Na pewno dobrze pamiętasz tamtego gola (w 10. sekundzie meczu zdobył bramkę na 1:0 dla Bayernu przeciwko Realowi w rewanżowym meczu 1/8 finału sezonu 2006/07).
Oczywiście! Już na początku marca ludzie zaczynają do mnie mówić o tym golu. A w przyszłym roku minie 20 lat, więc będą go wspominać jeszcze bardziej. Mówiłem to już wtedy – najpiękniejsze jest to, że pomógł nam przejść dalej. Rekord jest rekordem i kiedyś ktoś go pobije. To było naprawdę niesamowite, ludzie pamiętają o tym także dlatego, że padł przeciwko Realowi i w meczu Ligi Mistrzów. Myślę, że Roberto Carlos źle przyjął piłkę, bo murawa była wtedy trochę w kiepskim stanie, Salihamidžić ją przejął i podał do mnie. W tamtych latach trochę brakowało nam szczęścia w losowaniach. Trafialiśmy na Real dwa razy, na Chelsea, Arsenal… Odpadało się przez jednego gola różnicy. To są detale. Chciałbym dojść do finału, ale nie było mi to dane. Popatrz na ten rok – wszyscy faworyci są po jednej stronie: PSG, Liverpool, Bayern, Real, był też Manchester City… Trzeba mieć szczęście.
Grając w Bayernie, trafiłeś na Real w 2004 i 2007 roku, w obu przypadkach w 1/8 finału. Jak to wspominasz?
Za każdym razem było wyrównanie. Za pierwszym razem zremisowaliśmy w Monachium po bardzo dobrym meczu, a potem przegraliśmy na Bernabéu po golu Zidane’a. W 2007 roku też przegraliśmy w Madrycie, ale w rewanżu wygraliśmy i awansowaliśmy dzięki zasadzie goli na wyjeździe. Obie drużyny były bardzo blisko siebie pod względem jakości, decydowały drobiazgi.
Czy Real to największy europejski rywal Bayernu?
Tak, mierzyli się ze sobą tyle razy, że to naturalne. To dwa z największych klubów na świecie, z fantastycznymi piłkarzami. To dobre dla futbolu.
Jak oceniasz rewanż?
Nie sądzę, żeby to był łatwy mecz dla Bayernu, bo Real z La Ligi i Real z Ligi Mistrzów to dwa różne zespoły. Tracą dziewięć punktów do Barcelony i w ostatnich dwóch tygodniach nie są w dobrej formie, ale myślę, że co roku Real pokazuje, że w Lidze Mistrzów jest inny. Nie wiem, co ten zespół w sobie ma, ale zawsze się przeobraża. Zawsze przypomina mi się mecz z City sprzed kilku lat, kiedy w dwie minuty odwrócili losy rywalizacji. Bayern ma przewagę po zwycięstwie nad Realem, ale myślę, że wszyscy tam wiedzą, że jeszcze niczego nie wygrali.
Kompany wykonuje świetną pracę.
Kiedy przyszedł, Bayern miał za sobą sezon bez mistrzostwa. Nie powiedziałbym, że to był kryzys, ale na pewno nie było to czymś normalnym. W kolejnym roku presja była bardzo duża. To młody trener, a mimo to zdobył tytuł, ma inny sposób gry, bardzo ofensywny, trochę w stylu Guardioli, a w tym sezonie wygląda to jeszcze lepiej. Wygrywają, ale ważne jest też to, w jaki sposób wygrywają. Byłem na meczu w Paryżu z PSG w listopadzie i to było spektakularne. PSG w pierwszej połowie praktycznie nie dotykało piłki. Bayern ma ogromną jakość z przodu i piłkarzy, którzy potrafią odmienić mecz po wejściu z ławki.
Grałeś przeciwko Galácticos w 2004 roku. Widzisz jakieś podobieństwa między tamtym zespołem a obecnym Realem? Tutaj trwa dyskusja, czy ten Real może dobrze grać, mając tyle gwiazd.
To dobre pytanie. Sam fakt, że z przodu masz Viníciusa i Mbappé, wynosi zespół na inny poziom, do tego Bellingham, po którego wejściu ostatnio Real bardzo się poprawił… Tylko że kiedy masz piłkarza takiego jak Zidane, wszystko się zmienia. On był jeden z najlepszych w historii. Porównywanie takich drużyn jest bardzo trudne, bo jakości jest mnóstwo. Ogólnie dobrzy piłkarze zawsze potrafią się ze sobą dogadać na boisku.
Czy dzisiejszy futbol bardziej zależy od trenerów niż od piłkarzy?
Zmienił się, ale uważam, że na końcu mecze i tak rozstrzygają piłkarze dzięki swojej jakości. Mbappé, Vinícius, Harry Kane, Haaland… Oni mają tyle jakości, że przesądzają o losach spotkań. To, co moim zdaniem naprawdę się zmieniło, to lato w piłce. Kiedy ja grałem, mundial albo EURO odbywały się co dwa lata, ale kolejne lato miałeś wolne. Teraz już nie. Gra się więcej meczów i wymaga się od piłkarzy znacznie więcej. Nie mają czasu na odpoczynek, a ciało i głowa potrzebują trzech albo czterech tygodni, żeby się odciąć. Jeśli jesteś kibicem, chcesz iść na mecz i oglądać najlepszych, a dziś kontuzji jest tyle, że to ma wpływ na wszystko.
Myślisz, że zmieniła się rola napastnika? Że jest mniej klasycznych dziewiątek?
Tak, choć myślę też, że niektóre zespoły znów odzyskują tego klasycznego napastnika. Dziewiątka znowu trochę wraca do tego, co było kiedyś. Guardiola zaczął od Messiego jako fałszywej dziewiątki i wielu to kopiowało, ale mam wrażenie, że to wraca: Haaland, Gyökeres, Osimhen, Lewandowski… Wciąż ich mamy. Oczywiście są też tacy, którzy grają inaczej. Harry Kane na przykład często cofa się głębiej, żeby wykorzystać kolegów, którzy są bardzo szybcy, jak Olise czy Luis Díaz, ale ostatecznie i tak wszystko sprowadza się do goli. To właśnie po nich napastnik jest rozliczany. Mbappé z kolei też nie jest klasyczną dziewiątką, zawsze grał z dużą swobodą. W Realu jest zresztą tak, że ma trzech lewoskrzydłowych: Viníciusa, Mbappé i Rodrygo, a grać może tylko jeden.
W twoich czasach było też więcej kandydatów do wygrania La Ligi.
Ogólnie tak. To, co osiągnęliśmy z Deportivo, zdarza się raz, tak jak to, co zrobiło Leicester w Anglii. Było jednak więcej takich drużyn. Valencia Argentyńczyków, Baraji, Mendiety… Zawsze była w grze. Real Sociedad, Athletic… Wszyscy się liczyli. Natomiast w ostatnich latach, poza Atlético, jest jasne, że wygrywa Barcelona albo Real. W Premier League wygląda to inaczej, bo tam jest też więcej pieniędzy, ale w Niemczech z Bayernem jest podobnie. Rywalizacja jest potrzebna.
Śledzisz Deportivo?
Tak, trochę z dystansu. Teraz cieszę się, że wreszcie radzą sobie dobrze w Segunda po tylu latach w Segunda B, bo to nie powinno się wydarzyć. Można spaść do Segunda, ale nie do Segunda B. Teraz dobrze sobie radzą, żeby awansować i mam nadzieję, że im się uda.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się