Advertisement
Menu
/ lavanguardia.com

Xavi: Powrót Messiego był dogadany, ale ​​​​​​​Laporta powiedział mi, że on rozpęta mu wojnę

Xavi Hernández udzielił wywiadu dla dziennika La Vanguardia. Przedstawiamy pełne tłumaczenie tej rozmowy z byłym piłkarzem i trenerem Barcelony.

Foto: Xavi: Powrót Messiego był dogadany, ale ​​​​​​​Laporta powiedział mi, że on rozpęta mu wojnę
Xavi. (fot. Getty Images)

Dlaczego zdecydowałeś się zabrać głos?
Z kilku powodów. Najważniejszy jest taki, że chcę przedstawić swoją prawdę. Po odejściu postanowiłem nie składać żadnych oświadczeń z szacunku do Barçy. Ludzie wiedzą, jak bardzo kocham ten klub, cała moja rodzina kibicuje Barcelonie…

Czyli?
Narracja, która płynie z klubu, jest całkowicie fałszywa, a ja czuję potrzebę, żeby się wytłumaczyć. Noszę to w sobie i muszę to wyjaśnić.

Przejdźmy po kolei. Podoba ci się zespół Hansiego Flicka?
Bardzo. To drużyna dominująca, ofensywna… Kibice Barçy odczuwają radość i ja też się cieszę, bo uważam, że stworzyliśmy bardzo solidne podstawy, by ten projekt mógł być kontynuowany. Trzon zespołu tworzą Lamine, Pedri, Balde, Cubarsí, Fermín… piłkarze, na których postawiliśmy właśnie my. To jedno z dziedzictw, z którego jestem najbardziej dumny, nawet bardziej niż z dwóch trofeów, które zdobyliśmy.

Jakie masz relacje z Flickiem?
Świetne. Ciągle wymieniamy wiadomości. Zawsze mu gratuluję zespołu, rozmawiamy o piłce… Zresztą kiedyś przyszedł do mnie do domu w związku z trudną sytuacją i to dobrze o nim świadczy…

Możesz powiedzieć coś więcej?
Przyszedł mnie przeprosić, kiedy zapytałem go, czy klub naprawdę rozmawia z nim w czasie, gdy ja wciąż byłem trenerem, w tych dwóch czy trzech tygodniach, gdy klub już zdecydował, że chce się mnie pozbyć, ale nikt nie powiedział mi tego wprost. Przeprosił, spędziliśmy ponad dwie godziny na rozmowie, było fantastycznie. Klub powiedział mu, żeby nic mi nie mówił, dlatego przyszedł do domu i mnie przeprosił. To dobry człowiek, bardzo szlachetny i cieszę się, że mu dobrze idzie.

Masz kontakt z piłkarzami?
Tak, mam z nimi bardzo dobre relacje. Oczywiście gratuluję wszystkim, z którymi pracowaliśmy i to mnie napawa dumą. Byliśmy rodziną w szatni, zawsze byłem wobec piłkarzy szczery.

Nie frustruje cię to, że nie możesz już ich trenować?
Nie, wręcz przeciwnie, bardzo się z tego cieszę. To my sprowadziliśmy Raphinhę, Christensena, Lewandowskiego, Koundé, wszystko było zaplanowane wspólnie z Jordim Cruyffem i Mateu Alemanym. Dzisiaj widzisz Fermína, Lamine'a, który moim zdaniem już teraz jest najlepszy na świecie, Raphinhę, którego przestawiliśmy na inną pozycję, żeby atakował wolne przestrzenie…

Czyli ty nie popełniłeś błędów?
Oczywiście, że popełniliśmy. Dokonaliśmy bardzo dużo samokrytyki, sam też jej dokonywałem, a potem także cały sztab podczas licznych spotkań. Gdybym miał to krótko podsumować, powiedziałbym, że moje wymagania wobec klubu z czasem malały. Kiedy wróciłem z Kataru, już w pierwsze lato jako trener powiedziałem prezesowi, że jeśli nie sprowadzimy konkretnych piłkarzy, to nie zostanę, bo nie będziemy w stanie rywalizować na najwyższym poziomie i on mnie posłuchał. Wygraliśmy ligę, byliśmy konkurencyjni wobec Realu z Kroosem, Modriciem i resztą, który chwilę wcześniej zdobył Ligę Mistrzów… Następnego lata ta stanowczość była już mniejsza i to właśnie sobie wyrzucam.

W jakim sensie?
Odchodził Busquets, poprosiłem o sprowadzenie Zubimendiego i usłyszałem, że nie ma na to pieniędzy. Potem odszedł Jordi Cruyff, bo był lekceważony, a przecież mówimy o synu Cruyffa. Oni, którzy tak chętnie niosą sztandar cruyffismo… Powiedziałem wtedy: „Co ty opowiadasz, przecież dopiero co wygraliśmy ligę”. Półtora miesiąca później zrezygnowali też z Mateu. W tamtym momencie ja również powinienem odejść. Dopóki to my mieliśmy wpływ na decyzje, zespół szedł w górę. Gdy zaczęli decydować oni, drużyna, i to nieprzypadkowo, zaczęła się cofać.

Przecież z prezesem Laportą miałeś bardzo dobre relacje…
Tak, bardzo dobre. Właściwie trafiłem do Barçy właśnie dzięki niemu, ale na końcu mnie zawiódł.

Dlaczego?
Zrezygnował ze mnie jako trenera, nie mówiąc mi prawdy, pod wpływem osoby, która moim zdaniem stoi ponad prezesem, czyli Alejandro Echevarríi. To znaczy: z funkcji trenera usuwa mnie Alejandro.

Trudno w to uwierzyć…
A jednak tak działa ta Barça. W praktyce rządzi nią Alejandro Echevarría. To był człowiek, z którym miałem bardzo bliską, wręcz przyjacielską relację, dlatego to chyba największe rozczarowanie związane z moim odejściem z Barçy. Kompletnie mnie zawiódł.

Co się wydarzyło?
W styczniu mojego ostatniego sezonu jako trenera powiedziałem im, że po czerwcu odejdę dla dobra klubu i dla własnego dobra. Od tamtej chwili drużyna zaczęła wygrywać i to oni przez dwa albo trzy miesiące, aż do porażki z PSG w Lidze Mistrzów i przegranej ligi z Realem, stale powtarzali mi, że muszę zostać, próbowali mnie przekonać. Zresztą odbyłem bezpośrednią rozmowę z Alejandro, bo wiedziałem, że to on podejmuje wszystkie decyzje i zapytałem go, jak on to widzi. Powiedziałem: „Słuchaj, mam wątpliwości, bo mówicie mi, żebym został, ale sam nie mam do tego pełnego przekonania”. A on odpowiedział, że tak, że oni już przygotowują kolejny sezon, planują wszystko, że prezes ma to jasne…

I wtedy przyszło odpadnięcie z PSG…
W tym momencie zadzwonił do mnie Alejandro, pamiętam to bardzo dobrze, bo właśnie wracałem ze szkoły z dziećmi i powiedział, że musimy się spotkać, bo odbyło się posiedzenie zarządu i większość nie widzi już jasno mojej dalszej pracy. Alejandro powiedział mi, żebym przyjechał do ośrodka treningowego, a ja odparłem, że nie ma problemu, bo przecież już wcześniej powiedziałem, że odchodzę, więc nie muszę zostawać za wszelką cenę.

W dniu tej słynnej kolacji z sushi…
Tak, w domu prezesa. Tam Laporta, który później też nie powiedział prawdy, przekonał mnie, żebym został. Powiedział mi dosłownie: „Xavi, nie wyobrażam sobie drużyny bez ciebie, nie wyobrażam sobie nowego Camp Nou bez ciebie, nie wyobrażam sobie 125-lecia klubu bez ciebie jako trenera”. Miałem jeszcze motywację i widziałem wielką przyszłość tej drużyny, zwłaszcza przy tak świetnym pokoleniu młodych piłkarzy, więc uznałem, że dam radę. Poprosiłem tylko o jedną zmianę w kadrze.

W czym był problem?
Odbyło się spotkanie planistyczne z całym moim sztabem oraz z Raúlem Martínezem i Julio Tousem, nowymi trenerami przygotowania fizycznego, których razem z Alejandro i Deco uzgodniliśmy wcześniej. Wtedy Alejandro zaczął krzyczeć, że przygotowanie fizyczne było katastrofalne.

I to była prawda? Media dużo o tym mówiły…
Przerwałem mu i powiedziałem, że to nieprawda. Są dane, które pokazują, że od 2003 roku nie było Barçy, która biegałaby więcej niż nasza mistrzowska drużyna. Nigdy nie przegraliśmy przez przygotowanie fizyczne. To była narracja, którą stworzyli, żeby mnie zwolnić. Jednym z tych, którzy się do tego dołożyli, był Raúl Martínez, kolejny bliski znajomy, który kupił opowieść Alejandro i pomógł mnie wyrzucić.

To Echevarría cię zwolnił?
W tamtym momencie zapytałem, jakie on właściwie ma stanowisko, bo na spotkaniu byli Deco, dyrektor sportowy, a także Bojan, jego zastępca. Wtedy zapadła decyzja, że nie będę dalej pracował, tylko zamiast powiedzieć mi to wprost, przez dwa albo trzy tygodnie niczego mi nie komunikowali.

