REKLAMA
REKLAMA

75 dni Arbeloi w Realu Madryt

Vinícius i Thiago to najwięksi wygrani pierwszych 75 dni trenera. Są też inni, jak Valverde czy Brahim. W gronie tych, którzy stracili, znaleźli się Mastantuono, Camavinga i Ceballos…

REKLAMA
REKLAMA
75 dni Arbeloi w Realu Madryt
Álvaro Arbeloa. (fot. Getty Images)

Za Álvaro Arbeloą już 75 dni pracy z Realem Madryt. To był intensywny okres, w którym drużyna wyraźnie zmieniła kurs, a wraz z nią zmieniły się też role poszczególnych piłkarzy. Jedni wyraźnie zyskali, inni stracili na znaczeniu. Wśród największych beneficjentów tego etapu są między innymi Vinícius, Thiago czy Fede Valverde, podczas gdy więcej powodów do niepokoju mają Mastantuono, Camavinga czy Gonzalo, opisuje dziennik AS.

REKLAMA
REKLAMA

Największym zwycięzcą tego okresu jest bez wątpienia Vinícius. Brazylijczyk przeszedł bardzo wyraźną przemianę i znów przypomina zawodnika, którego Real Madryt znał z najlepszych momentów. W 34 meczach pod wodzą Xabiego Alonso zdobył tylko siedem bramek, co dawało średnio 0,20 gola na spotkanie. Niezależnie od tego, jak oceniać tamten etap, oczywiste jest, że Xabi nie potrafił wydobyć z niego pełni możliwości. U Arbeloi wygląda to zupełnie inaczej. W 17 meczach Vinícius strzelił już 11 goli, a ostatnio dołożył dublet w derbach. Jego średnia wzrosła do 0,65 bramki na mecz. To wyraźny sygnał, że wraca do swojej najlepszej wersji.

Drugim wielkim sukcesem Arbeloi jest odpowiedź ze strony cantery. Symbolem tego zjawiska stał się Thiago. Młody piłkarz zagrał od początku w obu meczach z Manchesterem City, a także w derbach, czyli w spotkaniach o dużym ciężarze. Co ważne, wyprzedził w hierarchii zawodników pierwszego zespołu. Jeszcze 17 lutego nie miał nawet na koncie debiutu, a dziś jest niemal pewniakiem do gry. W ostatnich 75 dniach swoje szanse dostali też David Jiménez, Diego Aguado, Cestero, Manuel Ángel, Mesonero, Yáñez i Palacios, a wszyscy zostawili po sobie bardzo dobre wrażenie, przypomina AS.

REKLAMA
REKLAMA

W gronie największych wygranych trzeba też umieścić Fede Valverde. Urugwajczyk odzyskał wpływ na grę zespołu i ponownie stał się jednym z liderów na boisku. Równie ważne było jednak znalezienie dla niego roli, która najlepiej wykorzystuje jego atuty. Paradoks polega na tym, że jego idealna pozycja tak naprawdę nie jest jedną konkretną pozycją. Najlepiej wygląda wtedy, gdy startuje z prawej strony, ale ma swobodę poruszania się po całym boisku. Gdy może grać bez ograniczeń, staje się niezwykle trudny do zatrzymania. W tym sezonie zdobył osiem bramek, a tylko jedną strzelił jeszcze u Xabiego Alonso. Aż sześć trafił w ostatnim kapitalnym okresie i do swojego najlepszego wyniku brakuje mu już tylko czterech goli.

Za nimi są kolejni piłkarze, którzy zyskali. Wyróżnia się Brahim. Od pewnego czasu pojawiały się informacje, że ważną rolę odegrało tu to, co nazywa się „szarą kanapą”, czyli rozmowy z trenerem. Efekt jest taki, że przy nieobecności Mbappé Brahim wywalczył sobie miejsce w wyjściowym składzie i wyprzedził Gonzalo. W pięciu ostatnich meczach rozegrał 36 procent wszystkich swoich minut z tego sezonu. Odżyli też Rüdiger i Huijsen. Niemiec w pełni uporał się z problemami fizycznymi i znów imponuje autorytetem, a Dean odbudował pewność siebie po wcześniejszym trudniejszym okresie.

REKLAMA
REKLAMA

Po drugiej stronie są jednak zawodnicy, którzy stracili. Najmocniej widać to na przykładzie Mastantuono. Co prawda 64 procent minut w tym sezonie rozegrał jeszcze u Xabiego Alonso, ale ten obraz wymaga doprecyzowania. Z 442 minut uzbieranych u Arbeloi aż 382 przypadły na jego sześć pierwszych występów, między meczami z Albacete i Rayo Vallecano. Od spotkania z Rayo minęło już 55 dni, a przez ten czas Argentyńczyk rozegrał zaledwie 60 minut. Wystąpił tylko na Mestalli, z Benficą w fazie ligowej, z Getafe i w pierwszym meczu z Manchesterem City. W pięciu spotkaniach nie pojawił się na boisku ani na chwilę: z Realem Sociedad, Benficą w pierwszym meczu barażu, Osasuną, Manchesterem City w rewanżu i Atlético. Trudno tu mówić o przypadku, bo utrata zaufania jest wyraźna.

Krok wstecz zrobił też Camavinga. To jedno z najważniejszych nazwisk po stronie przegranych, przede wszystkim dlatego, że najbardziej ucierpiał na wejściu Thiago. To właśnie Francuz najczęściej ustępował miejsca młodszemu koledze. Patrząc na formę zespołu i wyniki, decyzja trenera się broni. Camavinga wychodził w podstawowym składzie w sześciu kolejnych meczach, zanim dopadł go ból zęba. Od tamtej pory jego rola wyraźnie zmalała. W czterech spotkaniach przed przerwą reprezentacyjną tylko raz zaczął od początku, przeciwko Elche, czyli w teorii najmniej wymagającym meczu. Z Manchesterem City i w derbach usiadł na ławce. To wiele mówi.

REKLAMA
REKLAMA

Są też przypadki mniej wyraźne, ale również zauważalne. Ceballos częściowo płaci za problemy zdrowotne, choć nie tylko one mają tu znaczenie, bo wcześniej przed nim grali choćby Cestero czy Thiago. Z kolei Gonzalo z tygodnia na tydzień tracił na znaczeniu. Nie dostał ani minuty w dwumeczu z Manchesterem City, a potem również przeciwko Atlético. To bezpośredni efekt awansu Brahima w hierarchii.

Tak wygląda pierwsze 75 dni Arbeloi w Realu Madryt. Dla jednych był to czas odbudowy i rozwoju, dla innych moment wyraźnego osunięcia się w hierarchii. Nowa era już przyniosła swoich wygranych i przegranych, podsumowuje AS.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (9)

REKLAMA