Real Madryt – Deportivo Alavés: Przewidywane składy
Ze świecą szukać kogoś – przynajmniej wśród pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków – kto nie słyszał nigdy o „filmie o facecie w łódce”. „Śmierć w Wenecji”, bo tak brzmi jego oficjalny tytuł, dzięki słynnej scenie w kultowej produkcji „Chłopaki nie płaczą” na stałe wdarła się do kanonu polskiej popkultury jako synonim nudy i czegoś, co zaraz ma się rozkręcić, ale nim to następuje, pojawiają się końcowe napisy.
Łatwo jest zyskać uwagę widza lub czytelnika idąc po linii najmniejszego oporu. Wystarczy wrzucić do fabuły potwora lub/i robota, a najlepiej kilka robotów, które później zmieniają się w jednego wielkiego robota i walczą z potworem. Czasami jednak – czy to w filmie, czy też w literaturze – reżyser lub pisarz dochodzą do wniosku, że maksymalne spowolnienie i uproszczenie akcji może pomóc zwrócić uwagę na coś, na co nie spojrzelibyśmy, starając się nadążyć nad szaleńczym natłokiem wydarzeń.
Będący ekranizacją powieści film o facecie w łódce jest więc tak naprawdę opowieścią o fascynacji pięknem, konflikcie między rozumem i emocjami oraz refleksją na temat przemijania. Idąc dalej tropem łódki, goniący za marlinem Santiago w powieści „Stary człowiek i morze”, to symbol niezłomności i godności. W polskiej literaturze opisy przyrody w „Nad Niemnem” nie są jedynie ozdobą, lecz budują świat oraz budują poczucie harmonii, ciągłości i pamięci.
Dziś w nieco ponad miesięczny rejs swoją łódką uda się natomiast Real Madryt. Podczas tego rejsu nie będzie nas zaś gonił żaden wodny potwór, nie zostaniemy napadnięci przez somalijskich piratów, nie natrafimy na statek widmo, ani nie uderzymy w górę lodową. Przez nieco ponad cztery tygodnie naszym jedynym zadaniem będzie dopłynięcie z punktu A do punktu B. Napisanie dziennika pokładowego z tej podróży bardziej niż uzyskaniu materiału na powieść przygodową służyć będzie zbieraniu refleksji.
Tematów na rozdziały takiego dziennika refleksji po dwóch latach z praktycznie pustym przebiegiem z pewnością by nie brakowało. Mamy wystarczająco dużo czasu, by na spokojnie zastanowić się nad tym, czy młodość faktycznie góruje nad doświadczeniem, czy w obecnym futbolu siła fizyczna rzeczywiście aż tak wypiera kreatywność i magię oraz, czy kontynuowanie obranego kierunku przemiany pokoleniowej w zespole ma sens.
Dziś wieczorem czeka nas mecz, który z naszej perspektywy spełnia bodaj wszystkie kryteria potencjalnie najmniej przyciągającego spotkania na świecie. Trudno bowiem o mniej atrakcyjne okoliczności niż starcie z 17. drużyną w tabeli w późny wtorkowy wieczór. Sportowo możemy traktować pozostałe do końca ligowe potyczki w kategoriach sparingów. Stopniowe przyswajanie niepowodzenia, brak większego ciśnienia i zdystansowanie się od emocji związanych z rywalizacją być może pomogą nam jednak trzeźwiej spojrzeć na niektóre sprawy, w tym te wyżej wymienione.
Bieżący sezon został już dla nas wyprany z tych emocji, które w futbolu oddziałują na nas najszybciej i najmocniej. Mimo to możemy chociaż spróbować wyciągnąć z niego jeszcze tyle, ile się da. Być może właśnie tak musiało się to potoczyć, byśmy pozbawieni rozpraszaczy i osądów na gorąco wreszcie mogli przeanalizować nie tylko ten krajobraz rozciągający się kilka metrów przed naszymi oczami.
Naprawdę życzylibyśmy sobie, by – jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi – pozostałe do końca mecze nie były czasem straconym. A przynajmniej nie w pełni.
***
Mecz z Deportivo Alavés rozpocznie się dopiero o 21:30, a w Polsce będzie można obejrzeć go na kanale CANAL+ Sport w serwisie CANAL+ Online.
Komentarze (22)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się