– Już na żywo zwróciliśmy uwagę, że sędzia się zagapił i nie wiedział, że to była druga żółta kartka, ale ja wyjdę poza to. Jasne jest, że Camavinga mógł sobie tego oszczędzić. Jednak taka żółta kartka w takim momencie meczu, w którym dochodzi do tego faulu, oraz bez wyraźnej szkody dla Bayernu, bo nie mieli żadnego groźnego wznowienia - to byłaby nawet pierwsza żółta kartka, której dałoby się oszczędzić.
– To dość poważne zagapienie się sędziego, które nie powinno się zdarzyć. Jednak się zdarzyło i można wtedy wrócić pamięcią do innych sytuacji: do możliwej drugiej kartki dla Rüdigera przy linii, jeśli dobrze pamiętam, na Laimerze; czy kolejnej możliwej i oszczędzonej wobec Militão, który zatrzymywał chyba Luisa Díaza poza swoją strefą, żeby nie doszło do groźnej akcji. W tym kontekście ta sytuacja z zabraniem piłki, żeby Kimmich nie wznowił gry, bez wątpienia nie ma sensu. To nie ma sensu, ale jeszcze mniej sensu ma to, żeby sędzia odpowiednio nie zarządzał żółtymi kartkami.
– To też akurat było czymś nowym w tej fazie pucharowej. Zarówno w 1/8 finału, jak i w 1/4 finału nigdy wcześniej tego nie widziałem, by sędziowie w taki sposób zarządzali sytuacją takich zagrożonych zawodników. To jest część przygotowania sędziów do meczu.
– Do tego bez wątpienia, poza pokazaniem samej drugiej żółtej kartki, chodzi też o moment, w którym do tego dochodzi i myślę, że to również bardzo wytrąciło z równowagi w tym przypadku zawodników Realu Madryt.
Komentarze (18)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się