AS wylicza, że dotychczas bilans kontuzji w Realu Madryt to 47 absencji, 1173 dni nieobecności i 214 meczów łącznie opuszczonych z powodu braku możliwości gry. Tak w chłodnych, ale wymownych liczbach, można podsumować plagę kontuzji, która kolejny sezon nęka kadrę Realu Madryt. Aż 20 zawodników przewinęło się od początku rozgrywek przez klubowy gabinet medyczny, który przez cały czas od początku rozgrywek musiał zajmować się pacjentami. Mario de la Riva podaje, że klubie uważają jednak, iż źródło problemu zostało zidentyfikowane: winą obarcza się złe planowanie przygotowania fizycznego za czasów Xabiego, a zarazem uznaje się, że sytuacja poprawia się po zmianach w sztabie medycznym, ale przede wszystkim po powrocie Antonio Pintusa na stanowisko szefa przygotowania fizycznego. Bo mimo wszystkich tych trudności Real awansował do ćwierćfinału Ligi Mistrzów i nadal ma szanse w walce o mistrzostwo. W klubie wierzą, że będzie już tylko lepiej.
45 meczów i 43 różne wyjściowe jedenastki - to największy skutek tej plagi absencji. 47 urazów, które kolejny sezon szczególnie mocno uderzają w defensywę. Dziesięciu obrońców odpowiada za niemal dwie trzecie wszystkich dni absencji całej kadry. To 776 dni z 1173 łącznie, licząc od pierwszego treningu 4 sierpnia do ostatniego meczu z Atlético. Najbardziej poszkodowany pozostaje Ferland Mendy. Francuski lewy obrońca, który jeszcze z poprzedniego sezonu ciągnął za sobą zerwanie ścięgna mięśnia prostego przedniego w prawym udzie, znalazł się w kadrze meczowej tylko na 18 z 45 spotkań rozegranych przez Real. Od rozpoczęcia przygotowań 4 sierpnia uzbierało się mu już 229 dni absencji, a licznik wciąż rośnie. Éder Militão i Antonio Rüdiger także przekroczyli granicę stu dni poza grą, a Trent (99) jest bardzo blisko. Fran García był jedynym obrońcą odpornym na tę plagę kontuzji. Hiszpan opuścił tylko jedno spotkanie, ale z powodu czerwonej kartki przeciwko Celcie. Raúl Asencio opuścił pięć meczów, a Carreras trzy. Wszyscy pozostali defensorzy byli nieobecni w co najmniej dziesięciu spotkaniach.
Tak wysoka liczba kontuzji w obronie zmusiła Xabiego i Arbeloę do nieustannego przemeblowywania linii defensywnej. Oprócz dziesięciu nominalnych obrońców pierwszej drużyny, od początku w obronie grali też Federico Valverde, Aurélien Tchouaméni, Eduardo Camavinga oraz wychowankowie David Jiménez i Víctor Valdepeñas. Łącznie wystawiono aż 29 różnych konfiguracji linii obrony. Wśród nich było 13 różnych par stoperów. To ogromna niestabilność na pozycji, na której stabilność ma ogromną wartość. Najczęściej powtarzaną parą był duet Militão–Huijsen, który zagrał razem w 10 meczach, ale od spotkania na Anfield 4 listopada nie wystąpili już wspólnie. Asencio, który był w wyjściowym składzie w 20 meczach, miał u boku pięciu różnych partnerów: Militão, Huijsena, Carrerasa, Rüdigera i Alabę.
Jedną z cech charakterystycznych Arbeloi była stabilność w doborze wyjściowych jedenastek. Rzadko dokonywał więcej niż trzech zmian w składzie z meczu na mecz. W wielu przypadkach była to tylko jedna lub dwie roszady. Mimo to powtórzył tylko jeden skład i to w meczach nienastępujących bezpośrednio po sobie: przeciwko Monaco 20 stycznia i Rayo Vallecano 1 lutego. Trzy razy był blisko powtórzenia jedenastki, ale przeszkodziły mu w tym kontuzje.
Absencje spowodowane kontuzjami zostały po prostu stałym elementem rzeczywistości zespołu. Wystarczy powiedzieć, że w ostatnich siedmiu meczach Arbeloa miał za każdym razem co najmniej sześciu nieobecnych. Mallorca, gdzie zespół leci bez kontuzjowanych Mendy’ego, Courtois i Rodrygo, niegotowego Ceballosa oraz zawieszonego Valverde, przerwie tę tendencję. Mimo to drużyna odniosła kilka bardzo wartościowych zwycięstw. W niedawnych spotkaniach z Celtą i Elche trener nie mógł skorzystać nawet z dziesięciu zawodników. Mecz z ekipą z Elche zakończył z czterema piłkarzami Castilli na boisku. Stąd słowa Arbeloi po wyeliminowaniu Manchesteru City: „Jestem bardzo zadowolony nie z powodu siebie, lecz z powodu moich zawodników, bo zasługują na uznanie za wysiłek w sytuacji, która wcale nie była dla nas łatwa przy tylu bardzo ważnych absencjach”. Tamto spotkanie na Etihad zakończyło serię 19 kolejnych dni pracy bez odpoczynku: zespół codziennie albo trenował, albo grał, a to wszystko momentami przy dwucyfrowej liczbie nieobecnych.
To obciążenie ominęło tylko garstkę piłkarzy. Oprócz Frana Garcíi jedynie czterech innych uniknęło kontuzji: Güler, Vinícius, Gonzalo i Brahim. Turek jest jedynym zawodnikiem kadry, który wystąpił we wszystkich 45 meczach. Brazylijczyk opuścił tylko jedno spotkanie z powodu zawieszenia, a nie zagrał też w Talaverze, gdzie oglądał całe 90 minut z ławki. Wychowanek był dostępny na każdy mecz, choć zagrał tylko w 32. A reprezentant Maroka opuścił jedynie osiem spotkań, które stracił w trakcie Pucharu Narodów Afryki, gdzie reprezentował Maroko.
Ich partnerzy z pomocy i ataku byli mniej narażeni na urazy. Najwięcej meczów opuścił Bellingham - 14 spotkań z powodu dwóch kontuzji, które łącznie dały 89 dni absencji. Anglik wykorzystał lipiec, po zakończeniu Klubowego Mundialu, aby przejść operację lewego barku, który dokuczał mu od ponad półtora roku. Opuścił pierwsze sześć tygodni sezonu i zagrał dopiero w 5. kolejce ligowej. Niedawno z kolei uraz uda w meczu z Rayo 1 lutego wyłączył go z gry na kolejne 47 dni. Rodrygo ma na koncie 13 opuszczonych meczów i ta liczba niestety będzie tylko rosnąć. Żaden inny piłkarz z drugiej linii ani ataku nie opuścił więcej niż dziesięciu spotkań.
Komentarze (58)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się