Advertisement
Menu
/ as.com

Arbeloa odzyskał Viníciusa

Wydaje się, że Álvaro Arbeloa definitywnie już odzyskał Viníciusa. Brazylijczyk w 16 meczach u nowego trenera zdobył jak do tej pory 9 bramek – wcześniej u Xabiego Alonso zdobył 7 bramek w 34 meczach. Teraz odegrał kluczową rolę w dwumeczu z Manchesterem City.

Foto: Arbeloa odzyskał Viníciusa
Vinícius celebruje bramkę w meczu z Manchesterem City. (fot. Getty Images)

„Ten Vinícius to mój Vinícius” – to zdanie w krótki i jednoznaczny sposób przedstawia ostatnią przemianę Brazylijczyka. Znów jest wszędzie, znów przyprawia rywali o zawrót głowy, znów robi zamieszanie i znów bez przerwy próbuje. I znów odgrywa kluczową rolę w Realu Madryt, zauważa AS. Oczywiście duża w tym zasługa samego Álvaro Arbeloi, który niezależnie od tego, jak ten sezon się ostatecznie zakończy, będzie mógł przyznać, że odzyskał Viniego. I to jest fakt, którego nikt mu już nie odbierze.

Progresu nie da się nie zauważyć. Podczas 34 meczów u Xabiego Alonso brazylijski atakujący był w stanie zdobyć zaledwie siedem bramek – jedną na Klubowym Mundialu, pięć w La Lidze i ponownie jedną w Superpucharze Hiszpanii. Jego średnia wynosiła tym samym tylko 0,20 gola na mecz. Liczba dosyć niepokojąca jak na piłkarza, który niedawno otarł się przecież o Złotą Piłkę. Jednak wraz z przyjściem Arbeloi pojawiło się światełko w tunelu. Mieszanka zaufania i podbitego statusu w zespole doprowadziła do przemiany. U nowego trenera Vinícius zdobył już dziewięć bramek w 16 meczach, co przekłada się na dużo lepszą średnią 0,56 gola na mecz.

Tendencja zwyżkowa
Krok po kroku. Ten ostatni wykonany w Manchesterze. I to mimo faktu, że tego wieczora był nad wyraz nieskuteczny. „Dużo zmarnowałem! Ale dzisiaj aż tyle nie potrzebujemy!”, tłumaczył się w przerwie przed swoimi kolegami. Ostatecznie Vini zakończył mecz z dubletem, ale mając na uwadze liczbę okazji, tych bramek mogło być zdecydowanie więcej. Murawę na Etihad Stadium opuszczał z największą liczbą oddanych strzałów (7), w tym również tych celnych (3) oraz ze skutecznością podań w ostatniej tercji boiska na poziomie 90%.

Mimo wszystko kluczowe były te dwie bramki, które pozwoliły Realowi Madryt wygrać i tym samym bez niepotrzebnego stresu awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Ta pierwsza padła z rzutu karnego, który Vinícius wziął na siebie mimo niepowodzenia z pierwszego meczu. „Dzisiaj znów zapytałem Valverde, czy chce strzelać… Ale odmówił i obdarzył mnie pełnym zaufaniem – tak powinien postępować kapitan”, mówił po meczu 25-letni Brazylijczyk. Po trafieniu był z kolei czas na radość i uciszenie trybun, które rok temu zgotowały mu prześmiewcze przywitanie po Złotej Piłce dla Rodriego. Druga bramka padła już w doliczonym czasie gry – dośrodkowanie Auréliena Tchouaméniego i wpakowanie piłki obok bezradnego Gianluigiego Donnarummy. Nokaut w starciu z rywalem, z którym zanotował jak do tej pory w sumie cztery bramki i pięć asyst.

Recepta
Prawda jest taka, że Arbeloa od samego początku w sposób jednoznaczny i konsekwentny stawiał na Viníciusa. I to mimo faktu, że w pierwszych pięciu meczach zdobył tylko jedną bramkę. To nie zmieniło tego, że wciąż pozostawał pewniakiem do pierwszego składu Królewskich. I to nie tylko po to, aby wyjść na boisko od pierwszej minuty, ale też pozostać na nim pełne 90 minut. To wszystko doprowadziło do odblokowania passy w postaci sześciu bramek w kolejnych pięciu meczach. Aby na koniec odegrać kluczową rolę w dwumeczu, w którym w oczach wielu Real Madryt był spisywany na straty. Asysta w pierwszym meczu i dublet w rewanżu – Vinícius wrócił na dobre.

Znów tańczy. Znów czuje się na boisku wyzwolony. Znów czuje się wspierany. Potrafi tworzyć skuteczny i zgrany duet nie tylko z Kylianem Mbappé, ale również z Brahimem i Gonzalo. Bierze na siebie odpowiedzialność i rolę lidera. Widać w nim ten głód i niepohamowaną potrzebę ciągłego napierania na bramkę rywala. Ponieważ nawet wtedy, gdy może być nieskuteczny, to nie odpuszcza i cały czas idzie do przodu. Raz za razem. Z tym DNA, którym rozkochał w sobie całe madridismo i teraz ponownie nim błyszczy. „To jest mój Vinícius”, podsumowuje AS.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!