Marcos Gómez-Díaz z radia SER stwierdza, że w piłce nożnej okazje nie zawsze pojawiają się wtedy, kiedy się ich spodziewamy. Czasami pojawiają się nagle, bez ostrzeżenia. Dokładnie to samo przydarzyło się Andrijowi Łuninowi. W wieku 27 lat ukraiński bramkarz znów znalazł się w centrum uwagi, gdy Thibaut Courtois cieszył się swoją doskonałą formą. Ale kontuzje nie pytają o formę. Belg ostatnio się o tym przekonał.
To nie pierwszy raz, kiedy Łunin znalazł się w takiej sytuacji jak dziś. Już latem 2023 roku poważna kontuzja kolana Courtois otworzyła mu drogę do miejsca w pierwszym składzie praktycznie na cały sezon. Ukraiński bramkarz nie przestraszył się wyzwania, a wręcz przeciwnie – spisał się z godną podziwu niezawodnością. Bez zbędnych popisów, z powagą i pewnością siebie, zdobył szacunek kibiców na Bernabéu. Mówią o tym konkretne liczby: 31 meczów i zaledwie 32 wpuszczone bramki. Wyniki godne wielkiego bramkarza.
Jednak poza statystykami w zbiorowej pamięci pozostają przede wszystkim jego ważne wieczory. W ćwierćfinale Ligi Mistrzów wpadł na Manchester City Guardioli – to był prawdziwy test wytrzymałości. Na Bernabéu Łunin spisał się solidnie, ale to na Etihad osiągnął szczyt formy. Przez 120 minut wpuścił jedynie strzał De Bruyne'a. Jego występ był pokazem wytrzymałości i opanowania, a zakończył się serią rzutów karnych.
SER przypomina, że wtedy ujawnił się jego charakter. Dzięki wcześniejszym informacjom od Kepy, zachował spokój przed karnym Bernardo Silvy, przewidział strzał panenką i pozostał w miejscu, aby złapać piłkę. Ten gest mówił wszystko. Portugalczyk nie mógł w to uwierzyć. Jakby tego było mało, Ukrainiec obronił również strzał Kovacicia. Tamtej nocy Łunin stał się bohaterem dwumeczu.
Los sprawił, że w półfinale Real wpadł na Bayern Monachium, czyli tego samego rywala co teraz. Wtedy Real przeszedł dzięki remisowi w Niemczech i epickiemu rewanżowi u siebie, z bramkami Joselu w ostatnich minutach. Łunin ponownie spisał się na medal w tych niezwykle wymagających rozgrywkach, pomagając zespołowi awansować do finału. Jednak piłka nożna ma też swoją najokrutniejszą stronę. Gdy wydawało się, że Ukrainiec zagra na Wembley, Courtois w porę wyzdrowiał, a co gorsza, wirus wykluczył Łunina z gry w dniach poprzedzających mecz.
SER przypomina, że w tym sezonie Andrij grał niewiele, wystąpił w tylko czterech meczach, choć pokazał przebłyski swojej jakości. W Atenach, przeciwko Olympiakosowi, utrzymał drużynę w grze, popisując się kilkoma godnymi uwagi paradami, a w swoim ostatnim występie przeciwko City ponownie zaprezentował się solidnie w kilku sytuacjach.
Terminarz nie daje wytchnienia. Nadchodzą derby na Bernabéu, a na horyzoncie jest jeszcze mecz z Bayernem, który może zdeterminować sezon. Łunin nie jest typem człowieka, który się denerwuje i szuka rozgłosu. Żyje spokojnie pośród hałasu. A co najważniejsze: już to przerabiał.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się