Przeczytaj to jeszcze raz
Dziś przeprowadzimy mały eksperyment.
Vinícius i Erling Haaland. (fot. Getty Images)
Wyjątkowość sportu polega w znacznej mierze na tym, że niejednokrotnie funduje nam on pełen przekrój emocji. Niektóre doznania są jednak zarezerwowane wyłącznie na specjalne chwile. Mowa o tej trudnej do opisania mieszance ekscytacji, wiary i poczucia wyjątkowości. Nasze kibicowskie serca zachowują się wówczas tak, jakby chciały wyskoczyć z piersi i w ekstazie unieść się nad nami.
Dla kibica Realu Madryt stan ten zarezerwowany jest zwyczajowo na start fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Gdy przed pierwszym gwizdkiem rozbrzmiewa majestatyczny hymn europejskiego czempionatu, czas staje w miejscu, a świat wstrzymuje oddech. Nie liczy się to, co się działo do tej pory. Ważne jest jedynie to, co dziać się będzie tu i teraz. Wszyscy mamy bowiem świadomość, że przed nami dalszy ciąg historii pisanej przez niekwestionowanych królów Starego Kontynentu, piętnastokrotnego triumfatora Pucharu Europy i klubu, którego legenda wymyka się wszelkiej skali i logice.
Real Madryt w Lidze Mistrzów to jednak nie tylko liczba 15 na naszywce z boku rękawa. Jest ona zaledwie symbolem, za którym kryją się lata niestrudzonej walki, heroicznych wyczynów i stawiania czoła przeciwnościom losu nawet w sytuacjach, kiedy wydawało się, że nie ma już ratunku. Królewscy na międzynarodowej arenie regularnie udowadniali, że nigdy nie można uważać ich za martwych. Nawet w sezonach, gdy wypisywali się z walki o mistrzostwo kraju w okolicach stycznia, w Champions League przywdziewali odświętne szaty i serwowali nam magiczne, niezapomniane wieczory. Takie, po których w myśl jednej z popularnych przyśpiewek, rzeczywiście zastanawialiśmy się cómo no te voy a querer – jak można nie kochać Realu Madryt?.
Tego wieczoru świątynia Realu Madryt ponownie znajdzie się w centrum piłkarskiego wszechświata, a kibice na całym świecie zasiądą przed telewizorami w oczekiwaniu na kapitalny spektakl. Nie mogłoby być zresztą inaczej, skoro rywalizacja z Manchesterem City w ostatnich latach urosła do rangi europejskiego klasyku czasów nowożytnych – przynajmniej jeśli wierzyć wszystkim przedmeczowym zapowiedziom, które co roku brzmią niemal identycznie. Z ekipą Guardioli mierzymy się praktycznie sezon w sezon i praktycznie przy każdej okazji do opowieści dopisywany jest rozdział trudny do zapomnienia, z dubletem Rodrygo na czele.
Choć równie dobrze w drodze losowania mogliśmy trafić na Sporting, to jednak duma nie pozwala nam narzekać na to, że nasze drogi ponownie przecinają się z Obywatelami. Jako zespołowi z urzędu wymienianemu w gronie faworytów do końcowego triumfu powinno być – i było – nam wszystko jedno, z kim staniemy w szranki. Prawdą starą jak świat jest bowiem to, że jeśli mierzysz w zdobycie trofeum, musisz założyć, iż stać cię na pokonanie po drodze każdego rywala. Kolejność, w jakiej naprzeciwko nas pojawiać się będą najmocniejsze drużyny, nie ma w tej sytuacji żadnego znaczenia.
Real Madryt w Europie nie ma sufitu i nie trzeba do tego nikogo przekonywać. Na europejskiej arenie Królewscy są synonimem wyjątkowości, o jaką inni nigdy nawet nie zdążyli się choćby otrzeć. Zmieniają się czasy, zmieniają się piłkarze i trenerzy, ale mimo to fundament wielkości Los Blancos pozostaje nienaruszony. Choć w takie dni, jak dziś, czas do wieczora dłuży nam się niemiłosiernie i trudno jest skupić się na czymkolwiek innym, kochamy te dni bezwarunkowo. Wiemy bowiem, że nagrodą za cierpliwość może być coś wyjątkowego. Coś, czego nie jest w stanie otrzymać nikt poza nami.
Można by tę historię ciągnąć jeszcze długo. Dorzucić kilka kolejnych wielkich słów, przypomnieć następne legendarne wieczory i jeszcze raz przekonać samych siebie, że uczestniczymy w czymś absolutnie wyjątkowym.
No dobrze, teraz zaś powróćmy do kwestii eksperymentu…
Nie jest on na dobrą sprawę zbyt skomplikowany. Jeśli ktoś zdołał przebrnąć przez powyższe akapity, niech zada sobie teraz pytanie, na ile poważnie można traktować powyższy tekst. Niech odpowiedź na to pytanie posłuży jako obraz tego, w jakim momencie obecnie się znajdujemy.
***
Spotkanie z Manchesterem City rozpocznie się o 21:00 i będzie można obejrzeć je na kanale CANAL+ Extra 1 w serwisie CANAL+ lub w Telewizji Polskiej.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze