Bale: Gdy graliśmy największe mecze, Zidane poświęcał na taktykę 15 minut i tyle
Gareth Bale był gościem programu Stick to Football, w którym rozmawiał z udział wzięli też Gary Neville, Paul Scholes, Jill Scott, Roy Keane i Ian Wright. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi Walijczyka.
Zinédine Zidane i Gareth Bale. (fot. Getty Images)
– Liga Mistrzów i Real? Wystarczyło, że tam trafiłem, a od razu zrozumiałem, że Liga Mistrzów jest priorytetem. Trudno jest grać w Hiszpanii, bo wiesz, że te dwa zespoły, może też Atlético, wygrają ponad połowę. To nie jest jak w Premier League. Nie chodzi o to, że podchodzisz do tego na luzie, po prostu stawiamy Ligę Mistrzów na pierwszym miejscu. Atmosfera na stadionie jest jeszcze większa – dla kibiców, dla prezesa, wszyscy kładą większy nacisk na Ligę Mistrzów.
– Florentino Pérez? On jest prezesem i czułeś, że sama jego obecność sprawia, iż wszystko staje się większe. W końcu to prezes i nie chcesz go zawieść. To on cię sprowadził, obdarzył zaufaniem i masz z nim relację, której pewnie nie ma się z właścicielami innych klubów. On jest zakochany w piłce. Lubi tam być, lubi być widziany. To trochę jak funkcja polityczna, tak jak prezes Barcelony albo nawet Atlético. Chcą zostawić po sobie dziedzictwo. Oczywiście są też ludzie pod nim, tacy jak José Ángel, który jest kimś w rodzaju dyrektora wykonawczego. Oni kontrolują cały klub.
– Presja i media? Na treningach przed meczami jest korytarz pełen dziennikarzy. Są gazety, które zajmują się wyłącznie relacjonowaniem Realu Madryt. To nie jest jak w Anglii. Wiesz, że nie możesz odpuścić, bo wezmą cię na celownik. Wiesz, że musisz być czujny, bo wystawią cię na sprzedaż i sprowadzą kogoś innego. Musiałem bardzo szybko dojrzeć.
– Glamour Realu? Wielu piłkarzy trafiało tam i to był dla nich blask i blichtr, ale ja taki nie byłem. Chciałem po prostu pojechać tam, grać w piłkę i wrócić do domu. Nigdy nie chciałem tego cyrku, który się z tym wiąże. Chciałem tylko grać i być z rodziną. Gdybym grał trochę mniej, pewnie prasa i kibice atakowaliby mnie rzadziej.
– Kontrowersja wokół wyjścia ze stadionu przed końcem? Pamiętam, jak wyszedłem w trakcie meczu. Jeśli byliśmy kontuzjowani, mogliśmy wyjść dziesięć minut przed końcem spotkania – taka była zasada. Wyszedłem w osiemdziesiątej drugiej minucie, żeby uniknąć korków i mnie sfotografowali. Myślałem, że robię to samo co inni. Wiem, że być może spadło na mnie więcej krytyki, niż powinno, ale pozostałem wierny sobie.
– Słynny transparent? To nie miało ze mną nic wspólnego (śmiech). Była flaga… Taką historię stworzyła hiszpańska prasa. W golfa grałem raz na dwa albo trzy tygodnie. Media wykreowały taką postać. Nigdy się tym nie przejmowałem. Miałem zasadę, że nie gram w golfa czterdzieści godzin przed meczem. Byłem profesjonalistą. To wymyka się spod kontroli, bo nastawiają przeciwko tobie kibiców.
– Gra z Cristiano i Benzemą? Ogólnie wszyscy w szatni dogadywali się naprawdę dobrze. Nigdy nie było żadnych problemów. Ja świetnie dogadywałem się z Karimem. Był bardzo cichy, trzymał się raczej z Varane’em, z francuską ekipą, i zwykle żył sobie trochę z boku, ale nigdy nie mieliśmy ani jednej sprzeczki, nigdy nie było między nami żadnego konfliktu. Po prostu się rozumieliśmy, na boisku też – oczywiście – dobrze nam się razem grało. On był tym, który to wszystko spinał. Ja i Cristiano byliśmy szeroko, na skrzydłach, pewnie z większą fantazją, a on kleił całość, łączył wszystko. Taki punkt odniesienia, ale to wszystko po prostu działało. Kiedy tam przyszedłem, miałem wrażenie, że byłem czymś w rodzaju ostatniego elementu układanki tej drużyny.
– Praca taktyczna? Nie robiliśmy wiele taktyki… Patrzysz na kadrę i wszyscy byli najlepsi na swoich pozycjach. Znałeś też kolegów z drużyny. Cristiano na przykład nie będzie dużo wracał do obrony, więc może ja będę musiał trochę się poświęcić. Trener oczywiście daje ci pewne zadania, ale to nie jest żadna nauka ścisła.
– Gol z Barçą w finale Pucharu Króla? To był pierwszy sezon, w którym spadła na mnie krytyka. Strzelenie gola w finale sprawiło, że wiele osób dało mi spokój. Zostałem kupiony za duże pieniądze, nigdy mnie to nie obchodziło, ale…
– Cristiano Ronaldo? Gdy zacząłem go obserwować w Anglii, był zdecydowanie bardziej skrzydłowym. Kiedy przyszedłem do Madrytu, czułem, że zaczyna się jego przemiana w typowego strzelca. Na treningach i w meczach był niesamowicie zmotywowany, by zdobywać bramki. Dlatego ma tyle rekordów. Powiedziałbym, że największym liderem był Ramos. Cristiano miał swoje ego i był liderem sam z siebie, ale jeśli chodzi o lidera drużyny, to Ramos. Zawsze był bardzo „wokalny”, dużo mówił. Po hiszpańsku, jak gwiazda. Ja nie miałem pojęcia, co się dzieje, ale tak – on cały czas zabierał głos. To on zwykle był tym, który coś mówił i przed wyjściem na boisko, podczas odprawy w kółku, przemawiał.
– Osobowość Cristiano? Musisz przyjąć do wiadomości, że to narzekanie, gdy mu nie podasz, go napędza. On po prostu chce strzelać. Goni rekordy, chce przebić Messiego.
– Gra przeciwko Barçy? Zawsze byli najtrudniejszymi rywalami. Za każdym razem, gdy graliśmy przeciw drużynom Guardioli, czy to w Barçy, czy w Bayernie, miałeś poczucie, że przez osiemdziesiąt minut gonisz cienie, a potem po prostu musieliśmy kontratakować. Strzeliłem im parę goli, nie tyle, ile bym chciał. Mieliśmy idealny zespół do kontrataku. Głęboka obrona, spokój… Wiedzieliśmy to i akceptowaliśmy.
– Czy byłem najszybszy w zespole? Cristiano powiedziałby, że było odwrotnie (śmiech). Mimo wszystko chciałbym myśleć, że tak.
– Zidane? On grał też we włoskiej piłce, więc chyba rozumiał tę stronę futbolu, zwłaszcza wtedy, kiedy we Włoszech dużo grało się defensywnie. Tylko że… on nie robił przesadnie dużo. Wiedziałeś, że jeśli grasz z Barceloną albo Bayernem, to będzie trochę taktyki, a reszta to minimum. Normalny trening: gra na utrzymanie, małe bramki, na koniec strzały i do domu. W tych największych meczach poświęcał 15 minut na taktykę w ustawieniu obronnym, zamiast w ataku i tyle. Zidane był asystentem w moim pierwszym sezonie u Carlo, razem z Paulem Clementem i wtedy częściej dołączał do treningów, parę razy mnie skosił – był młodszy, a do tego miał ten dotyk. Nogi miał jak spaghetti i galareta jednocześnie, a piłka i tak mu chodziła. Na treningach dalej potrafił kogoś minąć, wiadomo, był już trochę wolniejszy, ale wcale nie wyglądał tam obco.
– Różnica w porównaniu z Ancelottim? Powiedziałbym, że u Zidane’a kluczowy był szacunek, który wynikał z tego, kim był jako piłkarz. Ludzie to czuli, respektowali go i pracowali ciężko. Oczywiście jesteś też w Realu Madryt, więc nie możesz tego zbyć, jak czasem w innych zespołach, ale Carlo… jego zarządzanie ludźmi było po prostu najlepsze. Jeśli nie grałeś, on i tak sprawiał, że czułeś się, jakbyś był jego najlepszym kumplem. A kiedy cię potrzebował, mówił: „Masz być gotowy”. I ty po prostu byłeś gotowy. Miał niesamowitą umiejętność trzymania wszystkich razem – zadowolonych, spokojnych i gotowych zrobić wszystko, co trzeba.
– Kto był najlepszy technicznie? Pewnie Isco. Tak, w tych małych gierkach na treningu… kiedy był w formie, był naprawdę świetnym piłkarzem. Na większym boisku miewał trochę większe problemy, ale na treningu, w tych małych gierkach, był najbliżej Zidane’a, jakiego widziałem – pod względem przyjęcia, dotyku piłki i prowadzenia jej. I zawsze uważałem, że ma niesamowitą technikę i jest kapitalny na treningach.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze