Kwestionowany przez praktycznie cały sezon liczył na to, że los szykował dla niego wielki wieczór w Monachium… Ostatecznie tak się nie stało. Eduardo Camavinga ani nie wyszedł w pierwszym składzie Realu Madryt na rewanż z Bayernem, ani nie będzie mógł mówić o jakimkolwiek punkcie zwrotnym, wskazuje AS. Nawet wobec absencji zawieszonego za żółte kartki Auréliena Tchouaméniego francuski pomocnik usiadł jedynie na ławce rezerwowych, a później, gdy już otrzymał szansę na wejście w drugiej połowie, bardzo szybko wyleciał z boiska za bezmyślną czerwoną kartkę.
24-latek dogrywa właśnie swój piąty sezon w Realu Madryt. Mimo obiecującego startu (gol w debiucie z Celtą Vigo i asysta w swoim drugim meczu z Interem Mediolan) nie potrafił ostatecznie ustabilizować swojej pozycji w klubie. Nie był w stanie wywalczyć sobie pewnego miejsca w pierwszym składzie, chociaż w samej linii pomocy jest w stanie grać jako pivot, jako środkowy pomocnik, jako zawodnik ustawiony bliżej linii bocznej boiska… W pewnym momencie Carlo Ancelotti wynalazł mu nawet miejsce na lewej obronie, co w niektórych meczach wykorzystywali później i Xabi Alonso, i Álvaro Arbeloa.
Błędy młodości, które początkowo były jeszcze wytłumaczalne, wraz z upływem lat Camavingę wciąż prześladują. Nie trzeba daleko szukać, gdyż nawet w dwóch ostatnich meczach ligowych najpierw stracił z radaru rywala przy pierwszej bramce Mallorki, a później zaliczył niepewny występ w starciu z Gironą. A ten ostatni mecz z Katalończykami był ostatnim testem przed wielkim rewanżem w Monachium. I o tym, że Francuz go zawalił, świadczy fakt, że Arbeloa wolał postawić na ofensywne ustawienie z Fede Valverde, Jude'em Bellinghamem, Ardą Gülerem i Brahimem Díazem.
Przy wyniku 3:2 dla Królewskich Camavinga pojawił się na boisku na ostatnie 30 minut, ale jego udział w meczu z Bayernem zakończył się przed czasem. Najpierw żółta kartka za faul na rywalu, a w 87. minucie druga żółta kartka za… przetrzymanie piłki po przewinieniu. Arbiter Slavko Vinčić postąpił w tej sytuacji niezwykle surowo i nie do końca z duchem gry, ale fakty są takie, że Francuz zachował się skrajnie naiwnie i dał ewidentny pretekst do wyrzucenia go z boiska. Akcja w stylu zupełnie niedoświadczonego zawodnika, a nie piłkarza, który ma na koncie 217 meczów w Realu Madryt. I po tej czerwonej kartce Los Blancos całkowicie już wypadli z rywalizacji.
Obecny kontrakt Camavingi obowiązuje do 2029 roku. Przedłużył go w listopadzie 2023 roku, ale właśnie od tamtego momentu jego liczby zaczęły się drastycznie pogarszać. Przeszedł z 3551 rozegranych minut w sezonie 2022/23 do 2810 minut w sezonie 2023/24 i 1968 minut w sezonie obecnym. W poprzednim sezonie z kolei zatrzymał się na 2082 minutach. A teraz brak miejsca w pierwszym składzie w Monachium i bezmyślna czerwona kartka stawiają Camavingę w co najmniej delikatnej sytuacji w kontekście jego dalszej przyszłości w Madrycie, podsumowuje AS.
Komentarze (27)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się