To był prezent czy problem dla Arbeloi?
Pedro Morata to dziennikarz Marki i radia COPE z Walencji, który zajmuje się sprawami organizacyjnymi i finansowymi w hiszpańskim futbolu. W ostatnim czasie wypuścił kilka tekstów z krytyką Florentino Péreza. Teraz pochylił się nad sytuacją Álvaro Arbeloi. Przedstawiamy pełne tłumaczenie jego felietonu.
Álvaro Arbeloa. (fot. Getty Images)
To był prezent czy problem dla Arbeloi?
Pedro Morata - MARCA
Nie rozważałem tego wcześniej, aż pomyślałem o tym pewnego dnia, kiedy przed meczem z Benficą postawiłem się w scenariuszu możliwego odpadnięcia Realu Madryt. Gdyby do tego doszło, mrok ogarnąłby teraźniejszość madryckiego klubu i wyraźnie wyznaczyłby koniec sportowego i instytucjonalnego cyklu. Wyeliminowani z Pucharu przez Albacete, wyeliminowani przez Benficę w barażach o 1/8 finału i w La Lidze z Barçą, która nie traciła dystansu, a kiedy już go straciła, to odrobienie strat trwało tylko tydzień. Wtedy jedyną możliwością uratowania sezonu byłoby „tylko” wygranie ligi. Ale Florentino by to nie wystarczyło. Teraz jeśli City wyeliminowałoby Real Madryt, byłoby to postrzegane jako coś bardziej naturalnego. To bardziej miękka poduszka. Jest też drugi scenariusz: jeśli Real Madryt wygra La Ligę i Ligę Mistrzów, sezon byłby znakomity, nawet mimo Klubowego Mundialu i odpadnięcia z Pucharu z Albacete.
Prawda jest taka, że w normalnych warunkach Arbeloa nie trenowałby tego Realu Madryt jeszcze przez bardzo długi czas i musiałby jeszcze pokazać swoje w rezerwach. Teoretycznie do tego przez długi czas przygotowywał się Raúl González, ale prezydent nigdy nie miał z nim dobrego feelingu. Zupełnie inaczej niż z Arbeloą, który ogólnie jest osobą, z którą łatwo się dogadać. Nie jest łatwo mieć wzajemnie dobre relacje z Mourinho, a on je ma. Jednak stawiając się na miejscu Arbeloi, to, co na pierwszy rzut oka wygląda jak „dziękuj Bogu za taką okazję”, po głębszym namyśle jest prezentem z pewną domieszką trucizny. Nie jest łatwo przejąć Real w sytuacji, w jakiej Florentino go zostawił po zwolnieniu Xabiego Alonso. Swoją drogą kolejnego przyjaciela Arbeloi. A tym bardziej, jeśli minutę później Albacete eliminuje cię z Pucharu. By wpasować się w tę grupę gwiazd, w której sam zawsze był solidnym robotnikiem, Arbeloa nie mógł przyjąć autorytarnego ani przemądrzałego profilu, bo jego dorobek – ani jako piłkarza, ani jako trenera – mu na to nie pozwalał. Miał po swojej stronie tylko ochronę Florentino (na razie), a to już bardzo dużo. Piłkarze wiedzieli, że Arbeloa jest dobrze oceniany przez prezesa. Ale potem trzeba stanąć przed bykami, a przede wszystkim przed ich ego, w tym w niektórych przypadkach przed ich złym wychowaniem i wyniosłym zachowaniem. Dlatego Arbeloa zdecydował się na trzy rzeczy: publicznie „rozmasować” Viníciusa, próbować wprowadzać chłopaków z rezerw, co zawsze dobrze wygląda, oraz przede wszystkim prowadzić konferencje prasowe pod uszy Florentino. Żeby muzyka brzmiała dobrze dla prezesa. Bo jak dotąd nie dostrzegliśmy wielkich zmian taktycznych ani fizycznych (zawodnicy nadal łapią kontuzje mimo przyjścia Pintusa). Prawdą jest też, że niewiele taktycznych cudów da się zrobić przy takich kontuzjach i przy konfiguracji tej kadry bez steru w środku pola, którego Florentino, jak sądzę z uporu, odmawiał kolejno Ancelottiemu, Xabiemu Alonso i Arbeloi (nie pozyskano nikogo w zimowym oknie transferowym).
Jedną z rzeczy, na których Arbeloa musi się skupić, jest to, by nie być zbyt krzykliwym w swoich działaniach: ani w zadowalaniu Florentino, ani w podkreślaniu własnej osoby. Nie może dawać zbyt wiele powodów do gadania. I myślę, że mu się to udaje w środowisku, które wcale nie jest łatwe. Mam wrażenie, że Arbeloa jest odważny, ale powstrzymuje się, ile może, bo konferencje prasowe Realu Madryt są ogromnym megafonem. Powinien mieć profil bardziej pokorny niż zadziorny. Na razie walczy sam ze sobą i widać jego dobre intencje. Czasem robi lub mówi rzeczy efektowne i takie pod publiczkę. Ale to my, dziennikarze, też chcemy wszystko wyostrzać. Wielu z nas chciałbym zobaczyć w tej sali prasowej, jak unikamy kul, panujemy nad własnym ego i mówimy rzeczy, które mają dobrze zabrzmieć jednocześnie dla prezesa, kibiców oraz gwiazd.
Tak więc to trwające doświadczenie może Arbeloi posłużyć w kontynuacji kariery albo stać się ciężarem, jeśli sprawy nie zakończą się dobrze. Jeśli Real potrafi zmiażdżyć trenera z dorobkiem, to wyobraźcie sobie takiego, który go nie ma. Jasne jest, że nie mógł powiedzieć „nie” ani tej okazji, ani swojemu patronowi Florentino. Tymczasem zakładam, że klub (wiecie, kto jest klubem) oczywiście szuka trenera na przyszły sezon. Prezes wyczerpał już modele: tych z większym batem i tych z lekką ręką” w zarządzaniu. Myślę więc, że Florentino potrzebuje (co innego drużyna) trenera, który robiłby to, co robiłby on sam. Takiego Florentino na odległość. Jeśli Arbeloa da mu sportowe powody w postaci wystarczającej liczby tytułów, zostawi go na ławce w przyszłym sezonie. A potem to już Arbeloa będzie musiał zdecydować, czy chce być mniej czy bardziej autonomiczny. Na razie musi zapracować na okazję, by w ogóle móc mieć taki dylemat.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze