Real Madryt stoi nad przepaścią, jeśli chodzi o cały sezon, a po pierwszym starciu z Bayernem Monachium zostaje bardziej gorycz niż satysfakcja. Nie można zamykać oczu na trudną rzeczywistość, jaką obnażył pierwszy mecz, ale nie można też ignorować nadziei, która – znając historię tego klubu i jakość jego piłkarzy – wciąż jest całkowicie uzasadniona. Zespół wyszedł cało ze scenariusza, który chwilami groził katastrofą, a w Pucharze Europy to zawsze pierwszy krok do wielkich rzeczy.
W pierwszej połowie oglądaliśmy to, co potocznie określa się mianem piłkarskiej kąpieli. Bayern, który dziś obok PSG jest najlepszą drużyną w Europie, zamknął Real na jego własnej połowie i kontrolował absolutnie każdy aspekt gry. Najbardziej niepokojące było to, że robił to piłkarzami, których w wielu przypadkach trudno byłoby umieścić w wyjściowym składzie Realu Madryt. Tacy zawodnicy jak Gnabry, Kimmich czy Pavlović dominowali nad drużyną Królewskich, która teoretycznie ma większą wartość i wyższy międzynarodowy status.
To prowadzi do konstruktywnej refleksji nad modelem gry. Bayern stawia na dominującą strukturę, która wspiera jego piłkarzy, podczas gdy Real zdaje się opierać wszystko na indywidualnej hierarchii. Oczywiście taka formuła przyniosła wyniki, których zazdroszczą Los Blancos wszystkie inne kluby, ale pozostaje pytanie, czy realne postawienie na bardziej dominujący model nie uczyniłoby Realu jeszcze bardziej bezwzględnym zespołem, szczególnie w tych momentach, gdy brakuje energii albo motywacji i uciekają krajowe trofea. Stawianie na najlepszych piłkarzy świata pozwoliło wygrać Ligę Mistrzów na wiele różnych sposobów, ale nic nie wskazuje na to, że postawienie na stałą dominację oddaliłoby Real od chwały.
Mimo niemieckiej przewagi jest coś, czego można się uchwycić: Real Madryt stworzył sobie bardzo klarowne okazje. Skoro Manuel Neuer został najlepszym piłkarzem meczu, to dlatego, że jakość zawodników Realu – nawet w słabszy dzień – potrafi zagrozić każdemu systemowi. Madrytczycy mieli znakomite szanse po uderzeniach Mbappé i Viníciusa, pokazując, że obrona Bayernu jest do naruszenia i można ją wykorzystać, jeśli poprawi się wykończenie.
Pole do poprawy przed rewanżem jest oczywiste. Potrzebna będzie znacznie lepsza skuteczność, bo tego zabrakło w pierwszym meczu, w którym niektóre strzały pozostawiały bardzo wiele do życzenia. Ważne jest jednak to, że drużyna nie rozsypała się po 0:2 i pokazała siłę mentalną, by odpowiedzieć w tak niekorzystnych okolicznościach. Ta odporność psychiczna również należy do największych zalet zespołu złożonego z najlepszych piłkarzy świata. Są w stanie przetrwać wtedy, gdy futbol im nie sprzyja i gdy rywal ich tłamsi.
Patrząc w przyszłość, dyskusja o postawieniu na dominujący styl gry na stałe powinna znaleźć się na stole. Nie jest to krytyka niesamowitych sukcesów osiągniętych pod rządami Florentino Péreza, bo te są niepodważalne, lecz raczej propozycja lepszego wykorzystania obecnego talentu, który zresztą nie jest już tak wyjątkowy jak w czasach Modricia, Kroosa, Benzemy, Ramosa czy Cristiano. Piłkarze powinni dostać taktyczne oparcie, które nie zmuszałoby ich do heroicznych wysiłków w każdym dwumeczu. Również w rozgrywkach krajowych taki model mógłby przynieść większe zbiory, bo poza czynnikami zewnętrznymi, które nieraz można było słusznie krytykować, czasami brakowało po prostu regularności w grze. Xabi Alonso wydawał się kandydatem do poprowadzenia tej zmiany, teraz mógłby nim być Arbeloa, ale klub musi naprawdę postawić na taki kierunek i dokonać kilku transferów, które ułatwią tę przemianę.
Nadzieja przed rewanżem w Niemczech jest jak najbardziej realna. Real wciąż żyje, pokazał, że potrafi zranić Bayern i ma piłkarzy zdolnych rozstrzygnąć każdy mecz pojedynczym zagraniem. Remontada albo awans będą zależeć od większej stanowczości w obu polach karnych i od wiary, że Real po raz kolejny zostawi nas w Europie bez słów.
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się