REKLAMA
REKLAMA

Rummenigge: Z Florentino zgadzaliśmy się we wszystkim poza jedną sprawą – Superligą

Karl-Heinz Rummenigge to były piłkarz Bayernu Monachium, następnie między innymi dyrektor generalny klubowej spółki czy prezes rady nadzorczej Bayernu, w której zasiada do dzisiaj. To także były członek Komitetu Wykonawczego UEFA czy wieloletni prezes Europejskiego Stowarzyszenia Klubów.

REKLAMA
REKLAMA
Rummenigge: Z Florentino zgadzaliśmy się we wszystkim poza jedną sprawą – Superligą
Karl-Heinz Rummenigge. (fot. Getty Images)

Real–Bayern. Tu słowa są zbędne.
To mecz, który był rozgrywany najwięcej razy w historii Ligi Mistrzów, sprawdziłem to. Do tej pory doszło do 28 spotkań. Real ma od nas o dwa zwycięstwa więcej. Podobnie jest w rankingu klubowym UEFA: oni są na pierwszym miejscu, a my minimalnie za nimi. To szczyt, mecz nad meczami, przedwczesny finał.

REKLAMA
REKLAMA

I największy klasyk europejski.
To pojedynek, który przez cały ten czas wywoływał największe emocje. W latach 2000. to my najbardziej utrudnialiśmy życie Madrytowi, ostatnio to oni zyskali przewagę. Od czarnej bestii do białej bestii. Mają pięć Lig Mistrzów w dziesięć lat i to mówi wszystko.

Co dzieje się z Realem w Lidze Mistrzów?
Legenda narodziła się w latach 50., wraz z tamtymi pięcioma Pucharami Europy, które drużyna Di Stéfano i Gento zdobyła między 1956 a 1960 rokiem. Potem przyszli Los Galácticos. Madryt zawsze gromadził la crème de la crème międzynarodowego futbolu. Pamiętam, że wyeliminowaliśmy ich w 1976 roku: 1:1 w pierwszym meczu i 2:0 w rewanżu, a wszystkie trzy gole strzelił Gerd [Müller]. Miałem wtedy 19 lat, ale kiedy wszedłem na tamten stadion, to zrozumiałem, że to jest coś wyjątkowego. I nadal tak jest. To będą dwa gorące mecze, zarówno w Madrycie, jak i w Monachium.

Czy herb gra?
Stadion robi ogromne wrażenie. I kibice też. Dawniej trzeba było też trochę uważać na arbitra, który ci się trafił [śmiech], ale energia, jaką potrafi wytworzyć ten stadion, jest nadzwyczajna. Pamiętam dwumecz z City w 2022 roku. Real był praktycznie poza rozgrywkami. Aż do momentu, gdy odrobili straty w doliczonym czasie. To stadion i kibice, którzy razem z drużyną zamieniają się w huragan, przechodzący po rywalu. Trzeba mieć nerwy ze stali, zachować spokój i być przygotowanym mentalnie.

REKLAMA
REKLAMA

Jakaś anegdota, jaka pozostała panu w pamięci?
Pamiętam, że w 1976 roku grałem na lewym skrzydle, a Hoeneß na prawym. Po mojej stronie był Del Bosque, który zwykle nie zapuszczał się zbyt często do ataku. Uliemu natomiast przypadł Camacho, który włączał się do każdej akcji ofensywnej, więc kilka razy musiałem przebiegać boisko z jednej strony na drugą, żeby mu pomóc. Zrobiłem tyle kilometrów, że skończyłem w jacuzzi i byłem bliski omdlenia, kiedy przyszedł Franz [Beckenbauer] i powiedział mi: „Dałeś czadu, dzieciaku, mój szacunek”. Nigdy więcej w życiu tyle się nie nabiegałem.

Jak ocenia pan najbliższy dwumecz?
Po pierwsze, dobrze robimy, że nie ogłaszamy się faworytami, niezależnie od tego, jak stabilna jest nasza drużyna. To nie jest zwyczajny mecz. Nadal bardzo przyjaźnię się z Pepem [Guardiolą] i zadzwoniłem do niego przed jego dwumeczem w 1/8 finału, żeby życzyć mu powodzenia, ale już wtedy wiedziałem, że Real Madryt z lutego ma niewiele wspólnego z tym z początku sezonu. Mieli problemy, ale najpóźniej od meczów z City znów są tą drużyną, która potrafi wygrać wszystko, jeśli jej na to pozwolisz. Niech przykładem będą nasze starcia sprzed dwóch lat. Przez długi czas prowadziliśmy w rewanżu na Bernabéu, ale potem nadszedł ten podwójny cios i odebrano nam finał.

REKLAMA
REKLAMA

Przedpokój do piętnastego Pucharu Europy.
Poziom musi być taki jak w naszym meczu z PSG w fazie ligowej. W pierwszej połowie graliśmy jak anioły, a w drugiej, po czerwonej kartce dla Luisa Díaza, staliśmy się gigantami w obronie. Właśnie tego będziemy potrzebowali również w Madrycie. Jeśli drużyna będzie w stanie zagrać na takim poziomie, będziemy mieli szanse zbudować solidną podstawę przed rewanżem. Kluczowe będzie też podejście do tego dwumeczu z pokorą i świadomością, że stoi przed nami ogromne wyzwanie. To będzie najtrudniejszy egzamin.

Zaskoczyło pana, że rozdział Xabiego Alonso w Realu został zamknięty tak szybko?
Po pierwsze, było mi go żal. Podszedł do tego wyzwania z wielką ambicją po swoim udanym etapie w Leverkusen. Tego, co wydarzyło się później, nie mogę ocenić szczegółowo, ale kiedy wyniki są poniżej oczekiwań, lekarstwem zazwyczaj okazuje się zmiana trenera. Arbeloa znów znalazł właściwy sposób i drużyna znowu gra na najwyższym poziomie. Ale jestem przekonany, że Xabi Alonso pójdzie swoją drogą.

Xabi był blisko Bayernu?
Po serii odmów ostatecznie zdecydowaliśmy się na Viniego [Kompany’ego]. Jak widać, los czasem się do ciebie uśmiecha. To szczęście, że jest tutaj. W Bayernie przewinęli się wielcy trenerzy, tacy jak Lattek, Hitzfeld, Heynckes czy Guardiola, a Vini dostosowuje się do tego poziomu. Znów czerpię radość na stadionie, a nie zawsze tak było w ostatnich latach. Miło patrzy się na naszą piłkę, sukcesy przychodzą, a w klubie znów panuje spokój. Trener jest najważniejszym pracownikiem i Vini jest błogosławieństwem, także na poziomie ludzkim. Pracuje z tym, co daje mu klub i wyciąga z tego maksimum. Poprosiliśmy go też, by mocniej stawiał na akademię, a on wprowadził łącznie dziewięciu zawodników, z [Lennartem] Karlem na czele.

REKLAMA
REKLAMA

Karl przebił sufit.
Lennart właśnie skończył 18 lat i już zadebiutował w seniorskiej reprezentacji. Najważniejsze jest pomóc mu twardo stąpać po ziemi, ale mamy zarówno idealnego trenera, jak i idealnych zawodników, żeby poprowadzić go za rękę. Znów jest wyraźna hierarchia, z liderami na czele, takimi jak Kane, Neuer, Kimmich, a także Olise, który rozwija się w błyskawicznym tempie. To jak w czasach moich początków w Bayernie, gdy liderami byli Beckenbauer, Müller i Maier.

Olise bardzo podoba się w Madrycie i Barcelonie.
To plotki, które wywołują uśmiech u wszystkich w klubie. Pan wie lepiej niż ktokolwiek inny, jak działa karuzela medialna. Zostały mu jeszcze trzy lata kontraktu i więcej nie ma co na ten temat mówić. Ludzie chodzą na stadion dla takich piłkarzy jak on.

Czy piłkarz taki jak Vinícius pasowałby do Bayernu?
To pytanie jest zbędne, biorąc pod uwagę, że jest bezcenny i już gra w idealnym klubie. Nie zdziwiłbym się, gdyby był jednym z ulubionych piłkarzy Florentino. Dowiedziałem się, że kluby z Arabii Saudyjskiej pukają do jego drzwi, ale nie sądzę, żeby ostatecznie odszedł. Florentino jest estetą futbolu i zrobi wszystko, co możliwe, żeby go zatrzymać. Dobrze pamiętam jego dublet w pierwszym meczu dwa lata temu.

REKLAMA
REKLAMA

Jeden z tych goli padł po asyście Toniego Kroosa.
To on pociągał za sznurki i sprawiał, że ci z przodu błyszczeli. Wypełnienie tej luki nie jest łatwe. Z drugiej strony muszę przyznać, że Valverde też bardzo mi się podoba. Było tak na długo przed jego hat-trickiem przeciwko City.

Wyobraża pan sobie Real Madryt bez Florentino?
Zawsze utrzymywaliśmy bardzo dobre relacje. Pamiętam, jak spędzaliśmy długie godziny na rozmowach o futbolu i zgadzaliśmy się we wszystkim poza jedną sprawą: Superligą. Polityczna panorama futbolu wygląda następująco: na górze są FIFA i UEFA, potem federacje, a na końcu kluby. Superliga zawsze była uważana za projekt Florentino, ale w rzeczywistości narodziła się w następstwie pandemii. Koronawirus również odcisnął głębokie piętno na futbolu i z tego co wiem, wszyscy uczestnicy mieli otrzymać trzycyfrowe premie liczone w milionach za podpisanie umowy. Ale na szczęście Superliga należy już do przeszłości. Niedawno rozmawiałem z prezydentem Čeferinem podczas zgromadzenia UEFA w Brukseli i podkreślił mi, że wszyscy cieszyli się z powrotu Realu Madryt do piłkarskiej rodziny. To zresztą dobre także dla Realu i Florentino, bo konflikty nikomu nie pomagają.

REKLAMA
REKLAMA

To, co łączy Florentino i Real Madryt, to pasja?
Oczywiście, że tak i rozumiem, że zawsze chce jak najlepiej dla Realu Madryt. Pamiętam, że nawet zrobił krok w tył, kiedy był przekonany, że to on jest problemem, ale nigdy nim nie był. To on przywrócił Real na poziom, na którym wcześniej znajdował się tylko za czasów Bernabéu. Tego, czego się nie bierze pod uwagę, to fakt, że dziś o wiele trudniej jest osiągać taki sukces w sposób ciągły. Florentino jest wart swojej wagi w złocie.

A Laporta dla Barçy również?
Joan był moim wiceprzewodniczącym w Europejskim Stowarzyszeniu Klubów, łączy nas wielka przyjaźń. Jeszcze przed jego powrotem na stanowisko prezesa ostrzegałem go przed delikatną sytuacją finansową klubu, ale on jest jego pierwszym kibicem i niezależnie od wszystkiego zamierzał iść naprzód. Czas przyznał mu rację. Na poziomie sportowym klub znów jest na szczycie, a dzięki temu także sytuacja finansowa stopniowo się poprawia. Jeśli chodzi o Flicka, powiedziałem mu, że najważniejsze jest być jego przyjacielem. Hansi potrzebuje zaufania. Widać, że wcielił to w życie, bo wszystko działa, a Hansi wykonuje świetną pracę.

Porozmawiajmy o pańskim Bayernie. Odszedł pan ze stanowiska dyrektora generalnego klubu w 2021 roku, ale wrócił do Rady Nadzorczej w 2023.
To nie było planowane. Ale Uli Hoeneß i Herbert Hainer skontaktowali się ze mną, ponieważ nie byli zadowoleni z ogólnej sytuacji. Bayern zawsze wyróżniał się tym, że był klubem poważnym i stabilnym. Franz Beckenbauer zawsze mówił: sukces jest kluczowy, ale zawsze finansowany w solidny sposób. W pewnym momencie Bayern zszedł z tej drogi, żeby inwestować ponad miarę w pensje i prowizje dla agentów, ale już pracujemy nad tym, żeby to skorygować.

REKLAMA
REKLAMA

Czy trzeba przyhamować agentów?
Jesteśmy w tej samej łodzi, dlatego uważam, że wszyscy powinniśmy usiąść przy jednym stole: sami agenci, federacje, ligi i kluby. Kompletnie straciliśmy właściwy kierunek. Ubiegłego lata wypłacono aż 1,347 miliarda dolarów prowizji dla przedstawicieli. Pięć lat temu było to 500 milionów euro, co i tak było już dużą kwotą. Jeśli Bayern kupuje zawodnika z Freiburga, Freiburg potem kupuje innego z Mainz, a Mainz następnie kolejnego z innego klubu, a pieniądze dalej krążą wewnątrz futbolu. Tego, co inkasują agenci, już nie i to bardzo szkodzi naszemu sportowi. W Bayernie zamierzamy zająć się tym tematem w sposób bardziej konsekwentny.

Do czego pan się odnosi?
Przede wszystkim, Bayern Monachium nie jest miejscem, który agenci mogą tak łatwo pominąć. Jeśli nie chcemy już dalej współpracować z jakimś przedstawicielem, ma to swoje konsekwencje. Poza tym trzeba nadal forsować reformy FIFA w kwestii transferów: pomysł, by stałe pięć procent rocznej pensji zawodnika trafiało do agenta, jest bardzo dobry. To byłby dobry punkt wyjścia, bo obecnie jesteśmy na poziomie około dziesięciu procent. Potrzebne jest wspólne rozwiązanie, ponieważ obok absurdalnie wysokich pensji to właśnie te prowizje dla agentów są największym problemem futbolu. Niestety, zwłaszcza niemieckie sądy jak dotąd zablokowały limit prowizji.

REKLAMA
REKLAMA

Czy jest pan optymistą, jeśli chodzi o znalezienie rozwiązania?
Najpierw trzeba spróbować po dobroci. Jeśli to nie zadziała, trzeba będzie odwołać się do europejskiego wymiaru sprawiedliwości. Jak dotąd polityka była dość powściągliwa wobec tego rodzaju regulacji, ponieważ preferuje wolną konkurencję. Ale także w Brukseli powinni w końcu zauważyć, że wydatki w świecie futbolu przekroczyły już wszelkie granice.

Podoba się panu nowa Liga Mistrzów?
Wciąż pamiętam, że biłem brawo, gdy w 2021 roku zaprezentowano ten format. Nawiasem mówiąc, pomysł wyszedł od niemieckiego szachisty. Niestety jest kibicem Dortmundu [śmiech]. Faza pucharowa była atrakcyjna także w starym formacie, ale faza grupowa bywała trochę nużąca. Teraz wszystko jest bardzo interesujące. UEFA należą się gratulacje.

Wygląda na to, że faza grupowa przyszłego mundialu, rozszerzonego do 48 drużyn, może przypominać tę ze starej Ligi Mistrzów…
Najpierw dajmy temu szansę. Dla tego, kto ostatecznie zostanie mistrzem świata, będzie to tylko jeden mecz więcej. Utrzymuję relację opartą na zaufaniu z Infantino i sądzę, że to będzie dobry turniej. Oczywiście zawody tej skali mają też polityczne konotacje, z czym futbol musi dziś żyć, bo jest częścią społeczeństwa. Przede wszystkim, życzę reprezentacji Niemiec wielu sukcesów. Byłoby pięknie, gdyby po ostatnich rozczarowaniach potrafiła znów dać kibicom radość.

REKLAMA
REKLAMA

Po Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie kolej przypadnie Hiszpanii w 2030 roku.
To również będą wyjątkowe mistrzostwa świata, bo po raz pierwszy zostaną rozegrane na różnych kontynentach. Najwyższa pora, by tak piłkarski kraj jak Hiszpania znów został gospodarzem. Grałem na mundialu w 1982 roku i wystąpiłem też w tym legendarnym półfinale z Francją w Sewilli. Atmosfera była godna tego, czym jest Hiszpania: jedną z potęg piłkarskich Europy obok Anglii, Niemiec i Włoch.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

REKLAMA