dyscyplinarnych, co nikogo nie zaskoczyło. Widzieliśmy pracowitego Bellinghama. Valverde był powściągliwy, ale czujny. Tchouaméni robił swoje. Obrona nie miała problemów z napastnikami Espanyolu, któremu zabrakło Puado i jakości w ostatniej części boiska. Brahim nie zabłysnął. Mendy wytrzymał dziesięć minut bez kontuzji, ale mały zawodnik z La Manchy, który go zastąpił, spisał się znakomicie, wkładając w grę zapał i energię. Nigdy nie wystawiłbym na sprzedaż Frana Garcíi. To Nacho. To Joselu. Zawodnik z kadry, zawsze gotowy na sytuacje awaryjne. Arbeloa trafił w dziesiątkę ze zmianami. Gonzalo podał piłkę do Viniego na gola dwie minuty po wejściu na boisko, a Bellingham dostał od niego piłkę sam na sam z bramkarzem chwilę później. Brazylijczyk strzelił dwa wspaniałe gole, jeden z nich po tym, jak w slalomie minął połowę obrony w drodze do pola karnego. Drugi padł po strzale w okienko po precyzyjnym uderzeniu. Vini był nie do zatrzymania.

REKLAMA
REKLAMA

Mamy dwóch napastników z pierwszej piątki światowego rankingu, ale ani Ancelotti, ani Alonso, ani Arbeloa nie zdołali ich ze sobą zgrać. Różni trenerzy, różne metody, ten sam wynik. Dobra gra indywidualna, żałosny obraz drużyny jako całości i posucha w zdobywaniu tytułów. Czy Florentino ponownie popełnił błąd z czasów Galácticos gromadząc w składzie taką ogromną ilość talentu, że może to funkcjonować tylko na PlayStation? W prawdziwym świecie widzimy, że Mbappé i Vini przeszkadzają sobie nawzajem. Podają sobie piłkę z odległości dwóch metrów. Zbyt często zajmują tę samą przestrzeń. Ułatwiają życie obrońcom, którzy mogą się zabezpieczyć, skupiając siły na jednej stronie boiska i zaniedbując drugą, bez obawy, że nie wystarczy im sił.

Wiemy, że Mbappé nie jest środkowym napastnikiem, że nie ma odpowiedniej postury, by wchodzić w starcia, że nigdy nie będzie szukał okazji do strzałów głową, że nigdy nie trenował ruchów typowych dla dziewiątki, by związać środkowych obrońców. Raczej to środkowi obrońcy czekają na niego wygodnie, by przyjąć go u siebie. Widzieliśmy to w niezliczonych, frustrujących meczach. Nie gra też tyłem do bramki i nie jest w stanie, mimo że nie przejmuje się obroną, utrzymać piłki. Jest jednak skrzydłowym o niezwykłych umiejętnościach: ma zabójczą skuteczność przed bramką, niesamowity drybling przy dużej prędkości i przyspieszenie jak w MotoGP. Potrafi stanąć przed bramkarzem w mgnieniu oka, gdy przeciwnik pozostawia mu przestrzeń. Ale przeciwnicy już nie pozostawiają mu przestrzeni. Znają nasze słabe strony i skutecznie powtarzają to, co się sprawdza. Żaden z trzech ostatnich trenerów nie potrafił znaleźć na to lekarstwa. Rozwiązanie tego zadania z pewnością nie jest łatwe. W tym sezonie tylko raz zagraliśmy przyzwoicie przeciwko czołowym drużynom, ale niemal każdy, kto nas skutecznie zablokował, odniósł zwycięstwo.

REKLAMA
REKLAMA

Florentino popełnił katastrofalny błąd na początku swojej kariery. Tak sam powiedział. Dlatego odszedł. Po żenującej przerwie za kadencji Calderóna, w swojej drugiej kadencji postawił na czele szatni generała, który potrafił podnieść ambicje graczy i przekształcić ich w spartańską falangę, do tego stopnia, że pobili wszystkie rekordy ligowe przeciwko najsilniejszej w historii Barcelonie, zarówno na boisku, jak i w CTA. Barcelonę napędzaną łapówkami dla szefa sędziów. Nawet skorumpowany Komitet Arbitrów ugiąć się przed niezapomnianym wyczynem z 2012 roku: 100 punktów i 121 bramek. Zostaliśmy mistrzami na San Mamés 2 maja.

Mourinho przekształcił drużynę w fazie upadku w zespół o niemal chorobliwej żądzy zwycięstwa. Bez wątpienia miało to związek z połączeniem takich zwycięskich osobowości, jak Modrić, Cristiano, Pepe, Ramos czy Marcelo. Po odejściu Portugalczyka Florentino kontynuował budowanie legendarnej drużyny (Kroos, Keylor, Valverde, Courtois, Vinicius, Mendy, Militão, Rodrygo), która przez dekadę dominowała w Europie i utrzymywała niewyobrażalną passę tytułów, która mogłaby być jeszcze większa, gdyby hiszpańska piłka nożna nie była tak fatalna.

Koniec tej generacji piłkarzy przypieczętowały odejścia Kroosa i Modricia, odpowiednio w 2024 i 2025 roku, po tym jak klub poradził sobie wcześniej z odejściami Cristiano, Ramosa, Varane’a, Casemiro, Isco, Marcelo, Bale’a czy Benzemy, nie tracąc przy tym formy. Patrząc z perspektywy czasu, był to niekwestionowany sukces w zarządzaniu składem, nawet pomimo poważnych kontuzji kluczowych graczy. Kto by postawił na nas w Lidze Mistrzów w 2022 roku po odejściu Cristiano, Ramosa i Varane'a? A w 2024 roku, po odejściu dodatkowo Benzemy i Casemiro? Cóż, trofea są w gablotach na Bernabéu. Możecie je obejrzeć, gdy będziecie mieli chwilę lub gdy odwiedzicie Madryt.

REKLAMA
REKLAMA

Teraz jest inaczej. Wiemy już, że kiedy nie udaje się wygrać, prasa, a ostatnio także Twitter, wrzeszczą. Pojawiają się plotki: to Carreras był tym, który wychodził z baru jako ostatni, a nie poprzedni podejrzani; Bellingham, Valverde i Vini sprzymierzyli się, by wyrzucić Alonso; Arbeloa nie rozmawia z hiszpańskimi graczami i zablokował Carvajalowi wyjazd na mundial. Ale prawda jest taka, że drużyna systematycznie przebiega o dziesięć kilometrów mniej niż rywale w każdym meczu. Jakbyśmy grali w osłabieniu. Statystyki Mbappé dotyczące przebiegniętych kilometrów, presji na przeciwników itp. przypominają te Messiego z Interu Miami. Jeśli widzieliście ostatnio jakiś mecz Argentyńczyka, to mogliście zauważyć, że gra on spacerując i ogranicza się do patrzenia na przeciwników, gdy mijają go z boku. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby trener mógł to naprawić, niezależnie od tego, czy nazywa się Klopp, Mourinho czy Luis Enrique, który, nawiasem mówiąc, również nie rozwiązał tego problemu w PSG.

Trudno jest napisać, że facet, który strzela 50 bramek rocznie, stanowi problem. Ale faktem jest, że bez Mbappé drużyna przegrywa 9,1% meczów, a z Mbappé odsetek ten wzrasta do 21,7%. To dla mnie zbyt wiele. Przypomina mi się, że w wieku 22 lat zabrano go na spotkanie z emirem Kataru i prezydentem jego kraju, gdzie wręczono mu klucze do PSG. Pamiętam, jak słyszałem, jak Florentino mówił, że „to nie był ten Mbappé, którego chcieliśmy sprowadzić…”, ale obawiam się, że to właśnie jego sprowadziliśmy. Cudowna opcja znalezienia miejsca dla dwóch najlepszych skrzydłowych świata dałaby nam niepokonaną jedenastkę, ale niestety nie wierzę w cuda. I Luis Enrique (nie wiecie, jak bardzo boli mnie to, że muszę mu przyznać rację) też nie wierzy.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (81)

REKLAMA