Koszykarze Realu Madryt po raz drugi w tym tygodniu pokonali Hapoel Tel Awiw i wykonali kolejny krok w kierunku Final Four. Pierwsza połowa spotkania była bardzo wyrównana, natomiast po zmianie stron Królewscy byli zdecydowanie lepsi. Graczem tego pojedynku został rewelacyjnie grający Facundo Campazzo (23 punkty, 6 asyst, 3 zbiórki, 2 przechwyty). Na pochwałę zasłużył również Usman Garuba, który bardzo dobrze zastąpił Tavaresa. Ciekawym obrazkiem w trakcie meczu był właściciel Hapoela Tel Awiw, Ofer Yannay, którzy siedział na trybunach i… czytał książkę. Florentino Pérez również się pojawił, ale on był bardziej zainteresowany przebiegiem meczu.
Już od początku było widać, że to będzie inne spotkanie niż w środę. Obie drużyny były bardzo skuteczne. Od razu też wstrzelił się Elijah Bryant, który w pierwszym meczu był niewidoczny. Po pięciu minutach tempo zdobywania punktów trochę spadło. Hapoel zyskał kilka oczek przewagi. Real Madryt potrzebował świeżej krwi z ławki rezerwowych, żeby doskoczyć do rywali. Maledon, Deck, Feliz oraz Garuba stanęli na wysokości zadania i na przerwę Królewscy schodzili na przerwę z prowadzeniem (24:21).
W drugiej części Madrytczycy zaczęli się oddalać od rywali. Dobry moment trwał kilka minut, a później na dłuższy czas Królewscy się zacięli i nie trafiali do kosza. Hapoel wykorzystał tę chwilę słabości, odrobił stratę i wyszedł na prowadzenie. Niemoc przełamał Campazzo, ale to goście w połowie rywalizacji mieli więcej punktów na koncie (40:42).
Po zmianie stron Hapoel jeszcze przez chwilę utrzymywał przewagę, ale Real Madryt z czasem zaczął przejmować inicjatywę. Campazzo wrzucił wyższy bieg i był nie do zatrzymania dla rywali, a pomagał mu między innymi Hezonja. W krótkim czasie prowadzenie Realu Madryt stało się dwucyfrowe. Goście jeszcze próbowali zareagować, ale podopieczni Scariolo byli skuteczni zarówno na obwodzie, jak i pod koszem. Dzięki temu to Madrytczycy przystępowali do ostatniej kwarty w lepszej sytuacji (73:62).
Hapoel zaczął czwartą część od celnego rzutu za trzy punkty, dając sygnał do walki o remontadę. Królewscy jednak błyskawicznie wybili gościom ten pomysł z głowy. Znakomita gra w obronie i skuteczna ofensywa sprawiły, że na wczesnym etapie można było mówić o rozstrzygnięciu. Dzisiaj nie było też rozkojarzenia i zbyt wczesnego odpuszczania. Real Madryt budował przewagę i zakończył spotkanie w bardzo efektowym stylu. Swoją szansę na występ w Eurolidze otrzymał w końcu Gabriele Procida (102:75).
102 – Real Madryt (24+16+33+29): Abalde (2), Campazzo (23), Okeke (6), Hezonja (11), Łeń (2), Lyles (8), Procida (5), Maledon (13), Deck (6), Garuba (13), Llull (2), Feliz (11).
75 – Hapoel Tel Awiw (21+21+20+13): Blakeney (9), Bryant (11), Micić (4), Wainright (6), Oturu (19), Motley (-), Jones (10), Edwards (3), Malcolm (9), Randolph (2), Odiase (0), Madar (2).
Poza kadrą znaleźli się:
Edy Tavares – uraz więzadła (przewidywany powrót – 3 tygodnie)
David Krämer – decyzja trenera
Izan Almansa – decyzja trenera
Ćwierćfinały Euroligi (do 3. wygranych):
Olympiakos – Monaco 2:0
Valencia – Panathinaikos 0:2
Fenerbahçe – Žalgiris 2:0
Real Madryt – Hapoel Tel Awiw 2:0
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się