REKLAMA
REKLAMA

MARCA: Rosną szanse Arbeloi na pozostanie na kolejny sezon

Wyniki, codzienna praca i zarządzanie grupą umacniają Hiszpana na czele pierwszej drużyny. MARCA podkreśla, że te argumenty zwiększają też szanse szkoleniowca na pozostanie w zespole na kolejny sezon.
REKLAMA
REKLAMA
MARCA: Rosną szanse Arbeloi na pozostanie na kolejny sezon
Álvaro Arbeloa. (fot. Getty Images)

„Przez dwa miesiące na stanowisku nie przestał przyjeżdżać do Valdebebas ani przez jeden dzień” - od tego szczegóły klubowe źródło zaczyna wychwalanie zaangażowania i oddania Álvaro Arbeloi od chwili, gdy objął Real Madryt. W środę doszedł kolejny przykład. W dzień wolny drużyny, po powrocie po 4 nad ranem z Manchesteru, trener w południe pojawił się w Valdebebas, aby z trybun Di Stéfano śledzić poczynania juniorów w Youth League. Do tego dochodzą maratońskie 10-godzinne dni pracy, niezliczone spotkania, maksymalna waga przywiązywana do najdrobniejszych szczegółów i absolutna kontrola nad wszystkim.

REKLAMA
REKLAMA

Triumf na Etihad jest nagrodą za pracę włożoną w sprostanie ogromnemu wyzwaniu. Wyjście zwycięsko z pojedynku z Pepem Guardiolą to ostatni wielki impuls dla postaci Arbeloi jako trenera Realu Madryt, która zyskuje na sile, wskazuje MARCA. Oczywiście przed Hiszpanem jeszcze bardzo wiele pracy, ale Arbeloa z dnia na dzień umacnia swoją kandydaturę do pozostania na ławce, czego w Madrycie na dzisiaj absolutnie nie wykluczają. Wręcz przeciwnie, każdego dnia znajdują kolejny powód, by dalej stawiać na tego trenera.

Ostatnie pokazy siły Arbeloi w Europie trafiają bezpośrednio na listę największych zasług trenera w jego niewiele ponad dwóch miesiącach na czele zespołu. Już osiem dni od przeprowadzenia pierwszego treningu z zespołem (13 stycznia) musiał stawić czoła swojemu pierwszemu europejskiemu meczowi przeciwko Monaco. Arbeloa poprowadził już Real Madryt w 16 spotkaniach, a 6 z nich to mecze Ligi Mistrzów. W rzeczywistości w dwa miesiące poprowadził tyle samo europejskich meczów co Xabi Alonso w pięć miesięcy (po 6). Bilans Arbeloi to 5 zwycięstw i 1 porażka, a zespół doprowadził do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Ta droga obejmuje wymagające dwumecze z José Mourinho (Benfica) i Guardiolą (City), z których wyszedł zwycięsko. I nie tylko to: Arbeloa został od razu pierwszym trenerem, który wyeliminował Guardiolę i Mourinho w tej samej edycji Ligi Mistrzów, dodatkowo wygrywając z nimi wszystkie cztery mecze. To sukces, który Real Madryt bardzo dokładnie odnotował i który stanowi nowy, potężny argument przemawiający za pozostaniem trenera. Zdobycie Etihad go ukoronowało. I nie tylko pod względem sportowym, bo dwa dwumecze Ligi Mistrzów wygrane z Benficą i City przyniosły klubowi około 33,5 miliona euro przychodu.

REKLAMA
REKLAMA

Prześcignął Raúla i przewyższa Xabiego Alonso

Jeszcze jesienią porównywano jego wyniki w Castilli z debiutem Raúla i Arbeloa wygrał to porównanie, zdobywając o dziewięć punktów więcej i wygrywając dwa razy więcej meczów. Po awansie do pierwszego zespołu porównaniem, z którym musiał się mierzyć, było porównanie z Xabim Alonso. I wyniki również stawiają go ponad byłym trenerem Królewskich. Arbeloa wygrał 75% meczów, które prowadził w Realu Madryt (12 zwycięstw w 16 meczach), a Xabi Alonso wygrał 71% spotkań, notując bilans 24 zwycięstw, 4 remisów i 6 porażek w 34 meczach.

Jedna z największych zmian od przyjścia Arbeloi zaszła w codziennej atmosferze w Valdebebas. Napięcie, które istniało, całkowicie zniknęło i sytuacja się uspokoiła. Szatnia i sztab szkoleniowy płyną w tym samym kierunku. Arbeloa wyczuł szatnię, jego przekaz do niej dotarł, podobnie jak jego piłkarskie pomysły. Odzyskał najlepszą wersję Viníciusa i Federico Valverde, a innych piłkarzy, takich jak Aurélien Tchouaméni i Arda Güler, popchnął jeszcze bardziej do przodu. Wszystko funkcjonuje w zespole bardziej naturalnie: w meczach i na co dzień.

Klubowi podoba się jego przekaz. Bezwarunkowa obrona klubu, wywyższanie jego historii, sposób zarządzania kontrowersjami, odniesienia do swoich piłkarzy, jego kąśliwość wobec Barcelony... Jego medialna postać także jest bardzo wysoko oceniana, a to także uważa się za element kluczowy, zważywszy na jego ekspozycję i rolę rzecznika klubu w wielu kwestiach. Krótko mówiąc, wyraża się w sposób, który klubowi w pełni odpowiada.

