REKLAMA
REKLAMA

Aktualny sędzia VAR La Ligi: Myślenie, iż sukcesy Barcelony były owocem pracy sędziów, jest małostkowe

Juan Luis Pulido Santana od 2022 do 2025 roku był sędzią głównym Primera División. W trwającym sezonie pracuje jako arbiter VAR, a ostatni mecz Realu wideosędziował na początku marca przeciwko Celcie Vigo. Przedstawiamy wypowiedzi tego aktywnego wideoarbitra z rozmowy w podcaście Rogue Cast.
REKLAMA
REKLAMA
Aktualny sędzia VAR La Ligi: Myślenie, iż sukcesy Barcelony były owocem pracy sędziów, jest małostkowe
Pulido Santana pokazuje czerwoną kartkę Nacho w sytuacji omawianej w artykule. (fot. Getty Images)

– Moją karierę w Primera División naznaczył mecz Girony z Realem [jesienią 2023 roku], gdzie do meczu podchodzili odpowiednio jako drugi i pierwszy w tabeli. I prawda jest taka, że ten mecz wyszedł mi całkiem dobrze, ale w ostatniej akcji meczu Nacho, zawodnik Realu, stracił głowę i wszedł kryminalnym wejściem w zawodnika Girony. Z perspektywy boiska, jaką miałem, wydawało mi się, że Nacho wybija piłkę. Po czasie zarzucam sobie to, że mój asystent i czwarty sędzia krzyczeli mi, że to czerwona kartka. Nie posłuchałem ich. Ja widziałem klarowną żółtą kartkę. VAR od razu mnie skorygował. Kiedy zobaczyłem te obrazy na monitorze VAR-u, to nie mogłem uwierzyć, że nie posłuchałem kolegów. Nie mogłem uwierzyć w sensie: hej, co ja widziałem na boisku? Dlaczego nie zobaczyłem tego kryminalnego wejścia? Niewątpliwie popełniłem błąd. Ten błąd mnie naznaczył, bez dwóch zdań, bo od tamtej pory… No cóż, mój prezes Komitetu Arbitrów, Luis Medina Cantalejo, wsadził mnie na miesiąc do lodówki [w sensie zawiesił - dop. red.] i od tamtej pory coraz bardziej mnie odsuwał. Nie poprowadziłem już więcej żadnego meczu Realu. Od tamtej pory mój status zmienił się drastycznie. Zacząłem dostawać przeciętne mecze. Patrzyłem na mecze, które mogłem prowadzić w każdej kolejce i mówiłem: ten mecz jest najsłabszy i ten będzie dla mnie. I tak to wszystko zaczęło mi uciekać. Powiedzmy, że leciałem w dół. Więc to był, powiedzmy, mój punkt załamania i to jest to, do czego to wszystko doprowadziło, że ostatecznie jestem dziś tutaj, gdzie jestem.

REKLAMA
REKLAMA

– Negreira? Zawsze to mówiłem i zawsze będę to mówił: ostatecznie głównymi poszkodowanymi są sędziowie, bo to naszą pozycję podkopano, naszą rolę zdeprecjonowano i zmieszano nas z błotem. To my jesteśmy głównymi poszkodowanymi i do dziś nie ma ani jednego sędziego, który byłby objęty śledztwem w związku z tą sprawą. A zatem, jeśli na dziś, przy postępowaniu sądowym, które trwa już od jakiegoś czasu, bada tę sprawę i całą resztę, nie ma ani jednego sędziego zamieszanego, to co to nam mówi? Przy tym ta sytuacja jest wykorzystywana do podważania organizacji sędziowskiej i wszelkiego rodzaju sytuacji oraz decyzji, które są podejmowane i były podejmowane przez wszystkie te lata. To jednak łatwa wymówka.

– Kto podważa tak sędziów? Każdy klub, któremu zależy, żeby to podważać. [Nie ten jeden?] Nie, nie robi tego tylko jeden, który ma telewizję. Reszta też zabierała głos, podnosiła głos w swoim momencie. I też wyczekują w tej sprawie. Ostatecznie to, że jedni są tam sądownie zaangażowani w to wszystko, nie znaczy, że reszta rozgrywek siedzi z założonymi rękami.

REKLAMA
REKLAMA

– [prowadzący przyznaje, że jest kibicem Barcelony i podkreśla, że nie widzi dowodów, że sędziowie pomagali Barcelonie] Ja nie widziałem wszystkich meczów Barcelony, ale jeśli czegoś jestem pewien, to tego, że w epoce Negreiry, teraz i wcześniej były błędy i będą dalej. Jednak błędy takie jak ten, o którym ci opowiadałem wcześniej, który popełniłem w tym meczu Realu, gdzie sędzia na boisku widzi to na swój sposób, a potem na nagraniu wygląda to inaczej - to są błędy ludzkie. Poza tym, jak ci mówię, sprawa Negreiry to sprawa, która medialnie nas zabija. Przy tym rzeczywistość jest taka i wkładam za to rękę w ogień: jako sędziowie nie mamy z tym absolutnie nic wspólnego.

– Ja awansowałem z Negreirą do Segunda División. To on mi to zakomunikował, ale to nie on podejmował tę decyzję. On o niczym nie wiedział. On nawet nie wiedział, jak się nazywam. Mówił do mnie: Kanaryjczyk, Kanaryjczyk, Kanaryjczyk. Rzeczywistość jest taka, że miał stanowisko kierownicze, bo był wiceprezesem, ale w praktyce tam rządzili prezes i sekretarz generalny. Kropka. Musiał być jakiś wiceprezes, ale rzeczywistość, o ile pamiętam, była taka, że to był człowiek, który zajmował się chodzeniem na seminaria, piciem whisky i niewiele więcej. W trakcie sezonu nie miałem o tym człowieku żadnych wiadomości. W ogóle żadnych. Oczywiście uważam, że to temat dość… niepokojący. Ale bardzo chcemy, żeby już zapadł wyrok i żeby wyszło to, co ma wyjść, żeby już w końcu określono, co rzekomo się stało i żeby zapłacił ten, kto ma zapłacić.

REKLAMA
REKLAMA

– Konflikt interesów z żoną delegata Realu [Megía Dávila to były arbiter i dzisiaj delegat sędziowski Realu Madryt; jego żona Yolanda Parga odpowiada w Federacji za sędziowanie w futbolu kobiet]? W tym przypadku zarówno Yolanda, jak i delegat Realu Madryt, Carlos Megía Dávila, oboje byli sędziami. Spójrzmy na to, że jeśli chodzi o wartość zawodową i całą resztę, to Yolanda jest warta tyle, by być tam, gdzie jest. I to prawda, że ty mówisz: dobrze, ale jej mąż jest obecnym delegatem Realu Madryt. Dobrze, tak, ale ostatecznie szkoda też pozbywać się tak wartościowej osoby z tego powodu. Do tego Yolanda pracuje w kobiecej piłce. Ok, ocenia również sędziów [męskiego futbolu], ale to też przechodzi przez odpowiedni filtr. Ocena Yolandy ma jedną wagę, ale to tylko jedno z kryteriów pośród wielu innych kryteriów, które istnieją i które są na końcu istotne. Ale rzeczywistość jest taka, że ta jedna waga nie ma bardzo, bardzo dużego znaczenia w losie sędziego. I oczywiście musimy też stawiać na profesjonalizm każdego. A w przypadku Yolandy od razu widać, że jest bardzo dobra w swojej pracy. Jest bardzo dobra. A przede wszystkim nie chodzi tylko o to, że jest dobra, ale też na poziomie osobistym zawsze była bardzo, bardzo, bardzo dobrą koleżanką i dziewczyny, z którymi my pracujemy na co dzień, bardzo ją cenią. Stawiają ją na piedestale. Dlatego została w środowisku po tej zmianie, która nastąpiła w Komitecie Arbitrów.

– Sandro Rosell mówił, że płacono za raporty i jeden kosztował średnio 250 euro? Słuchaj, jeśli ten raport miał być używany do robienia papierowych samolocików, to tak, to drogo. Bo o ile wiem, bo podano to publicznie, to trenerzy Barcelony nie mieli o nich pojęcia. Więc sam mi powiedz, po co chcieli te raporty. Ale dobrze, to nie jest temat, który powinien mnie dotyczyć, bo na końcu trwa sprawa sądowa. To, co uderza we mnie i w moich kolegów, to szkoda, jaką nam wyrządzono na poziomie reputacji. Z winy kogoś, kto był wewnątrz struktury organizacyjnej i kto rzekomo wykorzystał swoją pozycję, ale który realnie nie miał wpływu. Nie używał tej siły, którą mógł mieć, bo jako sędziowie byliśmy całkowicie odcięci od wszelkich wiadomości o machinacjach tego człowieka. My byliśmy najbardziej zaskoczeni, kiedy cała ta historia wyszła na jaw. Jeśli chodzi o rzeczywistość, to nie było żadnego kupowania sędziów, to jest absolutnie jasne. Gdyby było coś takiego, to już by coś wyszło... Tyle.

REKLAMA
REKLAMA

– Pewna telewizja [Real Madrid TV] sugeruje, że Barcelona wygrywała dzięki sędziom? Barça bez wątpienia miała spektakularną epokę. Taką, w którym zbiegła się seria piłkarzy sprawiających, że drużyna tworzyła cuda. I na szczęście skorzystała na tym także reprezentacja Hiszpanii. Więc to nie przypadek, że Barça wygrywała i reprezentacja Hiszpanii też zdołała wygrać swój pierwszy mundial i EURO. Ten złoty okres zbiegł się z tym, że Barcelona miała znakomitą drużynę i to prawda, że myślenie, iż sukcesy Barcelony w tamtym momencie były owocem pracy sędziów, wydaje mi się trochę małostkowe. Bo kto chce w to wierzyć, to moim zdaniem powinien się nad sobą zastanowić. Bez dwóch zdań ta wiadomość jest wykorzystywana i będzie wykorzystywana nawet wtedy, gdy zapadnie wyrok, przez wszystkich tych, którzy chcą kupić tę narrację, żeby usprawiedliwić… Żeby umniejszyć albo pomniejszyć sukcesy wroga, sukcesy rywala.

