Bernardo Silva: Obejrzałem ten mecz jeszcze raz i wynik był dużo gorszy niż sam występ
Bernardo Silva pojawił się dzisiaj na konferencji prasowej przed jutrzejszym spotkaniem z Realem Madryt w Lidze Mistrzów. Przedstawiamy zapis tego spotkania piłkarza Manchesteru City z dziennikarzami na Etihad.
Bernardo Silva. (fot. Getty Images)
Ty nie dostałeś dnia wolnego.
Ja? Nie. Ja byłem jedynym, który nie dostał wolnego.
Pewnie dla ludzi z zewnątrz może być zaskoczeniem, że przed meczem Ligi Mistrzów piłkarze dostają wolne. Jak wy to odbieracie od środka i jak ważny jest taki odpoczynek dla ciała i głowy?
Robiliśmy tak już wiele razy w przeszłości. Po porażkach, po zwycięstwach, kiedy trener uważał, że to będzie najlepsze dla drużyny. Przy wszystkich podróżach, które mieliśmy w tym tygodniu, uznał najwyraźniej, że najlepiej będzie, jeśli lepiej się wyśpimy, zostaniemy dzień dłużej w domu, trochę oczyścimy głowy i wrócimy jutro silniejsi, gotowi na mecz.
Pep wspomniał o meczu z Aston Villą sprzed kilku lat w ostatniej kolejce. Ty oczywiście brałeś w nim udział. Czy to jest coś, do czego możesz się odwołać w szatni i opowiedzieć o tym chłopakom?
Ten sport nauczył nas, że w meczu piłkarskim może wydarzyć się naprawdę wiele. Mimo że wynik w Madrycie był dla nas bardzo zły, będziemy walczyć. Na pewno będziemy walczyć do końca, wiedząc, że będzie bardzo trudno. Rywal jest bardzo mocny, wynik pierwszego meczu nie był dobry. U siebie wiele rzeczy może się wydarzyć, zwłaszcza tutaj, na Etihad i spróbujemy stworzyć odpowiednią atmosferę, żeby to się mogło wydarzyć.
Bernardo, po meczu w zeszłą środę wszyscy wyglądaliście na bardzo przybitych, co jest zrozumiałe. Jak z powrotem „wpuszcza się” w piłkarzy wiarę, że da się to zrobić i że można stworzyć jedną z tych pamiętnych nocy, o których mówisz?
To nigdy nie jest łatwe, zwłaszcza gdy masz tylko tydzień. Zwykle jednak po dużej porażce pierwszego dnia wydaje ci się, że wszystko jest bardzo ciemne, potem robi się coraz jaśniej, coraz jaśniej i gdy przychodzi dzień przed meczem, atmosfera już się zmienia. Choć to był dla nas bardzo zły tydzień, wiemy, do czego ten zespół jest zdolny. Problemem w tym sezonie była ciągłość, bo poziom mamy, wiemy, że potrafimy na taki poziom wejść. Problem był taki, że nie umieliśmy utrzymać go przez odpowiednią liczbę meczów. Jeśli jutro będziemy „na tym poziomie”, wiemy, że to jest możliwe.
Gole można strzelać w każdym momencie meczu, Bernardo, ale jak ważne będzie szybkie trafienie, żeby podkręcić drużynę i trybuny, jeśli chcecie to odwrócić?
To byłoby oczywiście bardzo ważne. Im wcześniej, tym lepiej. Powiedziałbym jednak też, że bez względu na wszystko to i tak może się wydarzyć. Nie wiem już, kto wspominał o meczu z Aston Villą, ale wiemy, że w piłce, a szczególnie nasz zespół u siebie, potrafimy stworzyć mnóstwo okazji w ciągu pięciu, dziesięciu, piętnastu czy dwudziestu minut. Jasne, jeśli strzelimy wcześniej, będzie lepiej. Wiemy też, że musimy dobrze bronić, bo nie możemy stracić gola, bo wtedy dwumecz będzie praktycznie skończony. Oczywiście podejmiemy pewne ryzyko i pójdziemy po to.
Jeśli chodzi o to, że nie potraficie wchodzić na najwyższy poziom tak regularnie jak wcześniej – z czego to wynika? Drużyna ewoluuje, w ostatnich osiemnastu miesiącach było dużo zmian. Niektórzy z was wygrali mnóstwo trofeów, inni jeszcze żadnego. Czemu nie da się ciągle wracać na ten sam poziom?
