Strategia transferowa Realu Madryt, która stała u podstaw najbardziej udanego okresu w najnowszej historii klubu, szykuje się do wyraźnej korekty. Florentino Pérez, od lat wyprzedzający rynkowe trendy, uznał, że nadszedł moment, by nieco zmienić dotychczasowe podejście do pozyskiwania młodych talentów i mocniej otworzyć się także na piłkarzy z większym doświadczeniem oraz silniejszą pozycją w szatni. Po latach udanych inwestycji w nastolatków, którzy dziś należą do światowej czołówki, klub szuka teraz lepszej równowagi, która pozwoli utrzymać konkurencyjność kadry i uzupełni ją o element, którego czasami jej brakowało, czyli dojrzałość.
Gdy Florentino Pérez już w 2014 roku przewidział, jak wielki wpływ na rynek będą miały kluby-państwa, Real Madryt postawił na działanie z wyprzedzeniem. Plan był prosty: sprowadzać przyszłych kandydatów do Złotej Piłki, zanim ich ceny staną się zaporowe. W ten sposób do klubu trafili między innymi Ødegaard, Fede Valverde, Vinícius, Rodrygo, a w ostatnim czasie także Endrick i Arda Güler. Ten model przestał jednak być tak opłacalny jak dawniej. To, co kiedyś uchodziło za okazję za osiem czy dziesięć milionów euro, dziś oznacza wydatek przekraczający 60 milionów. W takiej sytuacji każda nietrafiona decyzja staje się poważnym obciążeniem finansowym. Obecna kadra ma ogromny potencjał i mnóstwo młodych talentów, ale brakuje jej czasem doświadczenia, które robi różnicę w najważniejszych meczach.
Nowy kierunek wyznaczony w klubowych gabinetach zakłada więc sprowadzanie także bardziej dojrzałych piłkarzy, będących w najlepszym momencie kariery, którzy od razu mogą dać drużynie konkretną jakość, a przy okazji stać się punktem odniesienia dla młodszych zawodników. W tym kontekście jako główny cel do środka pola na lato pojawia się Rodri Hernández. Jeśli jego stan zdrowia nie będzie budził wątpliwości, reprezentant Hiszpanii idealnie wpisywałby się w tę zmianę myślenia. To piłkarz o dużej klasie, świetnie rozumiejący grę i zdolny z miejsca podnieść poziom zespołu, nawet jeśli jego etap w klubie nie trwałby przez kolejne dziesięć lat.
Ta korekta nie oznacza rezygnacji z rynkowych okazji, takich jak zawodnicy z kończącymi się kontraktami, jak Alaba, Rüdiger czy Trent Alexander-Arnold. Chodzi raczej o poszerzenie pola działania i większą otwartość na piłkarzy znajdujących się blisko szczytu formy, takich jak Enzo Fernández czy Nico Schlotterbeck, który obecnie wydaje się bliski przedłużenia umowy ze swoim klubem.
Często mówi się, że stawianie na bardziej doświadczonych zawodników skraca dany cykl, ale współczesny futbol pokazuje, że niewielu piłkarzy jest w stanie utrzymać poziom wymagany w Realu Madryt przez 10 czy 15 lat. Przypadki takie jak Modrić czy Kroos należą do rzadkości. Niekiedy zawodnik sprowadzony w wieku 26 lat daje większą gwarancję stabilności i więcej korzyści niż 18-latek, który po kilku latach może stracić dawny błysk albo po prostu zapragnąć zmiany. Tym ruchem Florentino chce zapewnić drużynie lepszy balans i sprawić, by młodość zawsze była wspierana przez doświadczenie potrzebne do dalszej walki o dominację w Europie.
Komentarze (17)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się