Eduardo Camavinga wcale nie ma zagwarantowanej obecności na liście powołanych Didiera Deschampsa na najbliższy mundial, którą selekcjoner ogłosi 14 maja w serwisie informacyjnym TF1. Jak podano w programie Téléfoot, istnieją realne szanse, że pomocnik wypadnie z kadry na turniej po bardzo nierównym sezonie w Realu Madryt oraz po tym, jak nie przekonał selekcjonera podczas ostatniej marcowej przerwy reprezentacyjnej.
Odczucia z ostatnich miesięcy nie grały na korzyść Francuza. Od początku roku kontuzje oraz niewielka rola, jaką odgrywał u Arbeloi na ławce trenerskiej (od początku marca rozegrał tylko 33% możliwych minut), oddalają go od znalezienia się w ekipie reprezentacji Francji lecącej do Stanów Zjednoczonych. Nawet fakt, że kadry są rozszerzone do 26 zawodników, nie gwarantuje mu miejsca na liście aktualnych wicemistrzów świata.
Podczas ostatniego marcowego zgrupowania wychowanek Stade Rennais nie był podstawowym zawodnikiem w żadnym z dwóch spotkań Francji: ani przeciwko Brazylii, ani Kolumbii. Nawet masowe rotacje Deschampsa w drugim spotkaniu nie otworzyły mu drzwi do wyjściowego składu. Kanté i Zaïre-Emery znaleźli się przed Camavingą. Do tego należy dodać, że Manu Koné, nieobecny podczas ostatniej przerwy przed mundialem z powodu kontuzji, znajduje się w planach Didiera Deschampsa.
Dzisiaj biorąc pod uwagę wszystkich pomocników Les Bleus, Camavinga jest obecnie siódmy w hierarchii. Jego sezon w Realu Madryt mu nie pomógł, podobnie jak czerwona kartka, którą zobaczył w Monachium w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Tamta surowa kara została we Francji odebrana jak wyrok. A Deschamps na końcu też zawsze podchodził do Camavingi sceptycznie, w tym w ostatnich latach zdarzało mu się nawet przesuwać go na lewą obronę, by znaleźć dla niego miejsce.
W ostatnim wielkim turnieju Francji, EURO 2024 w Niemczech, Camavinga wyszedł w podstawowym składzie jedynie w ćwierćfinale przeciwko Portugalii. Na ostatnim mundialu, rozegranym w Katarze, grał częściej jako lewy obrońca, gdzie odmienił finał z Argentyną po wejściu z ławki. Tym razem jednak jego szanse na wyjazd do Ameryki jako obrońca są znikome. Theo Hernández i Lucas Digne są pewniakami u Deschampsa. A w środku pola także nie potrafił wykorzystać swojej szansy podczas marcowej przerwy.
Te trudności dochodzą do ogromnej krytyki w klubie i podważania miejsca Camavingi w następnej kadrze Realu Madryt. AS podkreśla, że Francuz się nie poddaje. Jest świadomy atmosfery rozczarowania i zawodu, która go otacza, a także tego, że pod względem poziomu gry był to najgorszy sezon w jego karierze. Ale w tej sytuacji wybiera patrzenie na szklankę do połowy pełną. Zostało mu jeszcze pięć meczów i okres przygotowawczy z nowym trenerem. I choć media regularnie wskazują na jego odejście, on ma swoje stanowisko jasne: chce zostać. I jest przekonany, że przekona wszystkich do siebie. Jego cel to znów być Camavingą, nawet jeśli jego szanse na występ na najbliższym mundialu w ostatnich godzinach znacznie się oddaliły.
Madrycka gazeta podsumowuje, że pomocnik podchodzi do tego na podstawie maksymalnej samokrytyki. Od tego przynajmniej powinien zacząć. Bo to podstawa jego ewentualnej odbudowy, jeśli w ogóle jest ona możliwa. Ale będzie jej szukał. Ma kontrakt do 2029 roku i żadnych wątpliwości co do swojej przyszłości. Chce zostać w Realu Madryt i nie zamierza odchodzić tego lata. A przecież chętni na niego są: PSG, kilka klubów Premier League... Pozostawałaby wątpliwość, czy któraś z ofert tego lata spełniłaby oczekiwania klubu, ale przy stole w tej licytacji chce zasiąść wiele osób. Nie chce tego jednak robić sam piłkarz, który wierzy, że jego los jeszcze się odwróci. Teraz skupia się na mocnym zamknięciu sezonu, które pomoże mu nie tylko w kontekście Królewskich, ale dzisiaj przede wszystkim reprezentacji.
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się