Myślę, że oczywista odpowiedź jest taka, że to jest okres przejściowy. Jeśli spojrzysz nie tak dawno wstecz, na finał Ligi Mistrzów, kiedy wygraliśmy potrójną koronę i porównasz tamten zespół z obecnym, to po dwóch i pół roku zostało może czterech, pięciu, sześciu piłkarzy. To ogrom zmian. Taka liczba zmian w klubie piłkarskim nigdy nie jest łatwa, bo to nie jest kwestia talentu czy jakości zawodników. Chodzi o to, żeby piłkarze lepiej się poznali, wiedzieli, co działa, kiedy grają razem, a także zdobyli doświadczenie i wiedzę, jak radzić sobie zwłaszcza w trudnych momentach. Jak mówiłem, nie znam jednej idealnej odpowiedzi, nikt jej nie zna. Ty możesz mieć swoją opinię, trener swoją, ja swoją. Ja naprawdę wierzę, że tak duża liczba różnych zawodników w tak krótkim czasie nie pomaga. Gram tu od dziewięciu lat. Trzy lata temu, gdy grałem z Gündoğanem, Kevinem, Rodrim czy Kyle'em, ponieważ graliśmy razem przez tyle lat, dokładnie wiedzieliśmy, czego chce drugi piłkarz i jakie ma cechy ten obok ciebie. Teraz ci młodzi chłopcy potrzebują czasu, żeby się zaadaptować do gry ze sobą, do wspólnej gry. Myślę, że to odgrywa bardzo dużą rolę. To nie jest wymówka, bo w niektórych momentach tego sezonu powinniśmy byli spisać się dużo lepiej, ale uważam, że to naprawdę ma bardzo duże znaczenie.
Czy ten gol w sobotę strzeliłeś dokładnie tak, jak chciałeś?
Nie. Nie chcę cię okłamywać, nie. Chciałem dośrodkować.
Wiem, że w zeszłym tygodniu w Madrycie nie poszło wam dobrze, ale przez pierwsze trzydzieści minut wyglądaliście na drużynę będącą na przedniej nodze. Byliście lepsi, mieliście kilka sytuacji, ty też miałeś jedną z okolic pola karnego. Czy w tych pierwszych trzydziestu minutach zobaczyłeś wystarczająco dużo, żeby uznać, że Real jest na tyle „do zranienia”, że możecie strzelić tyle goli, ile będzie wam potrzebne?
Nie nazwałbym ich „wrażliwymi”, bo pokonali nas 3:0, więc nie użyłbym teraz takiego słowa. Kiedy wróciłem do domu, byłem naprawdę sfrustrowany i chciałem obejrzeć mecz. Wiem, że to, co powiem, może zabrzmieć trochę głupio, ale kiedy obejrzałem go jeszcze raz, nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy przegrywać do przerwy 3:0. Naprawdę go nie widzę. Moim zdaniem wynik był dużo gorszy niż sam występ. Oczywiście w piłce to nie znaczy nic, nie daje nic. Bywały mecze, w których byliśmy gorsi od rywala, a i tak wygrywaliśmy, albo dużo lepsi i nie wygrywaliśmy. Piłka taka właśnie jest. Rzeczywistość jest taka, że nasz występ, szczególnie w pierwszej połowie, nie był aż tak zły. W drugiej połowie weszły już emocje, schodzisz na przerwę i wszystko wydaje się dużo gorsze, niż jest naprawdę i trochę tracisz głowę. Jak mówiłem na początku, może to brzmieć naprawdę głupio, ale nie uważam, żeby ten występ był aż tak słaby.
Na chwilę odejdźmy od tego meczu. Jestem pewien, że widziałeś, jak wszyscy, tę „naradę” piłkarzy Chelsea z sędzią. Chciałem zapytać, co o tym myślisz jako profesjonalista z Premier League i kapitan klubu.
Widziałem zdjęcie, ale nie znam kontekstu. Nie wiem, czy ktoś wygłaszał przemowę czy coś takiego, nie mam pojęcia. Wyglądało zabawnie, lecz nie wiem, o co tam chodziło. To tylko śmieszna sytuacja.
Już poważniej – jeśli chodzi o przekaz kapitana do drużyny, co powiesz kolegom przed tym meczem?
Na pewno to, o czym mówiłem wcześniej: jeśli uwierzymy, że w tym meczu te małe detale, które robią w piłce ogromną różnicę, pójdą na naszą stronę, będą na naszą korzyść… Jeśli spojrzysz konkretnie na mecz w Madrycie, nawet przy bardzo złym wyniku były sytuacje, w których środkowy pomocnik Realu próbował wyprowadzić piłkę, Nico O'Reilly prawie ją przejął, Courtois obronił refleksem. Te małe rzeczy. Gdyby ta piłka wpadła i byłoby 3:1, wszystko wyglądałoby inaczej. Musimy uwierzyć, że jutro, gdy Erling będzie miał okazję, to ją wykorzysta i piłka nie odbije się od słupka czy poprzeczki. Gdy oni będą mieli swoje sytuacje, a będą je mieli, bo potrafią biegać, mają niesamowitą jakość i zawodników do biegania, tworzenia okazji, to musimy wierzyć, że nasi obrońcy zablokują, że nasz bramkarz obroni i że jutro będzie nasz dzień. Z taką wiarą może to będzie możliwe.
Bernardo, w zeszłym roku odpadliście z Realem i wielu powiedziałoby, że byliście dużo lepsi, a odpadliście… Trener mówił o konieczności perfekcyjnego meczu, ale czy rzeczywistość nie jest też taka, że jutro potrzebujecie również szczęścia, obok jakości i świetnego występu?
