Bernabéu pożegnało Carvajala owacją na stojąco, gdy został zmieniony w derbach 22 marca. Były to w istocie dwa wyrazy uznania w jednym: pierwszy za jego bardzo dobry występ przeciwko Atlético, drugi za imponującą, wręcz legendarną karierę. Wokół klubu unosi się przekonanie, że kapitan rozgrywa swoje ostatnie mecze w Realu Madryt, jego kontrakt wygasa 30 czerwca i nic nie wskazuje na to, by miał go przedłużyć, a kibice nie chcą przegapić żadnej okazji, by podziękować mu za niezwykłą drogę w barwach Realu. Mecz z Atlético był więc dla Carvajala podwójnym zwycięstwem: wygrał derby i zrobił to jako podstawowy zawodnik po bardzo dobrym meczu. Był to mocny zastrzyk energii w bardzo trudnym okresie dla doświadczonego obrońcy, który jednak nie doczekał się potem ciągłości. Po przerwie reprezentacyjnej nie dostał ani minuty przeciwko Mallorce i Bayernowi. To bolesne dla Carvy, który może za to dostać szansę przeciwko Gironie, opisuje dziennik MARCA.
Carvajal przechodzi bardzo trudne tygodnie. To mroczny okres, w którym zderzył się z rzeczywistością, do której nie był przyzwyczajony: z utratą znaczenia w zespole. Sytuacja doprowadziła jego cierpliwość do granic, osłabiła jego ogromną osobowość w szatni i po prostu go podłamała. Powaga ostatnich urazów, dwie operacje kolana w ciągu roku, a także większa rywalizacja na jego pozycji, najpierw wraz Fede, a później po wejściu Trenta, oddaliły go od podstawowego składu. Przestał być nietykalny, a jego malejąca rola w drużynie stawała się coraz bardziej widoczna. Najlepiej pokazują to dwa ostatnie spotkania, gdy był rezerwowym bez choćby jednej minuty przeciwko Mallorce i Bayernowi.
Nie jest to sytuacja łatwa do przyjęcia ani dla kapitana, ani dla piłkarza o gigantycznej ambicji, ani dla legendy, która od powrotu do Realu w 2013 roku twardą ręką rządziła pozycją, na której właściwie nie miała konkurencji. Teraz po raz pierwszy zaczęto podważać jego poziom po powrocie po bardzo poważnej kontuzji kolana z poprzedniego sezonu. Carvajal nie zgadza się z tą sportową oceną, podobnie jak z tym, jak długo musiał czekać na prawdziwą szansę, by spróbować wrócić do najlepszej formy, zauważa MARCA.
Powrót, który nie wyglądał tak, jak się spodziewano
Carvajal wrócił po ostatnim urazie 4 stycznia w meczu z Betisem. Po powrocie minuty przychodziły jednak z większym trudem, niż zakładał. Xabi Alonso mu ich nie dawał, mimo że Trent wciąż leczył kontuzję, a Arbeloa korzystał z niego bardzo oszczędnie. Carvajal zaczął się złościć. Aż w końcu wybuchł. To, że 1 lutego przeciwko Rayo Vallecano został rezerwowym i nie wszedł nawet na minutę, wywołało napięcie między kapitanem a nowym trenerem. Tydzień później atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej napięta, gdy Arbeloa wystawił od początku na Mestalli przeciwko Valencii wychowanka Davida Jiméneza, zostawiając na ławce zarówno Carvajala, jak i Trenta, który wracał wtedy do kadry po urazie. Złość Carvajala było wyraźnie widać po meczu w jego gorącej rozmowie z Pintusem. Nagranie obiegło media, bo doszło do niej na murawie kilka minut po końcowym gwizdku, gdy piłkarze, którzy nie zagrali, wykonywali standardowy trening wyrównawczy po spotkaniu.
Scena z Mestalli ujawniła „sprawę Carvajala” i doprowadziła do bezpośredniej rozmowy piłkarza z trenerem po powrocie drużyny do treningów. Celem było złagodzenie napięcia i wyjaśnienie sytuacji. Pierwszym skutkiem tego spotkania było odesłanie Davida Jiméneza z powrotem do Castilli. Od meczu na Mestalli wychowanek nie pojawił się już w kadrze, a droga do większej liczby minut dla Carvajala została otwarta. Kapitan nie wyszedł co prawda w podstawowym składzie także przeciwko Realowi Sociedad 14 lutego, jednak zagrał pół godziny po wejściu za Trenta. Nadal nie był zadowolony ze swojej sytuacji i było to widać na co dzień.
W Valdebebas uważa się, że właśnie ta frustracja mogła być przyczyną nieprzyjemnego incydentu z jednym z zawodników akademii. Na treningu przed meczem z Osasuną w Pampelunie Carvajal przesadził z agresją i zaatakował Valdepeñasa, obrońcę Castilli, bardzo ostrym wejściem, które skończyło się kontuzją kolana i miesięczną przerwą, choć skutki mogły być dużo poważniejsze. „To było bardzo brzydkie wejście”, wspominają w Valdebebas.
„Wymuszony” rozejm dzięki Trentowi
Te mroczne dni przyniosły chwilę wytchnienia dzięki Trentowi. Spóźnienie Anglika na jeden z treningów przed derbami, kosztowało go miejsce w składzie na mecz z Atlético. Już na ostatnich zajęciach przed spotkaniem z Los Rojiblancos Carvajal ćwiczył w podstawowej jedenastce i ostatecznie rzeczywiście w niej zagrał. Ta sytuacja „pogodziła” go z Arbeloą. Kapitan docenił stanowczość trenera w podejściu do tej sprawy oraz szansę, jaką dostał w prawdziwym „finale” w La Lidze.
Arbeloa zyskał w oczach Carvajala decyzją z tych, które podobają się szatni, podobnie jak wcześniej w przypadku pozostawienia w składzie Frana Garcíi i Brahima. Carvajal zagrał, po zmianie został pożegnany owacją Bernabéu, a potem wymienił uścisk z Arbeloą. Później można go było też zobaczyć u boku trenera podczas dyskusji z Munuerą po czerwonej kartce dla Valverde. Była to znacząca reakcja, bo jeszcze kilka tygodni wcześniej w szatni i na ławce sprawiał wrażenie przygaszonego, pozbawionego tego przywództwa, które zawsze było jego znakiem rozpoznawczym, jeszcze zanim został kapitanem. Pojawiło się trochę światła, zanim znów wrócił do „tunelu” rezerwowych. Jego samotność na ławce i zagubione spojrzenie po porażce na Son Moix mówiły wszystko. Przeciwko Bayernowi było podobnie. To trudne dni dla Carvajala, który widzi, jak odjeżdża mu nie tylko pociąg w Realu Madryt, lecz także ten do reprezentacji i na mundial, który miał być zwieńczeniem jego monumentalnej kariery, podsumowuje MARCA.
Komentarze (12)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się