– Real Madrid Televisión zrobiła o mnie jakiś materiał? Tak, oczywiście, mam u nich kilka materiałów na wyłączność. Real Madrid Televisión jest przykładem tego, że media teraz bardziej dezinformują niż informują. Rzeczywistość jest taka, że bierzesz Markę, Sport i Mundo Deportivo, porównujesz je i przy tej samej informacji wygląda to tak, jakbyś czytał trzy różne wiadomości. To samo mam z dziennikami ogólnymi: El Mundo i El País, albo El País i La Razón, albo Eldiario.es... Zależnie od tego, jaki ton chcesz nadać, wychodzi ci jedno albo drugie. A czego chce Real Madrid Televisión, publikując te materiały? No cóż, umniejszyć rolę sędziego. Już przed meczem ci mówią, że sędzia wychodzi tam po to, żeby zaszkodzić Realowi. Jeśli potem wychodzi zwyczajne sędziowanie, jak to zazwyczaj bywa, gdzie absolutnie nic się nie dzieje, to cóż, materiał zostaje z tyłu. Ale jeśli przeciwnie, okaże się, że sędziowanie tego dnia nie wyszło do końca dobrze albo wydarzy się kilka kontrowersyjnych sytuacji i oni chcą je dodatkowo podkręcić, to proszę bardzo, mają już tę rzekę wymówek czy tę rzekę kłamstw, która jeszcze bardziej podsyca ten efekt, który chcą wywołać. To jest godne pożałowania, ale powiem ci, że już mnie to nawet nie zaskakuje. Kontrowersja się sprzedaje. Jeśli generujesz kontrowersję, to się sprzedaje. Są konta na Twitterze, które oceniają sędziów według własnych kryteriów i śledzą je setki tysięcy osób. A czasem argumenty z tych kont są wykorzystywane przez same kluby do usprawiedliwiania decyzji. To jest niesamowite. [Czy to jest sterowane czy nie?] Nie musi być sterowane. To nie jest sterowane. To po prostu tak działa, że kontrowersja się sprzedaje. A potem, z drugiej strony, jako klub może cię interesować, w danym momencie albo przez dłuższy czas, podsycanie tych spiskowych teorii, bo możesz też w ten sposób ukryć, że twoja sytuacja sportowa nie jest najlepsza.

REKLAMA
REKLAMA

– Real Madrid Televisión robi na mnie materiały do dziś. To mnie nie dotyka. Każdy widzi to, jak chce. Tu mówisz: to coś złego. Na szczęście mamy dziś związek zawodowy, takie stowarzyszenie, które broni naszych interesów i kiedy dochodzi do jakiegoś wybryku - czy to ze strony klubu, piłkarza, trenera, działacza, kogokolwiek, kto się zagotuje i zaczyna nas mieszać z błotem albo wchodzi w kwestie karne - to oni już tam są i składają zawiadomienie. Niezależnie od tych narzędzi, które dziś mamy i które na szczęście mamy, to mnie osobiście to w ogóle nie dotyka. Proszę cię, jeszcze tego by mi brakowało.

– Czy Tebas [prezes La Ligi] powinien za to ukarać Real Madryt? Nie sądzę, że Tebas ma taką możliwość, by ukarać Real w tym aspekcie. [Kto ją ma?] Wymiar sprawiedliwości. Tak mi się wydaje. To już byłaby kwestia głębszego zbadania tego na poziomie administracyjnym.

REKLAMA
REKLAMA

– Czy byłaby kara za nazwanie sędziego złodziejem? To wielki problem, kiedy mówisz, że sędzia jest złodziejem. Bo możesz powiedzieć, że twoim zdaniem sędzia cię skrzywdził i że się pomylił. To akurat mogą powiedzieć. Ale kiedy już mówisz, że zrobił to celowo, z premedytacją, to wtedy wchodzą sankcje. Wtedy Komitet Rozgrywek wymierzyłby karę.

– [Kibic Barcelony mówi, że Komitetem kieruje kibic Realu] Szczerze mówiąc nie śledzę tego. Nie wiem, czy jest madridistą czy nie, ale na końcu powinni tam działać zgodnie z prawem. Szczerze mówiąc nie zwracam na to uwagi. Wiem, kto jest dziś moim szefem i wiem, co mam robić: starać się robić to jak najlepiej. W moim sumieniu pozostaje to, że się mylę, prawda? Ale jak ci mówię, kiedy się myliłem, robiłem to dlatego, że w tamtym momencie uważałem, iż to, co robię, jest słuszne. Nie dlatego, że chciałem się pomylić, ale po prostu wierzyłem, że ta decyzja, którą podejmowałem w tamtym momencie, była właściwa. I tyle. Zawsze. Nie miałem bezsennych nocy, rozmyślając nad tym, dlaczego się pomyliłem, bo zawsze miałem spokojne sumienie. Nigdy nie działałem celowo źle.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (3)

REKLAMA