REKLAMA
REKLAMA

To wszystko poza boiskiem. Jeśli spojrzeć na murawę, Arbeloa zyskał zespół dzięki szczegółom i decyzjom godnym wielkiego stratega. Trener stopniowo dopracowywał szczegóły i wprowadzał taktyczne korekty, które wzmocniły drużynę i rozwiązały wiele jej problemów. Podejmował decyzje, które poprawiały poziom gry zawodników, a to wszystko w krótkim czasie i praktycznie bez możliwości pracy treningowej z powodu napiętego kalendarza.

Współlider „swojej” ligi

W lidze Arbeloi Real Madryt ma tyle samo punktów co Barcelona na czele tabeli. W dziewięciu kolejkach prowadzonych przez madryckiego szkoleniowca zespół zdobył 21 punktów, notując bilans 7 zwycięstw i 2 porażek. Dokładnie taki sam jak drużyna Hansiego Flicka. Co więcej, po początku Arbeloi z pięcioma kolejnymi ligowymi zwycięstwami (Levante, Villarreal, Rayo, Valencia i Sociedad), Real zdołał odzyskać pozycję lidera po odrobieniu czteropunktowej straty, z jaką trener przejął stery zespołu.

Zarządzanie absencjami

Dodatkowa trudność związana jest z plagą kontuzji, z którą musi mierzyć się Arbeloa i to kolejny wielki punkt na jego korzyść. Klub wysoko ocenia spektakularne zarządzanie przez niego krytyczną sytuacją w krytycznym momencie, biorąc pod uwagę, jak wiele jest do ugrania. Arbeloa wyeliminował Benficę bez Édera Militão, Jude'a Bellinghama, Deana Huijsena, Daniego Ceballosa, Kyliana Mbappé i Rodrygo, z czego ten ostatni był zawieszony. Od tego momentu sytuacja stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Przy 10 absencjach wygrał na wyjeździe z Celtą i u siebie z Elche. Przy siedmiu nieobecnych rozgromił City na Bernabéu, a przy kolejnych ośmiu zdobył Etihad w ostatni wtorek, do tego przy częściowym powrocie Kyliana Mbappé, który mógł zagrać tylko przez ograniczony czas. Teraz przystąpi do derbów z kolejnymi sześcioma absencjami, w tym bez Thibaut Courtois i z kilkoma zawodnikami świeżo po kontuzjach.

„Sprawa Mbappé” to kolejny punkt na jego korzyść, ponieważ Arbeloa ledwie mógł liczyć na najlepszego strzelca zespołu, a kiedy już mógł, ten nie był w najlepszej dyspozycji. Podobnie było z Bellinghamem, z którego także nie mógł korzystać. W przypadku Militão nie miał go nawet ani razu pod swoimi rozkazami podczas pełnego treningu z grupą. Pomijając cios, jakim była poważna kontuzja Rodrygo, nowy problem z Courtois czy nawrót urazu Ferlanda Mendy’ego... To tworzy garść przeszkód, które Arbeloa rozwiązywał mecz po meczu, nie pozwalając, by zespół obniżył swój poziom i wyniki.

REKLAMA
REKLAMA

„Baby boom” szkółki

Tu dochodzimy do tego, co wielu imponuje najbardziej. Tam, gdzie jedni nie widzą niczego poza problemem, inni widzą szanse. I właśnie to zrobił Arbeloa z kryzysem kontuzji, gdy znalazł szansę, by dać miejsce „perełkom” szkółki. La Fábrica zyskuje na wartości właśnie dzięki ogromnemu impulsowi, jaki Arbeloa daje wychowankom. Trener buduje sportowy i ekonomiczny kapitał, a klub zaciera ręce. Arbeloa uczynił szkółkę filarem swojego projektu na czele pierwszego zespołu i jak dotąd okazuje się to pełnym sukcesem.

Po krótkim pobycie w Castilli i pokazie wychowanków, jaki prezentuje w Realu Madryt w swoich dwóch miesiącach na czele zespołu, nie tylko przywrócił modę na La Fábrica i wystrzelił wielu swoich „chłopców”, ale też sprawił, że kadra Castilli jest teraz wyceniana na 82,5 miliona euro według Transfermarkt. Imponujący baby boom, którego bezdyskusyjnym głównym bohaterem jest Arbeloa. Historyczny wzrost, dzięki któremu trener wpompowuje do klubu imponującą fortunę. Arbeloa zaczynał latem w rezerwach z kadrą, której łączna wartość wynosiła pięć milionów euro, a teraz prowadzi ją w kierunku 100 milionów wartości rynkowej. Różnica jest kolosalna.

Oczywiście największym sportowym i ekonomicznym strzałem Arbeloi jest Thiago Pitarch. Trener odkrył nową gwiazdę. Pomocnik stał się jednym z najbardziej rzucających się w oczy zjawisk w niedawnym europejskim futbolu. Poza tym, że zadomowił się w podstawowym składzie Realu Madryt w wieku 18 lat (dwa z jego występów od pierwszej minuty przypadły na dwumecz z City), to według specjalistycznego portalu Transfermarkt jego wartość rynkowa wystrzeliła do 20 milionów euro. To liczba robiąca szczególne wrażenie, jeśli wziąć pod uwagę jego znikome doświadczenie na najwyższym poziomie. Piłkarz rozegrał zaledwie siedem meczów w pierwszym zespole Realu Madryt, ale już zostawił ślad, a jego wielkim orędownikiem jest Arbeloa.

REKLAMA
REKLAMA

Arbeloa podchodzi z tak silną pozycją do derbów, które będą jego kolejnym testem. Dotychczas radził sobie doskonale i może patrzeć w przyszłość z podniesioną głową.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

REKLAMA