Nie chcę… Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo ja niezbyt wierzę w szczęście. Wierzę, że powodem, dla którego przez te wszystkie lata nie byliśmy bardziej skuteczni w tych rozgrywkach, mogła być odrobina szczęścia, ale to nigdy nie jest wyłącznie szczęście. To są małe detale, w których trzeba być lepszym. Liga Mistrzów to inne rozgrywki. W lidze najlepsza drużyna wygrywa w 95 procentach przypadków. W Lidze Mistrzów najlepsza drużyna niekoniecznie wygrywa. To rozgrywki o emocjach, o tym, jak sobie z nimi radzisz. O drobnych detalach, głównie w obu polach karnych: jak bronisz danej akcji, jak blokujesz strzał, jak wykorzystujesz okazje. To nie jest szczęście. Trzeba tam być i trzeba dobrze wykonać te akcje. Wierzę, że musimy być naprawdę bardzo dobrzy właśnie w tych małych detalach, a Real jest w nich bardzo mocny.
Patrząc na mecz sprzed tygodnia, w pierwszych dwudziestu minutach było wiele piłek przelatujących przez pole karne, których nikt nie zamknął. Podobnie było z West Hamem w drugiej połowie w sobotę. Co jako piłkarze musicie zrobić, żeby mieć większą spójność w ostatniej tercji? Czy to wraca do tego, o czym mówiłeś wcześniej – do okresu przejściowego i tego, że ci zawodnicy nie grali jeszcze ze sobą tak długo?
Jak mówiłem, pytasz o szczęście i o te dośrodkowania. Żeby piłki wpadały, musisz wykonać odpowiedni ruch. Musisz mieć zawodnika na bliższym słupku, musisz mieć kogoś na dobitkę na dalszym, a my strzelaliśmy tak mnóstwo goli. Klasyczna akcja Kevina: piłka przechodzi przez bramkę i ktoś, czy to Sterling, Erling, Leroy Sané czy Agüero, tylko dostawia nogę na dalszym słupku. Takie gole wyglądają łatwo, ale trzeba wykonać ten ruch, żeby je zdobyć. Możesz mieć dziesięć dośrodkowań, tylko jeśli nikt nie wykona takiego ruchu, to nie ma to sensu. To nie jest szczęście, po prostu musimy być lepsi i lepiej się rozumieć. Jeśli wstawisz jednego piłkarza na bliższy słupek, jednego na punkt karny, jednego atakującego dalszy słupek po takim tap-inie, o którym mówiłem, jeśli będzie więcej ludzi w polu karnym i lepszy timing ruchów, to na pewno zaczniemy wykorzystywać takie sytuacje.
Idąc dalej tym tropem: Erling strzelił cztery gole w ostatnich czternastu meczach, a dwa z nich były z karnych. Byłbyś osobiście zszokowany, gdyby Pep jutro zostawił go na ławce? I czy szatnia byłaby zaskoczona taką decyzją, gdyby Pep wybrał inną drogę tylko na ten mecz?
Nie bylibyśmy zszokowani niczym, bo naszym zadaniem nie jest ocenianie decyzji trenera. Dostaje ogromne pieniądze po to, żeby takie decyzje podejmować, a naszym zadaniem jako piłkarzy jest być gotowym. Mamy szeroką kadrę, każdy jest gotowy do gry. Oczywiście Erling to dla nas wielki piłkarz, bardzo ważny zawodnik, a w wielkich meczach potrzebujesz takich piłkarzy, ale mamy fantastycznych zawodników wszędzie i nikt nie jest nie do zastąpienia.
Czy psychicznie nie byłoby to jednak trudne do przełknięcia, taki cios, gdybyś rozejrzał się po szatni i zobaczył: „chwila, Erling nie zaczyna przeciwko Realowi, a my musimy w zasadzie strzelić cztery gole”?
Oczywiście wolałbym mieć Erlinga, bo kiedy masz go na boisku, jesteś bliżej strzelenia gola, a jutro potrzebujemy goli. Przez te wszystkie lata graliśmy bez Erlinga, gdy był kontuzjowany, bez Kevina, kiedy długo nie grał. Radziliśmy sobie z takimi sytuacjami. Wielcy piłkarze są od wielkich chwil i na pewno ich potrzebujemy. Tylko zobacz: jeśli to miałaby być wymówka, to Real bez Mbappé, Bellinghama i Rodrygo pokonał nas 3:0. To nie może być wymówka.
Czy zgadzasz się z tym, że jutro Manchester City potrzebuje „nocy w stylu Realu Madryt”? I jak czujesz, że możecie do tego doprowadzić?
To nie ma być noc „w stylu Realu Madryt”. My potrzebujemy nocy Manchesteru City, bo też mieliśmy już wiele takich nocy, w których wiele osób w nas nie wierzyło, a wszystko układało się nam bardzo dobrze. Real w tych rozgrywkach ma mnóstwo pamiętnych wieczorów, od zawsze, a szczególnie w ostatnich latach. My chcemy stworzyć na stadionie atmosferę wiary, z tempem meczu, jakie chcemy narzucić. I jak najszybciej, bez nadmiernego cierpienia w obronie, strzelić gola, bo jeden gol zmienia atmosferę całego stadionu.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze