W Raporcie Ekonomiczno-Finansowym La Ligi opublikowanym w marcu mówi się o „historycznym rekordzie przychodów”, ale są kluby takie jak Sevilla, które zanotowały 221 milionów euro skumulowanych strat w ciągu 5 sezonów. Czy ten gospodarczy sukces ligi przykrywa coraz głębszą wewnętrzną przepaść?
Przykrywa przepaść, która w przypadku niektórych historycznych klubów staje się coraz głębsza. Ta przepaść nie jest jeszcze alarmująca, ale istnieje. Bo kluby grające w europejskich rozgrywkach otrzymują większe przychody niż te, które w nich nie grają. Liczą się prawa audiowizualne, ale oprócz tego jest więcej meczów rozgrywanych u siebie, generuje się większe zyski z biletów, otrzymuje się większe i lepsze wpływy ze sponsoringu. To jedna z dysfunkcji, na które zwracam uwagę. Zawsze musi istnieć różnica między dużymi, średnimi i małymi klubami, ale uwaga: ta przepaść może w przyszłości wpłynąć na konkurencyjność i na nasze wyniki biznesowe.
Czy jesteśmy świadkami zaniku „klasy średniej” w rozgrywkach? Widzimy kluby z ogromną bazą kibicowską, takie jak Sevilla czy Valencia, które w ostatnich latach bardzo cierpią.
Sevilla to szczególny przypadek. Kiedy klub przez 5 sezonów z rzędu rywalizował w Lidze Mistrzów, a nagle nie gra w niej przez jeden sezon ani kolejny, to okazuje się, że masz na przykład pensje zawodników na poziomie 200 milionów euro, a przychody spadają z 210 milionów euro do około 100 milionów. I to cię dotyka, tak jak dotknęło Sevillę. Do tego dotyka cię przez bardzo długi czas. Rozmawiałem o tym z UEFA: trzeba szukać rozwiązań dla drużyn, które przez pewien czas rywalizowały w Europie. Valencii przydarzyło się coś podobnego. W każdym razie nie mówiłbym o zagrożeniu zniknięciem, ale tak, o zagrożeniu wynikającym z braku konkurencyjności tych klubów.
Mówi pan o wynagrodzeniach, ale kładzie nacisk na ograniczenie wydatków na transfery, co uważa pan za zaletę. Ale czy nie oznacza to również utraty konkurencyjności względem Premier League?
Nie, do tego trzeba spojrzeć na statystyki albo liczby. W tym roku na przykład jest czterech półfinalistów Ligi Mistrzów i cała czwórka pochodzi z różnych krajów. A ponadto jest jeden klub hiszpański, który nie jest żadnym z dwóch wielkich klubów, tylko tym trzecim. W Lidze Konferencji mamy jeszcze jedną drużynę w półfinale. W ostatnich latach 60% europejskich tytułów zdobyły hiszpańskie zespoły. Czego więc szukamy: zrównoważonego rozwoju czy rozrzutności? Musimy szukać zrównoważonego rozwoju, który da nam konkurencyjność. Tutaj 20% minut rozgrywają zawodnicy z akademii. W Premier League to 6%. W La Lidze mamy bardzo dobre talenty. Zawodnicy z hiszpańskich akademii sprawiają, że wycena kadr jest wyższa niż w jakiejkolwiek europejskiej lidze. Nie należy patrzeć tylko na wydatki, jest więcej czynników do oceny. Nie straciliśmy konkurencyjności sportowej.
Ten model powściągliwości jest przyszłością La Ligi czy fazą przejściową?
To nie jest model powściągliwości. Model to: wydajesz i inwestujesz tyle, ile możesz. I dopuszcza się pewne zadłużenie. Myślimy o rentowności i zrównoważonym funkcjonowaniu klubów. To model zrównoważonego rozwoju, taki jak w Niemczech. Nie możemy natomiast iść w stronę modeli generujących straty, takich jak Premier League.
Ale w Bundeslidze jest mała konkurencyjność w walce o tytuł.
Niedawno spotkałem się z Ferranem Soriano, dyrektorem generalnym City, podczas rozmowy w Paryżu. I przypomniał pewną statystykę: z ostatnich ośmiu edycji Premier League City wygrało sześć. I wygląda na to, że wygra też tę obecną. Nie wiem, czy nawet Bayern osiągnął aż tyle.
Wygrał 9 z 10. Czy zatem wychodzimy lepiej w porównaniu z Premier League?
Premier League ma dużą sławę jako liga konkurencyjna, ale jeśli chodzi o mistrzostwo, u nas jest większa zmienność, większa rotacja zwycięzców. Inną kwestią byłaby analiza tego, że ma słynne Big Six [City, United, Liverpool, Arsenal, Chelsea, Spurs — kluby generujące największe przychody] i że jeszcze kilka innych klubów rywalizuje o awans do Ligi Mistrzów. Ale my wykonujemy swoją pracę. Ostatecznie ta konkurencyjność Premier League to mit.
W ten weekend Barça ma już szanse na zdobycie tytułu. Co się stało, że mistrz zostanie wyłoniony tak szybko?
