Guardiola: Mam swoją opinię o meczu w Madrycie i ona się nie zmienia tylko dlatego, że wynik był zły
Pep Guardiola wziął udział w konferencji prasowej przed jutrzejszym meczem z West Hamem. Przedstawiamy pełen zapis tego spotkania trenera Manchesteru City z dziennikarzami.
Pep Guardiola. (fot. Getty Images)
Po tak rozczarowującym wieczorze w Madrycie w środku tygodnia – jak dopilnowujesz, żeby wynik i to, co dzieje się wokół niego, nie zostawiło w drużynie „kaca” na resztę sezonu?
Nie wiem, zobaczymy. Jutro mamy mecz, ważny dla układu w Premier League, a potem rewanż, więc… nie wiem. Jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Od wielu lat żyjemy w takich sytuacjach.
A jeśli chodzi o sam występ, czy to wpłynęło na twoje myślenie o składzie na mecz z West Hamem?
Wygraliśmy czy przegraliśmy? Ten mecz w Madrycie w środę. Wygraliśmy czy przegraliśmy w Madrycie?
Przegraliście w Madrycie.
Aha, okej… decyzje, tak. Czyli to były złe wybory? A w Newcastle, w pucharze na wyjeździe – wygraliśmy czy przegraliśmy?
Wygraliście.
No to wybory były dobre.
Czy to jest argument, że nie powinieneś był zmieniać tego na Real, skoro wygrałeś w Newcastle?
Nie, nie, nie.
Dzięki, Pep.
Myślę o tym dużo. Cały czas podejmujemy decyzje – Carabao Cup, FA Cup, wybory. Zawsze bardzo się zastanawiam, co jest najlepsze dla zespołu.
Przed wami duży tydzień – trzy ogromne mecze. Jak duże to wyzwanie teraz wybrać skład? I jeszcze: West Ham daje sobie realną szansę na utrzymanie. Czego się po nich spodziewasz?
Miło tu być. W zeszłym sezonie nie dotarliśmy do tego etapu, więc to jest fajne. A West Ham? Wcześniej raczej się na to nie „cieszyłem”, ale wiedziałem, że tak będzie. Jak mówiłem: gdy wchodzisz w ostatnie dziesięć, dziewięć, osiem spotkań, każda drużyna gra o coś – o utrzymanie, o Europę, o Ligę Konferencji, o Ligę Mistrzów, o mistrzostwo. To normalne. Teraz każdy mecz jest taki, że nie ma „drugiej szansy”.
Chcę tylko dopytać o Erlinga. Zagrał w środku tygodnia, ale ostatnio opuścił kilka spotkań. Czy wszystko z nim w porządku na ten weekend?
Tak.
Po meczu w Madrycie rozmawiałem z Bernardo i Rúbenem Diasem. Obaj zgodzili się, że od pierwszego gola do przerwy zespół był trochę„oszołomiony. Czy to wynika też z braku doświadczenia nowych zawodników na tym poziomie i na takim etapie rozgrywek?
Jestem prawie pewien, że… nie czytałem tej wypowiedzi, ale jestem prawie pewien, że Bernardo i Rúben to akurat doświadczenia im nie brakuje. Jeden mówi o drugim? No nie, to nie tak. Ja nie mam takiego odczucia. Między pierwszym a drugim golem, który straciliśmy, mieliśmy groźne momenty. Przez pierwsze dwadzieścia minut pięć razy doszliśmy do linii końcowej, tylko brakowało ostatniego podania. W tym fragmencie – przed pierwszym i przed drugim – też stwarzaliśmy zagrożenie. Natomiast kiedy byliśmy bardziej agresywni bez piłki, byliśmy naprawdę, naprawdę dobrzy, wygrywaliśmy praktycznie wszystkie sytuacje. Potem masz mecz, w którym… pierwszy strzał Brahima, chyba z dystansu i znowu: ostatnie trzy razy – trzy gole. To zawsze trudno udźwignąć. Te rozgrywki są pod tym względem wyjątkowe. Jak mówili Rúben i Bernardo, w takich momentach wchodzi ogrom emocji, bo w Premier League masz czas – 38 kolejek. W FA Cup okej, wypadasz i tyle. W Lidze Mistrzów żyjesz tym, co się wydarzy i kiedy się wydarzy. Nie stworzyliśmy niesamowitej liczby sytuacji. W piłce na najwyższym poziomie, jak w Madrycie, jak z Barceloną, Bayernem i topowymi drużynami, te rozgrywki mają takie zagrożenia, takie sytuacje, gdzie rywal nie potrzebuje wiele. Mam doświadczenie z Realem, zwłaszcza tutaj na Etihad: ile dobrych rzeczy robiliśmy, żeby strzelić, a oni strzelali przy okazjach, które mieli. Tak to wygląda.
Wierzysz, że da się to odwrócić?
West Ham. Teraz jest West Ham, a ja jeszcze mam czas, żeby o tym myśleć. W takich meczach trzeba przede wszystkim spróbować strzelić gola, wygrać spotkanie, a dopiero potem… możesz mieć mnóstwo planów, a i tak mecz robi swoje. Rozgrywasz mecz, który musisz zagrać, a dopiero po nim wiesz, czy masz szansę, czy nie. To trudne. Nie mamy „dużo dolarów w banku”, mówiąc obrazowo, dla nas to zła sytuacja. Zobaczymy we wtorek. Teraz West Ham. Premier League zawsze uważałem za najtrudniejszy tytuł. Wciąż o niego walczymy, wiedząc, że jeśli zgubimy punkty, to będzie po wszystkim.
