REKLAMA
REKLAMA

Palec, który uniemożliwia dostrzeżenie słońca w Realu Madryt

Pedro Morata to dziennikarz Marki i radia COPE z Walencji, który zajmuje się sprawami organizacyjnymi i finansowymi w hiszpańskim futbolu. W ostatnim czasie wypuścił kilka tekstów z krytyką Florentino Péreza. Teraz pochylił się nad przyszłością Królewskich. Przedstawiamy pełne tłumaczenie jego felietonu.

REKLAMA
REKLAMA
Palec, który uniemożliwia dostrzeżenie słońca w Realu Madryt
Florentino Pérez. (fot. Getty Images)

Palec, który uniemożliwia dostrzeżenie słońca w Realu Madryt

Pedro Morata - MARCA

REKLAMA
REKLAMA

Zinédine Zidane 31 maja 2021 roku, kiedy żegnał się po swoim drugim etapie jako trener Realu Madryt, przekazał: „Nie uciekam ze statku i nie jestem zmęczony trenowaniem. W maju 2018 roku odszedłem, ponieważ po 2,5 roku z tyloma zwycięstwami i tyloma trofeami czułem, że drużyna potrzebuje nowego przekazu, aby utrzymać się na samym szczycie. Dziś sytuacja jest inna. Odchodzę, ponieważ czuję, że klub nie daje mi już zaufania, którego potrzebuję, nie oferuje mi wsparcia, by budować coś w średnim lub długim okresie”.

I do tego dodał: „Ale tutaj zapomniano o jednej bardzo ważnej rzeczy. Zapomniano o wszystkim, co budowałem na co dzień, o tym, co wnosiłem w relacji z piłkarzami, ze 150 osobami, które pracują z drużyną i wokół niej. Jestem urodzonym zwycięzcą i byłem tutaj po to, aby zdobywać trofea, ale poza tym są jeszcze ludzie, emocje, życie i mam wrażenie, że tych rzeczy nie doceniono, że nie zrozumiano, iż w ten sposób również podtrzymuje się dynamikę wielkiego klubu. Co więcej, w pewnym sensie nawet mi to wypominano”.

Te słowa Zidane napisał własnoręcznie. Zinédine jest jedną z najbardziej kochanych i najbardziej wiarygodnych postaci wśród madridismo, a także jedną z tych, które Florentino Pérez ceni najbardziej. Dlatego warto przeczytać je dwa razy.

REKLAMA
REKLAMA

Dwie najważniejsze rzeczy, na które wskazywał, odchodząc, są takie, że prezes nie darzył go zaufaniem oraz że jego „lekka ręka” i dobre zarządzanie ludźmi były mu wręcz wypominane.

Zidane miał dwa etapy w Realu Madryt. Pierwszy trwał od stycznia 2016 do czerwca 2018. Zizou, człowiek „miękkiej ręki”, zastąpił taktycznego sierżanta, jakim był Rafa Benítez. Wyraźny zwrot ze strony Florentino Péreza. Kiedy Zidane odszedł po swoim pierwszym etapie (czerwiec 2018) po wygraniu 3 Lig Mistrzów z rzędu (2016, 2017 i 2018), dyrektor generalny José Ángel Sánchez i Florentino zadzwonili do Mauricio Pochettino, który miał ważny kontrakt z Tottenhamem, ale nie zdołali go sprowadzić. Tottenham zażądał 50 milionów, Marco Asensio i Kovačicia w ramach transferu, a Real Madryt się nie zgodził.

Wtedy ostatecznie zakontraktowali Julena Lopeteguiego (po całym bałaganie związanym z „podebraniem” go reprezentacji Hiszpanii w trakcie mundialu). Kolejny gwałtowny zwrot. Odchodzi Zidane w białych rękawiczkach, dzwonią po Pochettino, który był kimś w miarę podobnym, ale ponieważ nie mogą go pozyskać, kończą, zatrudniając innego taktyka z dyscypliną: Lopeteguiego. Julen Lopetegui wytrzymał w Madrycie 4 miesiące (czerwiec 2018 – październik 2018).

REKLAMA
REKLAMA

Następnie Florentino spróbował modelu Arbeloi (tak jak teraz) i postawił na Santiago Solariego, przy całej towarzyszącej temu medialnej kampanii wybielania tej klubowej obietnicy. Nie zadziałało i znów trzeba było zaczynać od nowa.

Florentino następnie przekonał Zidane’a, by wrócił i ten ponownie objął zespół w marcu 2019 roku, dziewięć miesięcy po swoim odejściu. Było to mniej więcej logiczne, bo Zidane odszedł po 3 Ligach Mistrzów i bez tego, by Florentino go zwolnił. Ale coś dostrzegł, jeśli odszedł sam zanim sprawy mogły się skomplikować i zanim mogło dojść do tego, że to jego wyrzucą.

Drugi etap Zidane’a trwał od marca 2019 do czerwca 2021 (dokończył sezon 2018/19 i poprowadził drużynę w sezonach 2019/20 i 2020/21). 31 maja 2021 roku napisał ten list, od którego zacząłem artykuł. Mogę jednak zapewnić, że 5 miesięcy przed tym, jak Zidane napisał ten list rezygnacyjny, w którym skarżył się na „brak zaufania ze strony klubu (czyli Florentino)”, prezes zadzwonił w styczniu 2021 do Pochettino po raz drugi, by go sprowadzić (Uwaga… gdy Zidane wciąż prowadził zespół!!).

To logiczne, że Zizou odczuwał brak zaufania, bo tego zaufania rzeczywiście nie było, a wręcz do tego stopnia, że zadzwoniono po innego trenera, a Zidane’a nie zwolniono tylko dlatego, że Pochettino także za drugim razem nie uzyskał zgody swojego klubu (PSG), by odejść do Realu Madryt.

REKLAMA
REKLAMA

Zidane podał się do dymisji pod koniec maja 2021 roku, a Real Madryt zatrudnił Carlo Ancelottiego, który spędził cztery sezony w Realu Madryt aż do czerwca 2025 roku. Ancelotti jest rekordzistą pod względem liczby tytułów zdobytych z Realem, ale mimo to, choć miał jeszcze rok kontraktu, Florentino wyrzucił go rok wcześniej. Dlaczego? To wie tylko prezes.

Oczywiście próbowano nam wmówić, że osły latają i tym, którzy chcieli kupić ten przeterminowany jogurt, opowiadano, że odbyło to się za obopólną zgodą. Rzeczywistość jest taka, że klub przez cały sezon pozwalał, by przeciekały informacje, że Ancelotti nie zostanie. To znaczy: osłabiano autorytet trenera od środka… tak jak w przypadku Zidane’a.

Nikogo to nie powinno dziwić, bo wystarczy poszukać w Internecie słynnych nagrań Florentino, by zrozumieć, jak prezes mówi, kiedy jest rozluźniony, bez rygorów publicznego mikrofonu. W tych nagraniach było widać prawdziwego Florentino.

W przeciekach zasadniczo tłumaczono, że Ancelotti zrobił się zbyt miękki wobec piłkarzy (widać nie był miękki, kiedy wygrywał Ligę Mistrzów) i że nie dawał szans wychowankom. Niech ktoś przeanalizuje, ilu piłkarzy Realu Madryt pojedzie z Hiszpanią na mundial albo czy mogliby pojechać Gonzalo, Pitarch czy Manuel Ángel.

REKLAMA
REKLAMA

Wtedy prezes, uznawszy już Ancelottiego za „zużytego”, znowu zmienił profil trenera. Jego nowym oczkiem w głowie był Xabi Alonso. Kolejny taktyk, ale z dyscypliną, by wziąć w obroty kapryśnych piłkarzy, którzy podporządkowali sobie Ancelottiego.

Jak tu widać, bycie „fajnym” wobec piłkarzy i pobłażanie im („zarządzanie”, tak na to mówią) przychodzi i odchodzi w czasie, zależnie od tego, co w danym momencie wygodne. To znaczy: nie ma modelu klubu. Jest naklejka, plaster albo doraźny pomysł na każdą sytuację, zależnie od okoliczności chwili.

Źle też mu to nie wyszło. Jak powiedział prezes, klub wygrał 6 Lig Mistrzów w ostatnich 10 latach. To prawda. Ale prawdą jest też, że w ostatnich 15 latach były 4 sezony całkowicie bez trofeów, a to także oznacza 4 katastrofalne kampanie w Lidze Mistrzów i tak właśnie powinno się to liczyć w klubie o możliwościach finansowych Realu Madryt.

Prezes tak bardzo ufał i miał tak jasno wyznaczony kierunek, że dał Xabiemu Alonso kontrakt na 3 sezony. 9 czerwca 2025 roku poprowadził swój pierwszy trening. Ale po 6 miesiącach, dokładnie 12 stycznia 2026 roku, Florentino wyrzucił go na bruk. I znowu próbowano nam sprzedać przeterminowaną rybę pod postacią opowieści, że to było za obopólną zgodą. I wielu to kupiło.

REKLAMA
REKLAMA

Wiem, że przez wiele miesięcy Xabi Alonso otrzymywał od władz Realu Madryt liczne rozmowy, prywatne lekcje i coaching dotyczący zarządzania „ulubieńcami”. Bardzo mocno nalegano na to, że drużyną Realu Madryt nie można kierować z przesadnym naciskiem na taktykę. Że nie można oczekiwać, iż będą jak piłkarze z gry wideo, których przesuwasz pilotem. Że nie można być wobec nich aż tak sztywnym. Xabi najwyraźniej taki był albo któremuś z protegowanych prezesa tak się wydawało, bo rezultat przyniósł poronienie: po 6 miesiącach Xabi wyleciał. Ta zmiana Viníciusa… wiadomo.

To wszystko, na skutek powtarzania się takich sytuacji i pobłażliwości najwyższej władzy, sprawiło, że w klubie zakorzeniło się przekonanie, iż gwiazdami w Realu Madryt są piłkarze. Tak zostali przyzwyczajeni, by się czuć. W Atlético jest odwrotnie: piłkarze wiedzą, że gwiazdą jest Simeone. I klub tak to zbudował, dając mu całą władzę w momentach wątpliwości. I nigdy nie wypuszczając informacji do mediów ani nie podważając jego autorytetu. W Barçy coś podobnego mamy z Flickiem.

Guz i przerzuty

Wiem, że wybór trenera w Realu Madryt jest bardzo trudny, ale trzeba postawić na model, wzmacniać go i wytrzymać przy nim. Jeśli prezes, jak w przypadku nieudanej Złotej Piłki dla Viníciusa czy afrontu z żałosną zmianą, której doświadczył Xabi Alonso, osłabia autorytet trenera, to sam wprowadza truciznę od środka. Rakotwórcze było pozwolenie Viníciusowi, by nie przeprosił tego samego dnia po meczu, a zrobił to niechętnie dwa tygodnie później i kiedy już to zrobił, przeprosił wszystkich poza trenerem, którego właśnie obraził. To, że prezes na to pozwala, to tworzenie guza autorytetu w klubie i w drużynie oraz wbicie noża w plecy „własnemu” trenerowi.

REKLAMA
REKLAMA

Rzecz w tym, że ten nadmierny rygor taktyczny, który podobno kazano Xabiemu prowadzić „miękką ręką”, to właśnie coś, co rzekomo robił Ancelotti, a na końcu i tak nie odpowiadało to szefowi. Śmieszy mnie również to, że teraz ci, którzy chcą zabić gwiazdę, przed którą klęczeli i za którą uganiali się przez 6 sezonów (Mbappé), wykorzystują słowa Luisa Enrique, w których mówi, że Mbappé poruszał się po całym boisku bez jego kontroli, a teraz po jego odejściu on będzie kontrolował wszystkie sytuacje w grze. Skoro rezultat jest taki, że PSG w pierwszym roku bez Mbappé wygrało Ligę Mistrzów, używa się tego, by „zabić” piłkarza, który ma 84 gole i 11 asyst w 98 meczach.

Ta degeneracja argumentów pokazuje desperację wynikającą z tego, że nie ma rzetelnej analizy tego, jaki kurs obiera Real Madryt, właśnie w momencie, gdy wszyscy potrzebują i szukają winnego oraz przyczyny obecnej sytuacji Realu Madryt.

Co zrobił Florentino po wyrzuceniu Xabiego Alonso po 6 miesiącach? Spróbował kolejnego Solariego. Tym razem nazywał się Arbeloa. Kierunek? Schlebianie piłkarzom, „lekka ręka” i zarządzanie jako główne atuty. I odrobina stawiania na kilku wychowanków. Rezultat: już wiadomo. 15 kwietnia, na 1,5 miesiąca przed końcem rozgrywek, Real Madryt przegrał Klubowe Mistrzostwa Świata, Puchar Króla, Ligę Mistrzów i bardzo możliwe, że także ligę. I tylko dzięki Atlético Barça jest poza Ligą Mistrzów, bo gdyby Barça wygrała ligę i zagrała w finale Ligi Mistrzów (a nie gra w nim od 2015 roku), otrzymalibyśmy film grozy. Zwłaszcza że najlepszym napastnikiem, jakiego Barça miała w ostatnich trzech sezonach, była pomoc Florentino w postaci pieniędzy, by nie wycofali się z Superligi: Florentino ułatwił Laporcie dostęp do 517 milionów euro - gest bez wątpienia godny złotych insygniów Barçy.

REKLAMA
REKLAMA

Przy okazji, zapraszam każdego dziennikarza, który ma dostęp do Zidane’a, by zapytał go, czy Florentino Pérez zadzwonił do niego 7 grudnia, po meczu Real Madryt 0:2 Celta, żeby przejął zespół. Stałoby się to dokładnie 36 dni przed wyrzuceniem Xabiego Alonso. Zidane miał odpowiedzieć, że nie ocenia dobrze tej drużyny i że jest w kontakcie z reprezentacją Francji.

Po tym wszystkim, co zostało opowiedziane, problemem nie jest Arbeloa, bo on jest tylko kolejnym elementem pewnego sposobu działania. Nie będzie miało znaczenia, czy teraz przyjdzie trener typu bicz, trener typu wazelina czy taktyczny sierżant. Tu byli już wszyscy możliwi.

Po tym, co opisano w tym artykule, co można uznać za fakt obiektywny:

  • czy problemem są piłkarze?
    czy trener?
    czy istnieje jakaś idea tego, jakiego typu trenera, dyscypliny czy stylu gry się chce w Realu Madryt?

Czy może wkłada się palec między nos a słońce, by je zasłonić i sprawić, żeby wyglądało na to, że palec jest większy niż słońce?

Słońcem nie jest Zidane, ani Xabi Alonso, ani Ancelotti… Słońcem jest Florentino Pérez… Zarówno za ogrom dobra, które było, jak i za to, że w tej chwili klub płynie bez kursu i wyłącznie pod sterem nowej zachcianki lub pomysłu Króla Słońce, który zresztą nie świeci już jak dawniej… I dobrze o tym wiecie.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (37)

REKLAMA