To nie jest dobre dla rozgrywek, że kończą się tak wcześnie. Ja w dużej mierze oceniam konkurencyjność liczbą punktów lidera: Barça zdobędzie ponad 90 punktów. Zarówno Real Madryt, jak i Atlético nie były na poziomie z innych sezonów.
FIFA naciska, aby wielkie ligi zostały zmniejszone do 18 drużyn i żeby zwolnić terminy na inne międzynarodowe rozgrywki. Pan się z tym nie zgadza. Ale jak bronić modelu 20 zespołów przy tak przeładowanym kalendarzu?
Branża i liga zależą od klubów, a piramida ma ogromne znaczenie ekonomiczne. Te inne turnieje korzystają z szeregu klubów, które same w sobie mają już bardzo wysoki poziom finansowy. I które będą zarabiać więcej za grę w tych turniejach, więc ich zawodnicy będą zarabiać więcej i zamiast sześciu ferrari będą mieli osiem. Natomiast skutki poniosą ligi krajowe. Nie tego chcemy dla futbolu. Są inne sposoby. Będą musieli ograniczyć minuty gry, ale nie zmniejszymy rozgrywek do 18 klubów.
Mecz La Ligi w Miami nie doszedł do skutku po raz czwarty z powodu „niepewności wywołanej w Hiszpanii”. Co zawiodło? Czy projekt rozegrania meczu poza Hiszpanią nadal jest aktualny?
Pomysł nadal obowiązuje. A jeśli nie będzie można pojechać do Stanów Zjednoczonych ze względu na godziny podróży i odpoczynki zawodników, pojedziemy do Maroka. Ale problemem nie są godziny podróży. Problem wynika z szumu, który powstał, chociaż obecnie FIFA już uregulowała możliwość rozgrywania meczów ligowych poza terytorium kraju. Maksymalnie pięciu. My będziemy dalej pracować nad tym, żeby móc pojechać do Stanów Zjednoczonych, czyli kraju, w którym mamy mnóstwo kibiców i który jest najważniejszym rynkiem w branży sportowej.
Sąd Audiencia Nacional orzekł na korzyść piłkarzy w sprawie 15-sekundowego protestu, który przeprowadzili na początku jednej z kolejek. Czy to nie znak, że La Liga podjęła decyzję bez koniecznego konsensusu?
oim zdaniem: to był pretekst. Tutaj trzeba bardzo jasno powiedzieć, że Real Madryt jest przeciwko. I wywierał naciski na rząd, na sekretarza stanu, na UEFA, na FIFA… I wtedy wszedł w to związek zawodowy piłkarzy. Z błędnym podejściem, bo miał już swoje dane. Kiedy Superpuchar rozgrywa się w Arabii Saudyjskiej, nie widzę, żeby narzekali aż tak bardzo.
Relacje La Ligi z Federacją były w ostatnich latach otwartą wojną z Rubialesem. Dziś jest pan wiceprezesem Federacji obok Beatriz Álvarez z Ligi F i Davida Aganzo z AFE. To pierwszy raz, kiedy La Liga, liga kobieca i związek zawodowy piłkarzy znajdują się na szczycie Federacji. To jest dobre zarządzanie czy trochę nas poniosło?
Stosuje się zdrowy rozsądek. Wcześniej nie było zdrowego rozsądku. Mogę mieć różnice zdań z Rafą Louzánem [prezesem Federacji] w niektórych sprawach, ale staramy się iść do przodu w punktach porozumienia, które dotyczą kompetencji każdego z nas. Powiedziawszy to, jestem wiceprezesem Federacji, ale byłem na pierwszym posiedzeniu i na żadne kolejne nie mogłem pójść. Nic nie znaczę, nie rządzę ani nie chcę rządzić.
Kilka lat temu powiedział pan już, że kiedy projekt Superligi będzie martwy, pójdzie pan do domu. Czy myśli pan o swoim następcy?
Zostaję przy tym, co powiedział ostatnio Al-Khelaïfi [o porozumieniu, które podpisał jako przewodniczący stowarzyszenia klubów (EFC) z Realem i UEFA, aby odłożyć Superligę na bok]: powiedział, że to porozumienie jest dobre dla futbolu, klubów, lig… Ale przecież ja tego porozumienia nie znam! Kim jest Al-Khelaïfi, żeby mówić w imieniu lig? Dlaczego go nie upublicznią? Największy konflikt, jaki przeżył futbol w Europie, rozwiązują trzy osoby i mamy wierzyć, że to jest dobre. Tak być nie może. Nie uważam, że ten projekt jest martwy. Al-Khelaïfi to Superliga w zwolnionym tempie. A Florentino nadal myśli tak samo: po prostu zmienił strategię.
Czy ligi martwią się władzą, jaką gromadzi Al-Khelaïfi?
Tak. I nie tylko ligi. UEFA i ogólnie kluby także. To inteligentny działacz, prezes BeIN, który ma interesy z Hiszpanią, z Francją, z UEFA, z Ligą Mistrzów, z mistrzostwami Europy… Mnie pyta się o możliwy konflikt interesów w Federacji, a ja nic tam nie robię, więc czym jest to?
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się