Rozumiem, co mówisz o West Hamie, ale po tym, jak wasi piłkarze cierpieli w Madrycie, wielu z nich będzie chciało zagrać w rewanżu i naprawić sytuację. Jak mentalnie wyważyć przygotowanie: zagrać w West Hamie i jednocześnie być gotowym na Real, skoro wielu wolałoby pewnie zagrać właśnie w rewanżu?
Tak, ale kiedy wygrywasz dużo, to dlatego, że każdy mecz jest ważny. Walczyliśmy o Premier League przez wiele miesięcy i nie wierzę, że teraz przestaniemy walczyć do końca. Jeśli chodzi o wybór składu, to wynika z kalendarza: podróż, a trzy dni później kolejny mecz. Nie da się grać tym samym składem, tym samym co trzy dni, to się nie wydarzy. Oczywiście, że trzeba rotować. Nie robimy tego jednak z myślą o Realu. Uwierz mi: gdybyśmy myśleli w ten sposób, nie wygralibyśmy tylu Premier League w ostatnich latach. Wszystko wynika z tego, że każdy mecz jest ważny. Rozumiem twoje pytanie, bo pierwsze pytanie też było o Real. Rozumiem to w pełni. Tylko że moje skupienie dzień po meczu, gdy wstałem rano, to był West Ham i co trzeba zrobić.
Co te wyniki z tego tygodnia mówią o Premier League? Często słyszymy, że to najlepsza liga świata, a wiele angielskich drużyn w tym tygodniu miało problemy. Czy to jest szerszy problem?
To podobne do rozmów o wyborach. To nie pierwszy raz. Przegrywałem w Lidze Mistrzów wiele razy, na różnych etapach i wiele razy byłem masakrowany za decyzje i to, co się stało. Wiem o tym. Jednocześnie nadal tu jestem i do ostatniego dnia będę trzymał się swoich decyzji. Mogę tłumaczyć, czemu skład był taki, a nie inny, ale nie przekonam cię, bo przegraliśmy. Ten argument działa tylko, gdy wygrywasz.
Czy jest szerszy problem, skoro nie tylko wy, ale ogólnie angielskie zespoły w tym tygodniu miały trudności?
Tak, jak powiedziałem: ja uważam, że jesteśmy najlepszą ligą na świecie. Wszystkie zespoły się kwalifikują, w Europie jesteśmy mocni, „jacy to jesteśmy wspaniali”… A potem przychodzi taki tydzień i nagle pojawiają się wątpliwości. Jestem jednak przekonany, że Premier League jest niesamowita, organizacja jest świetna, liga jest fantastyczna. Tyle że w takich rozgrywkach – w jednym albo dwóch meczach – wszystko może się zdarzyć. To oznacza, że nawet jeśli my jesteśmy dobrzy, inni w swoich ligach też są dobrzy. Spójrz na Bodø/Glimt: wcześniej nikt o nich nie mówił, a teraz wygrywają 3:0, ludzie mówią, że grają wspaniale, wygrywają z nami, z Interem, z Atlético. Rywalizacja jest trudna, sport jest trudny, wszyscy są dobrze przygotowani. Jest ogromny szacunek dla rywali.
Jeśli ktoś chce powiedzieć, że wszystko jest katastrofą, to jego sprawa. Ja mam swoją opinię o meczu w Madrycie i ona się nie zmienia tylko dlatego, że wynik był zły. Zrobiliśmy bardzo dużo dobrych rzeczy, były też rzeczy, które mogły być lepsze. W pierwszej połowie, zwłaszcza w pierwszych 20 minutach przed pierwszym golem, byliśmy – powiedziałbym – wyjątkowi. To był jeden z najlepszych fragmentów, jakie tam zagraliśmy, jeśli chodzi o to, że pojechaliśmy tam, żeby im zagrozić i realnie im zagrażaliśmy. Potem przyszły emocje: tracisz gola i niemal od razu drugiego. Oczywiście, to też była jakość Valverde i nasze błędy, ale emocje weszły w mecz bardzo mocno. I wtedy spotkanie robi się kompletnie inne. W drugiej połowie zaczęliśmy naprawdę dobrze. Podyktowano karnego, którego – przepraszam – nie powinno być, bo tam było zagranie w piłkę. Emocje znów się pojawiły. Mimo tego byliśmy w grze do końca: było podanie prostopadłe, była czysta sytuacja Nico, Courtois obronił kapitalnie. Byliśmy w meczu. Dlatego West Ham może nam pomóc mieć lepszy nastrój przed wtorkiem. Zobaczymy, co się wydarzy.
Antoine został piłkarzem miesiąca w Premier League. Jak bardzo cię to cieszy i jak oceniasz jego wejście do zespołu?
Bardzo się cieszę. To niesamowity chłopak. Zasłużył na to. Jestem z niego bardzo zadowolony.
West Ham będzie desperacko potrzebował punktów. Czy to czyni ich groźniejszymi?
My też jesteśmy zdesperowani.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze