Real Madryt szykuje interes, jakiego jeszcze nie było
La Fábrica wciąż pozostaje dla Królewskich żyłą złota, a klub nie przepuszcza okazji i umiejętnie rozsyła swoich młodych piłkarzy po klubach na piłkarskiej mapie Europy.
Víctor Muñoz. (fot. Getty Images)
Real Madryt nie zamierza zmieniać swojego modelu. Występ Víctora Muñoza na El Sadar, świetny mecz przeciwko byłemu klubowi w debiutanckim sezonie w La Lidze, tylko potwierdził, że klub obrał właściwy kierunek. W Madrycie wiedzą, że ten sposób działania się sprawdza, młodzi piłkarze regularnie zyskują na wartości i latem mogą przynieść klubowi rekordowe wpływy, opisuje Joel del Río z dziennika MARCA.
To efekt strategii, którą Real Madryt dopracowuje od lat: wyszukiwać talent, pozwolić zawodnikowi odejść, gdy w pierwszym zespole brakuje dla niego miejsca, zachować narzędzia kontroli i poczekać na odpowiedni moment. Tego lata ta machina może przełożyć się na historyczną operację, która po uruchomieniu określonych klauzul przekroczy 100 milionów euro.
Strategiczna sieć w Europie
Schemat jest prosty i dobrze znany. Real Madryt sprzedaje połowę praw do młodych zawodników z dużym potencjałem, a jednocześnie zostawia sobie opcję odkupu albo udział w kolejnej sprzedaży. Klub, który sprowadza piłkarza, też może na tym zyskać, jeśli zawodnik mocno się rozwinie. Real zachowuje więc kontrolę nad dalszym losem gracza. Braulio Vázquez, dyrektor sportowy Osasuny, ujął to jasno: „Real Madryt ma opcję odkupu na kilka lat i jeśli z niej skorzysta, zrobi to po to, żeby włączyć zawodnika do pierwszego zespołu”.
Víctor Muñoz, który w debiutanckim sezonie w La Lidze strzelił pięć goli i zaliczył cztery asysty, jest najnowszym przykładem. Zimą Sunderland oferował za niego 35 milionów euro. Dziś jego wartość jest już jeszcze wyższa. Jak wyjaśniono, przepisy przewidują 16 tygodni przy tzw. transferze pomostowym i nie pozwalają na ponowny transfer w tym samym oknie, co zamyka drogę do „sztucznego” ruchu tylko po to, by potem odsprzedać zawodnika dalej i przejąć pełne prawa, zauważa MARCA.
Najlepszy przykład tego modelu
Przypadek Nico Paza najlepiej pokazuje skalę całego pomysłu. Odchodził z wyceną około 10 milionów euro, a po znakomitym okresie w Como jego wartość wzrosła do około 65 milionów. Argentyński ofensywny pomocnik stał się kluczową postacią u Cesca Fàbregasa, ma dziewięć goli i sześć asyst, a w Serie A odgrywa bardzo ważną rolę. Na Santiago Bernabéu decyzja już zapadła: wróci i ma być istotną częścią projektu. Real Madryt uznał, że ma talent na najwyższy poziom, tylko potrzebuje regularnej gry i odpowiednich warunków. To dostał, a potem zrobił wyraźny krok naprzód.
Na tym polega różnica w podejściu. Nie chodzi wyłącznie o dobrą sprzedaż, tylko także o mądre prowadzenie rozwoju piłkarza. Jacobo Ramón przeszedł podobną drogę w Como. W kilka miesięcy jego wartość wzrosła z okolic miliona do blisko 18 milionów euro. Regularne występy, ciągłość gry i stały postęp zrobiły swoje. W Niemczech Chema Andrés mocno podniósł swoją wartość w Stuttgarcie. Ponad 1400 minut, dwa gole i dwie asysty w jednej z najmocniejszych lig Europy dobrze pokazują jego rozwój. Odszedł z wyceną 800 tysięcy euro, a dziś jest wyceniany na 15 milionów. W każdym z tych przypadków Real Madryt zachował pole manewru, wylicza MARCA.
Portfel talentów rozsiany po Europie
To nie są pojedyncze historie. Sieć Królewskich to coś więcej niż zbiór wypożyczeń. Mario Martín wywalczył regularną grę w Getafe i jego wartość wynosi już około pięciu milionów euro. Antonio Blanco wyrósł na lidera Alavés, a jego wycena osiągnęła już poziom ponad 10 milionów. Álvaro Rodríguez znalazł w Elche warunki, których potrzebował, żeby się rozwinąć, a pięć goli i cztery asysty potwierdzają postęp. Yusi także kontynuuje swój rozwój z dala od większego medialnego szumu. Najbardziej wyrazistym przykładem pozostaje jednak Take Kubo. Real Madryt nadal ma 50% praw do zawodnika, którego wartość w wieku 24 lat wynosi około 30 milionów euro.
To portfel talentów rozsiany po Europie, który prędzej czy później daje zwrot. Czasem w postaci piłkarza gotowego do gry na Bernabéu, a czasem w postaci bezpośrednich wpływów. Pokazują to ostatnie transakcje: Rafa Marín przyniósł 12 milionów euro, Álex Jiménez osiem, a Miguel Gutiérrez dziewięć. Dzięki takim kwotom Castilla może finansować pensje i transfery bez dodatkowego wsparcia. Tak działa to od lat, podkreśla MARCA.
Ci, którzy dopiero czekają
Gdy jedni rozwijają się poza klubem, inni czekają na swoją kolej w Valdebebas. Kolejne pokolenie już puka do drzwi, a w klubie wiążą z nim duże nadzieje. César Palacios, Pol Fortuny, Manuel Ángel, Cestero, Valdepeñas, Yáñez, Aguado, Fortea i Thiago Pitarch należą do grupy, która wkrótce będzie musiała wybrać dalszą drogę. Nie wszyscy od razu dostaną miejsce w pierwszym zespole, więc dla wielu odejście będzie naturalnym etapem rozwoju.
Przypadek Gonzalo Garcíi dobrze pokazuje tę sytuację. W przyszłym sezonie wróci Endrick, wypożyczony do Lyonu, więc klub już teraz musi dobrze zaplanować miejsce i minuty dla obu, bo każdy potrzebuje regularnej gry. Strategia jednak pozostaje taka sama. Jedni wrócą gotowi, by zostać w Realu Madryt, a inni przyniosą klubowi konkretne pieniądze, podsumowuje MARCA.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze