Nie warto lekceważyć Realu Madryt
Jorge Valdano, były piłkarz, trener i dyrektor generalny Realu Madryt, a obecnie komentator i felietonista w dzienniku El País dzieli się swoimi przemyśleniami po meczu z Manchesterem City.
Fede Valverde. (fot. Getty Images)
Lekceważenie Realu Madryt to zły pomysł. Tym razem był to naprawdę potężny pokaz siły, bo nikt się tego nie spodziewał. Trzymaliśmy się rzeczy znanych od dawna: historycznego ducha walki, fundamentalnych wartości, w których kryje się tożsamość tego klubu. I chyba rzeczywiście tkwi w tym jakaś ukryta moc.
Znów dostaliśmy dowód na nielogiczność futbolu i logikę Realu Madryt. Z tej mieszanki, tworzonej przez szaleńców poza boiskiem i tych na murawie, rodzą się noce, których nie da się zapomnieć. Zespół przystępował do tego meczu po wielkich rozczarowaniach. Wydawało się, że dno niepowodzeń w ogóle się nie kończy: dyskusyjnie zbudowana kadra, niekończące się kontuzje, rozczarowujące wyniki… Mimo to pojawiła się godna podziwu cecha: drużyna nie dała się sparaliżować strachowi.
Brakowało wielkich postaci, a na Bernabéu przyjechał groźny rywal. Mimo to kolektyw z niemal amatorskim duchem wystarczył, by stworzyć fundamenty pod zwycięstwo i z każdą minutą coraz pewniej przejmować kontrolę nad meczem. Potem Valverde, w pamiętny dla siebie wieczór, rozpalił Bernabéu, które po raz kolejny nie mogło uwierzyć w to, co ogląda. Radości nie smakują przecież zawsze tak samo. Te niespodziewane przechodzą do historii.
To nie pierwszy raz, gdy City daje się onieśmielić temu stadionowi. Tym razem wydarzyło się jednak coś zaskakującego. Pep Guardiola to geniusz, który nauczył nas myśleć najpierw o grze, a dopiero później o golach. Właśnie dlatego zwykle zapełnia boisko pomocnikami, żeby przejąć kontrolę, czasami wręcz przesadną. Według tej logiki gole są konsekwencją. Gdy stają się jedynym celem, gubi się drogę i odpowiednie wyczucie momentu. Tym razem jednak skład został wypełniony napastnikami, którzy od początku stwarzali zagrożenie. Kiedy jednak mecz się ustabilizował, Real Madryt zaczął zaznaczać swoją przewagę, pokazując się jako zespół niestrudzony, zdecydowany i skuteczny. Później, uspokojony przez narastające zmęczenie, potrafił się cofnąć i, w rzadko oglądanym w tym sezonie akcie solidarności, dotrwał do końca bez cierpienia.
Przy Viníciusie ustawionym szeroko po lewej i Brahimie po prawej stronie pole karne pozostaje nieobsadzone. Tę pustkę mogą zmniejszyć jedynie wejścia pomocników. I właśnie wtedy pojawił się Valverde, niczym tropikalna burza. Ruszał z bardzo głębokiej pozycji, z potężnym i naturalnym krokiem, jakby biegł w dół zbocza, przecinając wielkie przestrzenie, które on sam zamienia w małe.
Przy pierwszym golu jego rywal i bramkarz City źle obliczyli sytuację. Valverde, z aptekarską precyzją, minął obu i z ostrego kąta strzelił na 1:0 prawą nogą. Przy drugim wbiegł po przekątnej i uderzył nie do obrony dla Donnarummy, tym razem lewą nogą. Trzecia bramka była dziełem sztuki. Przestrzeni było mniej, ale dostał wysokie podanie, zamienił je w podbicie nad rywalem i wykończył akcję nienagannym strzałem. Dawno nie oglądaliśmy czegoś takiego, a Bernabéu eksplodowało, oddając sprawiedliwość piłkarzowi, który od dawna prezentuje najwyższy poziom. To była noc zasłużonej nagrody.
Nie zapominam, że City to znakomity zespół i że w rewanżu będzie miał prawo odpowiedzieć. Bernabéu ma jednak już kolejny dowód swojej mocy.
Wyraźne zwycięstwa Realu Madryt i Atlético oraz rozpaczliwie uratowany remis Barcelony wzmacniają La Ligę. W tej pierwszej kolejce Premier League przeżyła mały koszmar: dwa remisy i trzy dotkliwe porażki.
Nie podważam jej konkurencyjności. Premier League to wymagające rozgrywki, które gwarantują intensywne mecze. Nie wygląda jednak na ligę kraju, który kocha futbol inny, bardziej artystyczny. Coraz częściej oglądamy tam zawodników opierających grę głównie na fizyczności, wraca krycie indywidualne, które wydawało się już zapomniane, a do tego dochodzi nieustanna obsesja na punkcie wymuszania rzutów rożnych, jakby były rzutami karnymi…
Być może warto, żeby spojrzeli w stronę La Ligi, która nie zapomina o skuteczności, ale nie rezygnuje też z piękna.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze