Advertisement
Menu

Spalona ziemia

Czy może być tak źle, że trudno już znaleźć jakiekolwiek pocieszenie?

Foto: Spalona ziemia
Antonio Rüdiger. (fot. Getty Images)

Celta Vigo – Real Madryt: Przewidywane składy

Zawsze może być gorzej, aczkolwiek najlepiej się o tym nie przekonywać na własnej skórze. Kiedy dopada cię ulewny deszcz i akurat nie masz parasola, możesz pocieszać się tym, że chociaż nie pogryzło cię jeszcze stado bezpańskich psów. Gdy spadasz ze schodów i doznajesz przy tym kontuzji, twoje szczęście polega na tym, że całego zajścia nie obserwowało jury, które postanowiło wystawić ci oceny za styl. Zapatrzony w telefon wpadasz na ulicy w betonowy słup, ale przynajmniej odruchowo nie przepraszasz go za to w obecności świadków. 

Drużyna gra źle, jest pogrążona w głębokim marazmie. Z tygodnia na tydzień dostajemy tę samą papkę, a na horyzoncie nie widać nic, co byłoby w stanie zmienić ten stan rzeczy. Wszyscy dookoła zastanawiają się, skąd po okresie pełnym sukcesów nagle aż tak diametralna zmiana na gorsze, ale sprawa zdaje się wymykać logicznym wytłumaczeniom. Jasne jest, że trzeba coś zmienić, jednak problem polega na tym, że nie wiadomo, co dokładnie. Próby wdrożenia różnych wariantów planu naprawczego zawodzą jedna po drugiej. Zespół wyglądał na martwy, choć pewien paradoks stanowi fakt, że pozostaje przy życiu niemal do samego końca. 

Jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi, dziś o wiele łatwiej docenić opisany akapit wyżej sezon 2024/25. Przykro było patrzeć na Real, którego żar przez miesiące jedynie się tlił, aż w końcu wygasł, kiedy okazało się, że w starciach z najmocniejszymi nie mamy czego szukać. Przez zdecydowaną większość kampanii mogliśmy mieć jednak chociaż jakaś bladą nadzieję, że psim swędem coś może mimo wszystko uda się ugrać. Ostatecznie się nie udało, ale nawet ta słaniająca się na nogach drużyna dawała przynajmniej jakiekolwiek oznaki życia. 

Zatrudnienie Xabiego w miejsce Ancelottiego, a następnie Arbeloi w miejsce Xabiego miało rozpalić wygaszony żar na nowo. Zamiast tego jednak na ten moment wydaje się, że ziemia jest spalona i wyrastają na niej co najwyżej chwasty. Real Madryt miewał już słabe lub bardzo słabe sezony, kiedy nie sięgał po znaczące lub w ogóle żadne trofea. Mimo to nawet w takich sytuacjach za każdym razem dawało się znaleźć coś, co sprawiało, że byliśmy w stanie dalej się z takim Realem utożsamiać. 

Dziś kłopot w tym, że utożsamiać nie ma się chyba z kim i z czym. Królewscy oczywiście wciąż są indywidualnie po prostu zbyt dobrzy, by nie wygrywać częściej, niż wygrywać. Tak czy inaczej, od długiego czasu mamy po prostu wrażenie, jakby ktoś wyrwał nam kawałek duszy. Czujemy, że stopniowo jesteśmy pozbawiani tego, co świadczyło jeszcze do niedawna o naszej wyjątkowości i poczuciu dumy. Gdybyśmy dziś chcieli powiedzieć „jesteśmy Realem Madryt”, wewnątrz czulibyśmy po prostu zakłopotanie. Wcale nie bylibyśmy bowiem pewni, czy mówimy prawdę, bo Real z ostatnich miesięcy z pewnością nie jest Realem, jaki znamy. 

W zeszłym sezonie w kluczowym momencie nasze aspiracje z rzeczywistością konfrontowały tak naprawdę dopiero mocne zespoły. Barcelona była poza zasięgiem, z Arsenalem w Lidze Mistrzów również nie mieliśmy czego szukać. Jak jest zaś teraz? Kiedy mogliśmy utrzymać fotel lidera, zdominowała nas Osasuna. Gdy natomiast należało się podnieść i chociaż nie pozwolić odjechać Katalończykom, na Bernabéu swoje reguły narzuciło nam Getafe. 

Dziś w spotkaniu z Celtą poniekąd zataczamy małe koło. To właśnie przegrane u siebie starcie z Galisyjczykami na początku grudnia po raz pierwszy w tym sezonie przelało czarę goryczy. Teraz mierzymy się z ekipą z Vigo ponownie, a ogólny zarys sytuacji Realu Madryt pozostaje praktycznie taki sam. Los Blancos zmienili w międzyczasie trenera, wygrali dziewięć kolejnych ligowych potyczek z rzędu i nie wypadli z gry o Ligę Mistrzów, ale i tak trudno wyzbyć się wrażenia, że wszystko to w gruncie rzeczy sprowadza się do wiosłowania w miejscu. Minęły trzy miesiące, a my nadal zdajemy się tkwić w tym samym punkcie. 

Początkowo na końcu tekstu miało znaleźć się stwierdzenie, że o ile wcześniej oczekiwania były niewielkie, to teraz są zerowe. Koniec końców darujemy sobie jednak aż tak depresyjną puentę. Napiszemy więc jedynie, że liczymy, iż mimo wszystko treść tej zapowiedzi bardzo szybko się zestarzeje. A jeśli zastanawiacie się, czy może być jeszcze gorzej, to pewnie, że może.

* * *

Mecz z Celtą rozpocznie się o godzinie 21:00, a w Polsce będzie można obejrzeć go na kanale CANAL+ Sport w serwisie CANAL+ Online.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!