Koszykarze Realu Madryt wyszli na prowadzenie w ćwierćfinałowej rywalizacji z Hapoelem Tel Awiw. Przez większość meczu Królewscy byli zespołem lepszym i zasługującym na zwycięstwo. Obraz został nieco zamazany przez słabszą końcówkę, która mogła wynikać z chęci oszczędzania sił przed kolejnym spotkaniem pojutrze. Pierwszy krok został jednak wykonany, a graczem meczu został Facundo Campazzo. Bardzo krótko na parkiecie był Tavares, przez co większa odpowiedzialność spadła na Łenia, który w obronie wypadł dobrze, lecz w ofensywie dawał niewiele. Na trybunach Movistar Areny pojawił się Florentino Pérez.
Hapoel tylko na samym początku znajdował się na prowadzeniu. Królewscy wyszli na parkiet bardzo skoncentrowani i ograniczyli liczbę błędów do minimum. Znakomicie w mecz wszedł Campazzo, który czterema celnymi rzutami z obwodu wypracował przewagę dla Realu Madryt. Goście polegali niemal wyłącznie na Oturu, autora ponad połowy dorobku jego zespołu w pierwszej kwarcie. Madrytczycy się nie zatrzymywali i po dziesięciu minutach mieli na koncie 27 oczek (27:18).
W drugiej części dali o sobie znać zmiennicy, ale tylko po stronie Realu Madyt. Do kosza trafiali Łeń, Deck, Maledon czy Lyles, a Hapoel polegał na indywidualnych akcjach pojedynczych zawodników. Rolę Oturu przejął Blakeney, lecz brakowało mu wsparcia reszty zespołu. Królewscy natomiast zaczęli popełniać więcej błędów i byli mniej skuteczni niż na początku spotkania, co nie zmieniło faktu, że zwiększyli prowadzenie (48:33).
Po zmianie stron Hapoel zaczął grać bardziej zespołowo, ale Real Madryt cały czas trzymał rękę na pulsie. Przez długi czas trwała wymiana ciosów i różnica punktowa utrzymywała się na równym poziomie. Aktywny byli Hezonja czy Lyles po stronie gospodarzy, a po stronie gości w końcu aktywował się Micić, jednak po pół godzinie gry Real Madryt nadal prowadził piętnastoma punktami (70:55).
W ostatniej kwarcie obraz gry się nie zmieniał i dalej Madrytczycy kontrolowali spotkanie. Tak było do momentu, kiedy w połowie tej części meczu z dystansu trafił Campazzo. Było wtedy 82:64 i Królewscy chyba zbyt wcześnie uznali, że spotkanie jest już rozstrzygnięte. Hapoel jednak się nie poddał i doprowadził do nerwowej końcówki. Serią 18:4 otarł się o spektakularną remontadę. Dużo było prostych strat i w ostatnich sekundach madrycka obrona dosyć desperacko ratowała sytuację. Udało się, ale wynik mógł być lepszy, bo po takiej końcówce Hapoel może mieć większą wiarę w sukces w piątek.
86 – Real Madryt (27+21+22+16): Abalde (2), Campazzo (21), Okeke (6), Hezonja (11), Tavares (2), Lyles (13), Maledon (5), Deck (10), Garuba (6), Llull (0), Feliz (6), Łeń (4).
82 – Hapoel Tel Awiw (18+15+22+27): Bryant (0), Malcolm (0), Micić (15), Wainright (6), Oturu (20), Motley (0), Jones (14), Blakeney (25), Edwards (0), Randolph (0), Odiase (2), Madar (-).
Poza kadrą znaleźli się:
David Krämer – decyzja trenera
Gabriele Procida – decyzja trenera
Izan Almansa – decyzja trenera
Ćwierćfinały Euroligi (do 3. wygranych):
Olympiakos – Monaco 1:0
Valencia – Panathinaikos 0:1
Fenerbahçe – Žalgiris 1:0
Real Madryt – Hapoel 1:0
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się