Gdyby teraz w szatni Realu Madryt odbyły się wybory, aby zagłosować na trenera na przyszły sezon, Álvaro Arbeloa wygrałby większością głosów, donosi Juan Ignacio García-Ochoa w artykule z wtorkowej okładki dziennika MARCA. Nie bezwzględną, ale wyraźną większością. Szkoleniowiec stopniowo zyskiwał sobie szatnię i w tym momencie jego postać ma wśród piłkarzy bardzo dużą wagę. Przemówił do nich i duża część szatni czuje się z nim komfortowo i dobrze. Tak wygląda atmosfera, jaka na co dzień zapanowała w Valdebebas.
Hiszpan zyskał też szacunek dzięki wielu trudnym i delikatnym decyzjom, które podejmował od chwili objęcia stanowiska. Słynna szara sofa w jego biurze była epicentrum codziennej pracy, by lepiej poznać swoich zawodników, zbliżyć się do nich, wymieniać opinie, powiedzieć sobie rzeczy prosto w twarz, przedstawiać swoje plany... Publicznie ich bronił, ale prywatnie mówił im wszystko wprost. Jak powiedział po derbach Dean Huijsen: pierwszego dnia nowy trener przekazał mu, że nie gra dobrze. Bezpośredni i bez ogródek przekaz był kluczowy w odbudowie zespołu.
Komunikacja była punktem wyjścia do odbudowania podzielonej grupy po odejściu Xabiego Alonso. Traumatyczne pożegnanie Baska stworzyło dwa obozy: tych, którzy byli za nim oraz tych, którym jego odejście bardzo się nie spodobało. To był jeden z wielu problemów, z jakimi Arbeloa musiał się zmierzyć po swoim awansie. Naprawić problemy i wygrywać. To nie było łatwe zadanie.
Jest też aspekt czysto piłkarski. Ostatnie wyniki umocniły pozycję trenera w kwestii ustawienia taktycznego, planów meczowych, przygotowania, skuteczności zmian taktycznych, które poprawiają grę drużyny, jego odwagi oraz zarządzania kryzysową sytuacją związaną z kontuzjami i absencjami. Zespół ufa jego pracy, a wyniki tylko to zaufanie umacniają.
Arbeloa wzmocnił drużynę detalami godnymi dobrego stratega. Trener krok po kroku dopracowywał różne elementy i wprowadzał poprawki taktyczne, które wzmocniły zespół i rozwiązały wiele jego problemów. Podejmował decyzje, które w krótkim czasie poprawiły dyspozycję poszczególnych zawodników i drużyny jako całości, chociaż przez napięty kalendarz niemal nie było czasu na trening. Szatnia jest zadowolona z gry, z pomysłu i z codziennej pracy. W tym ostatnim aspekcie Arbeloa ma jeszcze jeden wielki atut: swój sztab. Piłkarze są zachwyceni współpracownikami trenera i panuje między nimi świetna chemia. Jest nić porozumienia zarówno na boisku, jak i poza nim.
Szkoleniowiec cieszy się poparciem i zaufaniem wielu ważnych zawodników. Niektóre uściski między trenerem a piłkarzem mówią same za siebie. A było ich już całkiem sporo. Vinicius i Federicvo Valverde to dwóch z nich. To zawodnicy kompletnie odmienieni pod jego wodzą. Ta para była pod ostrzałem w czasach Xabiego, a u Arbeloi odzyskała uśmiech i swoją najlepszą formę. Czują się ważni i przejęli sztandar nowego projektu. Thibaut Courtois, Aurélien Tchouaméni i Antonio Rüdiger to kolejni trzej liderzy, którzy popierają kandydaturę Arbeloi, by pozostał na czele zespołu w przyszłym sezonie. Publiczne pochwały ze strony trenera są tylko odzwierciedleniem dobrej więzi, jaka między nimi istnieje.
Jude'a Bellinghama i Kyliana Mbappé trener wspierał, bronił i szanował jako gwiazdy Realu Madryt, którymi są, nawet podczas ich długich nieobecności. MARCA podkreśla, że również Arda Güler dołącza do obozu Arbeloi, ponieważ trener ani na moment nie zmniejszył zaufania, jakie do niego ma. Uścisk Turka z trenerem tydzień po tym, jak nie zrozumiał zmiany w Vigo, jest znaczący. Przeprosiny i ruszyli dalej. Frana Garcíę i Brahima pozyskał w ostatnich tygodniach dzięki odważnemu postawieniu na nich w kluczowych meczach sezonu. Odpowiedzieli, gdy ich potrzebował, a on ich nagrodził bez chwili wahania. Tak samo jak Andrija Łunina, któremu przekazał pełne zaufanie.
Również sposób, w jaki przemawia Arbeloa, to kolejny punkt na jego korzyść w szatni. Miał gesty wobec wszystkich i zostawił po sobie „tytuły w mediach”, w których wychwalał zaangażowanie i jakość praktycznie wszystkich swoich zawodników. Poprosił o przedłużenie kontraktu Rüdigera, koronował Courtois, bronił Jude’a i Kyliana, chwalił Frana Garcíę i Brahima, chronił Huijsena, rozpływał się nad Tchouaménim, Valverde, Viniciusem...
Ostatnim gestem, który wyniósł go na szczyt w oczach szatni, było posadzenie Trenta Alexandra-Arnola na ławce w derbach. Jak podała wcześniej MARCA i cały czas potwierdza swoją informację, Anglik spóźnił się na trening poprzedzający mecz z Atlético i Arbeloa ani chwili się nie wahał, by postawić dobro grupy ponad jednostką. W normalnych warunkach Trent był podstawowym zawodnikiem w derbach, ale trener zastosował zasady szatni i dał miejsce w wyjściowym składzie Daniemu Carvajalowi. Ten gest prawości zaskarbił mu szacunek wszystkich. Również Trenta, który zaakceptował i zrozumiał decyzję bez słowa sprzeciwu. Ale przede wszystkim zyskał Carvajala, który odpowiedział mu na boisku znakomitym występem przeciwko Atlético, co doceniło Bernabéu, żegnając go spektakularną owacją, gdy został zmieniony. Bo nie była to podstawowa jedenastka na pokaz. Arbeloa przegrywając pod koniec pierwszej połowy, mógł wprowadzić Trenta już w przerwie, ale pozostawił Carvajala na murawie przez ponad godzinę gry. Poszedł ze swoim kapitanem do końca.
Gdyby akademia brała udział w tych wyborach, większość byłaby praktycznie absolutna. W La Fábrice trener seniorów ma swoje największe poparcie. I nie ma w tym nic dziwnego, bo to on wyniósł ją na piedestał. Całe Valdebebas jest mu całkowicie oddane za sprawą jego wypowiedzi wychwalających jakość tych zawodników i polityki stawiania na nich bez zastrzeżeń za każdym razem, gdy są potrzebni.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się