Jak to przeżyłeś?
Rozpętali przeciwko mnie medialną kampanię, a co gorsza i bardziej rozczarowujące, Alejandro zaczął rozmawiać z piłkarzami, takimi jak Sergi Roberto, Araújo, Pedri czy Raphinha i mówił im, że chcę ich sprzedać.

Od dawna mówiło się, że podpisałeś listę kilku zawodników do odejścia.
To wciąż mnie boli, bo to nieprawda. Owszem, robiliśmy planowanie, bo bardzo ograniczały nas zasady Finansowego Fair Play, ale mówiliśmy tylko o jednej sprzedaży. Zresztą planowaliśmy to jeszcze z Jordim i Mateu, chcieliśmy rozstać się tylko z jednym piłkarzem.

Z którym?
Wolę tego nie mówić z szacunku do tego zawodnika. Wtedy mu tego nie powiedziałem, a później już nie dostałem na to czasu. Pamiętam, że przez te dwa czy trzy tygodnie nie odbierali ode mnie telefonu ani nie odpisywali na wiadomości. Ufałem Laporcie, a Alejandro był moim przyjacielem, ale to właśnie on wyrzucił mnie z klubu.

Jesteś rozgoryczony.
Ludzie muszą to zrozumieć, taka jest moja historia. Był nawet taki moment, że Sergi Roberto, który jest moim przyjacielem i był kapitanem, przyszedł do mnie i zapytał: „Xavi, naprawdę nie chcesz, żebym został?”. Odpowiedziałem mu, że jest dokładnie odwrotnie, że właśnie przez obronę jego przedłużenia umowy próbują mnie zniszczyć. Później powiedział mi też, że pan Alejandro rozpuszcza takie rzeczy wśród kilku zawodników.

Uwierzono ci?
Myślę, że tak. Zawsze mówiłem prosto z mostu. Tak samo postąpiłem z Piqué, z którym grałem przez lata, i z Jordim Albą, moim przyjacielem, kiedy powiedziałem mu, że to czas, by odejść. Jak miałbym nie zrobić tego z innymi? Jestem człowiekiem futbolu, zasady w szatni są jasne, bo inaczej tracisz szatnię. Alejandro poświęcił się jednak temu, żeby zniszczyć tę wersję wydarzeń i to trwa do dziś. Właśnie dlatego udzielam tego wywiadu.

To jest dla ciebie najtrudniejsze?
Długo to w sobie tłumiłem, ale prezes mówi teraz, że chciałem dziesięciu odejść, a to nieprawda.

Mówisz z żalu?
Absolutnie nie. Jest dużo więcej rzeczy, które naprawdę mnie bolą, ale nie mówię z urazy. Mówię w imię sprawiedliwości, chcę, żeby było wiadomo, że w Barçy pewne rzeczy po prostu nie działają dobrze. Ja tego doświadczyłem i taki właśnie jest mój przekaz do ludzi. Szanuję piłkarzy, Hansiego i klub, ale zabieram głos dla własnej ochrony. Piłkarze nie mogą o mnie mówić, wszystko jest bardzo napięte.

Ten wywiad może wpłynąć na wybory. Mogą oskarżyć cię o oportunizm.
Ja chcę tylko, żeby socios rozumieli, co dzieje się wewnątrz Barçy i mówię to z ręką na sercu: klub potrzebuje zmiany od góry do dołu, w strukturze, w profesjonalizmie… Dla mnie to jest całkowicie jasne i ludzie muszą usłyszeć to ode mnie. Nie możemy być zależni od ludzi, którym brakuje szlachetności.

Hansi Flick jest bardzo lojalny wobec Laporty i publicznie go chwali.
O tym, co dzieje się teraz, nie chcę już mówić, bo mnie tam nie ma. Powiem tylko tyle: mnie nie potraktowano dobrze, tak samo jak wcześniej Koemana.

Rozumiałeś jednak zmianę trenera?
Oczywiście. Właśnie dlatego nie mówię z urazy. Uważam, że zmiana trenera była potrzebna. Nie wygrywaliśmy, a w Barçy wszystko zależy od wyników. Mnie chodzi o to, że ci ludzie nie działają właściwie, dlatego uważam, że klub potrzebuje ogólnej zmiany.

A co sądzisz o Deco?
Szanuję go, ale Deco ma związane ręce przez Echevarríę, bo to on naprawdę podejmuje decyzje.

Masz kontakt z Leo Messim?
Tak, z Leo mam dobre relacje.

Rozmawiacie o wyborach?
To są prywatne rozmowy, a ponieważ chodzi o Leo i wszyscy wiedzą, jak wielki rozgłos wywołuje każda jego sprawa, wolę nic nie mówić. Chyba jednak wszyscy i tak wiedzą, co on myśli, prawda?

Messi mógł wrócić do Barçy, kiedy ty byłeś trenerem?
Tu też prezes nie mówi prawdy. Leo był już dogadany. W styczniu 2023 roku, po zdobyciu mistrzostwa świata, skontaktowaliśmy się i powiedział mi, że chce wrócić, a ja uznałem, że to ma sens. Rozmawialiśmy aż do marca, a ja powiedziałem mu: „Dobrze, kiedy dasz mi ostateczne zielone światło, przekażę to prezesowi, bo z piłkarskiego punktu widzenia bardzo to widzę”.

I co dalej?
Prezes zaczął negocjować kontrakt z ojcem Leo, mieliśmy zielone światło od La Ligi, ale to właśnie prezes wycofał się z całej operacji.

Wytłumaczył ci dlaczego?
Laporta powiedział mi dosłownie, że jeśli Leo wróci, rozpęta mu wojnę i on nie może sobie na to pozwolić. A potem nagle Leo przestał odbierać ode mnie telefon, bo z drugiej strony powiedziano mu, że tego nie da się zrobić. Dzwoniłem do jego ojca i mówiłem: „Jorge, to niemożliwe”, a on odpowiadał: „Porozmawiaj z prezesem”. Nalegałem, bo przecież od pięciu miesięcy rozmawialiśmy z Leo, wszystko było ustalone, sportowo nie było żadnych wątpliwości, finansowo mieliśmy grać na Montjuïc i zrobić coś w rodzaju last dance Jordana, wszystko było przygotowane.

Otwarcie poparłeś Víctora Fonta. Jeśli wygra, wrócisz do Barçy?
Dziś myślę, że już nigdy nie wrócę do Barçy. Mam za sobą ten etap jako piłkarz i jako trener. Teraz zależy mi na tym, żeby powiedzieć prawdę. Leo nie wrócił do Barçy dlatego, że prezes tego nie chciał, a nie przez La Ligę czy dlatego, że Jorge Messi chciał więcej pieniędzy. To kłamstwo. To prezes i jego ludzie powiedzieli „nie”, bo nie mógł sobie na to pozwolić, bo uważał, że Messi źle wpłynie na jego władzę.

Długo nie rozmawiałeś potem z Messim?
Tak, bo on przez pewien czas myślał, że jestem częścią tego układu. To mocno odbiło się na mojej relacji z Leo, ale teraz znowu jest dobra.

Messi jeszcze wróci?
Bardzo chciałem, żeby Leo wrócił i nawet dziś uważam, że pomógłby tej drużynie strzelać gole i dawać ostatnie podania, bez żadnych wątpliwości. Przecież on będzie grał na mundialu. Leo znów odniósłby sukces na Camp Nou. To było jego pragnienie i moje też, on już o tym wie, teraz to rozumie. Przez pewien czas nie mogłem się jednak z nim kontaktować i to była wielka szkoda, ale winni są ci, którzy dziś są przy władzy.

Rozmawiałeś jeszcze z Laportą po zwolnieniu?
Nie.

Kiedy ostatni raz rozmawialiście?
Najpierw pamiętam, że po tych dwóch czy trzech tygodniach, kiedy nie odpowiadał na moje wiadomości, zobaczyliśmy się po meczu z Rayo. Trybuny śpiewały wtedy: „Xavi tak, Laporta nie”. To była niezręczna, bardzo napięta sytuacja.

A później?
Kilka dni później pojawił się i powiedziałem mu: „No dobrze, domyślam się, że jestem już poza klubem, ale powiedz mi przynajmniej dlaczego”. Odpowiedział, że nie wierzę w tę kadrę. To było kłamstwo, ale odparłem tylko: „Nieważne, nie zamierzam odchodzić z Barçy, strzelając do wszystkich wokół”.

Barça wszystkich tych ismo nie skończy się po tym wywiadzie…
Oni próbują ci wmówić, że w Barçy jest tylko jedno wyjście: albo jesteś z nimi, albo przeciwko nim. To ich hasło contra tot y contra tots. Tacy właśnie są, to ich sposób działania, a dla barcelonismo to ogromna szkoda. Ja nie jestem przeciwko Laportcie, jestem za Barçą. Potrzebujemy zdrowych ludzi. Od 20 lat żyjemy kolejnymi ismo: cruyffismo, laportismo, sandrismo, nuñismo… Tymczasem wszyscy powinni być częścią Barçy.

Jak się czujesz po tej rozmowie?
Lżej. Jestem poza klubem, bo postawiłem się Alejandro Echevarríi.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!