Real Madryt po raz trzeci w tym sezonie dał się zaskoczyć Baskonii. Wyraźnie ten rywal nie leży podopiecznym Scariolo, natomiast dla Basków jest to spotkanie, na które szczególnie się mobilizują. Nie odpuszczali do końca i zgarnęli zwycięstwo. W tabeli niewiele im ono daje, lecz na pewno wzmacnia pewność siebie przed dalszą rywalizacją w lidze. Graczem spotkania został Luwawu-Cabarrot.
Pierwsza kwarta była pokazem bardzo efektownej ofensywnej koszykówki z obu stron. Co ciekawe, każda drużyna zastosowała zupełnie inną taktykę. Baskonia postawiła na rzuty z obwodu i była pod tym względem bardzo skuteczna. Trafiła aż ośmiokrotnie, zaledwie raz pudłując. Real Madryt nie był w stanie dorównać rywalom pod tym względem, więc rozwiązaniem były wejścia pod kosz. Najpierw Campazzo, później Okeke z Tavaresem, a na koniec kwarty Feliz z Maledonem nękali defensywę gospodarzy. Efektem był wynik 29:27.
Krótka przerwa między kwartami wystarczyła, żeby odmienić obraz spotkania. Baskonia ze znakomitej skuteczności na obwodzie przeszła do absolutnego jej braku. Zdołała jednak szybko się przestawić na wejścia pod kosz, szczególnie kiedy nie było Tavaresa na parkiecie. Dzięki temu uciekła na dziesięć punktów (44:34). Wtedy Real Madryt wziął się do roboty. Hezonja do spółki z rezerwowymi Llullem i Deckiem odwrócili wynik spotkania. Seria 19:4 pozwoliła schodzić na przerwę z prowadzeniem (48:53).
Po zmianie stron początkowo Real Madryt próbował rozbudować przewagę, ale gospodarze na to nie pozwalali. Sporo problemów Królewskim sprawiał Mamadi Diakite, a do tego Królewscy szybko łapali kolejne faule. Baskonia zbliżyła się do Madrytczyków i utrzymywała się tuż za ich plecami. W pewnym momencie mieli tylko jeden punkt straty, ale nie potrafili wyprzedzić podopiecznych Scariolo (73:76).
W ostatniej kwarcie bardzo dobrze zaczęli Garuba z Okeke. Tym razem to Baskonia grała trochę zbyt nerwowo, co kończyło się faulami i stratami. Różnica punktowa zaczęła rosnąć, jednak Basków nie można skreślać w żadnym momencie. Podjęli kolejną próbę pościgu. Ostatnie minuty były imponujące, bo przez dłuższy fragment obie drużyny trafiały praktycznie wszystko. Campazzo budował swój dorobek, ale po drugiej stronie Baskonia nie popełniała błędów. Kobi Simmons dwoma „trójkami” sprawił, że na minutę przed końcem różnica wynosiła zaledwie jeden punkt.
Sergio Scariolo poprosił o czas i znów odpowiedzialność na swoje barki wziął Campazzo, ale spudłował jeden rzut osobisty, co przytrafia się mu niezwykle rzadko. W odpowiedzi trafił Luwawu-Cabarrot, doprowadzając do remisu. Kluczową akcję Madrytczyków niecelnym rzutem zakończył Hezonja. Chwilę później w defensywie Chorwat niepotrzebnie sfaulował Simmonsa, który wykorzystał oba rzuty. Królewscy mieli niecałe dwie sekundy na ostatnią akcję, lecz rozegrali ją fatalnie. Llull oddawał rzut z bardzo niewygodnej pozycji i to Baskonia świętowała zwycięstwo.
98 – Baskonia (29+19+25+25): Diakite (21), Simmons (21), Villar (0), Omoruyi (15), Spagnolo (7), Nowell (2), Luwawu-Cabarrot (26), Forrest (-), Radzevičius (4), Frisch (2), Khatiashvili (-), Hrabar (-).
96 – Real Madryt (27+26+23+20): Abalde (0), Campazzo (21), Okeke (9), Hezonja (17), Tavares (10), Lyles (-), Krämer (-), Maledon (6), Deck (11), Garuba (8), Llull (12), Feliz (2).
Poza kadrą znaleźli się:
Gabriele Procida – decyzja trenera
Izan Almansa – decyzja trenera
Ołeksij Łeń – decyzja trenera
Wynik dwumeczu: Real Madryt 190:185 Baskonia
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się