Advertisement
Menu
/ as.com

„Jako Al-Hilal bardzo chcielibyśmy grać w Lidze Mistrzów”

Esteve Calzada jest dyrektorem wykonawczym Al-Hilal i jedną z osób, które w największym stopniu przyczyniają się do eksplozji saudyjskiego futbolu. Hiszpan, który pracował w Barcelonie i Manchesterze City, udzielił wywiadu dziennikowi AS.

Foto: „Jako Al-Hilal bardzo chcielibyśmy grać w Lidze Mistrzów”
Esteve Calzada. (fot. Getty Images)

Czy Al-Hilal jest takie, jak pan sobie wyobrażał?
Jest jeszcze większy, bardziej ambitny, bardziej dominujący i bardziej wyjątkowy, niż mogłem przypuszczać. Wiedziałem, że to najważniejszy klub, ale gdy przyjeżdżasz na miejsce, szybko staje się jasne, że spoczywa na tobie odpowiedzialność za prowadzenie klubu o ogromnych oczekiwaniach – tu zakłada się, że zawsze będziemy wygrywać. Kibic musi stać w centrum, a zaskoczyła mnie pasja fanów. Wzrost ligi saudyjskiej opiera się na autentycznej potrzebie kibiców, bo oni naprawdę lubią piłkę. To prawdziwi futbolowi wariaci. Inaczej niż w Chinach – tam widzieliśmy, że projekt nie „zaskoczył”, bo brakuje realnej bazy kibiców. To odpowiedzialność, którą trzeba umieć udźwignąć i wyzwanie. Al-Hilal nazywają Realem Madryt Azji – to najważniejszy klub nie tylko w Arabii Saudyjskiej, lecz w całej Azji.

Podoba się panu czy raczej pana złości to określenie: Real Madryt Azji, zwłaszcza przy pana przeszłości związanej z Barceloną?
Podoba mi się ten przydomek. Miałem szczęście – albo po prostu dobre wyczucie – pracować w klubach, w których mogłem coś wnieść i obserwować rozwój prowadzący do zwycięstw. W Barcelonie, gdy wygraliśmy Ligę Mistrzów w Paryżu, czy w Manchesterze City, gdy w 2023 roku wygraliśmy Ligę Mistrzów w Stambule. To oznaczało istotny wzrost przychodów, a tutaj również na tym zależy. Wyzwanie polega na tym, żeby klub stawał się coraz bardziej samowystarczalny, generując własne zasoby. W istocie w ostatnich dwóch latach podwoiliśmy przychody. Zrównaliśmy się z dwudziestoma klubami o najwyższych przychodach w Europie.

Ciekawe, że przyjeżdża się „robić pieniądze” do miejsca, w którym pieniądza nie brakuje…
W praktyce tego nadmiaru pieniędzy nie odczuwam, bo jako dyrektor generalny odpowiadam wraz z zespołem za przygotowanie budżetu i jego realizację. Czuję taką samą presję jak w innych klubach, w których pracowałem. Trzeba maksymalizować przychody, by zapewnić jak największe środki dla piłki, a klub prowadzić możliwie najefektywniej. To nic innego niż to, co spotyka się w wielu klubach w Europie.

Czy piłka w Arabii Saudyjskiej może być zrównoważona finansowo przy takich pensjach?
Oczywiście, że może. Trzeba pamiętać, jak bardzo pomaga system podatkowy. Nie ma podatków i to od razu podwaja konkurencyjność oferty wobec tego, co dałoby się zaproponować w Europie. Faktem jest, że istnieje program publiczny rządu, w ramach którego wiąże się transfery części piłkarzy, ale Al-Hilal ma też własne zasoby i własny sposób generowania przychodów oraz sprowadzania zawodników, którzy nie są finansowani przez ten rządowy program, tylko dzięki sponsorom, których pozyskujemy i koszulkom, które sprzedajemy. Mamy też szczęście, że książęAl-Walid ibn Talal ibn Abd al-Aziz Al Su’ud jest dobroczyńcą klubu – pomaga w realizacji części transferów i zwiększaniu zasobów. Na końcu chodzi o wygrywanie, a wszystko inne niż zwycięstwo oznacza porażkę.

Co pan pomyślał, gdy powiedziano o sprowadzeniu Benzemy?
Jesteśmy bardzo zadowoleni z przyjścia Benzemy. To pierwszy raz, gdy mamy tu zawodnika ze Złotą Piłką. Wpływ jest niesamowity: ekspozycja, media, aspekt komercyjny… To nie jest transfer strategiczny z perspektywy marketingu, tylko czysto sportowy. Podjęto decyzję sportową, że chcemy napastnika najwyższego poziomu. Już to widać.

Zabawne, że problem, jaki miała Barcelona (Al-Ittihad), „rozwiązuje” Real Madryt (Al-Hilal)…
To inny rodzaj rywalizacji. To dwa najważniejsze kluby w Arabii Saudyjskiej, ale powiedziałbym, że największą rywalizację mamy raczej z Al-Nassr. Porównałbym to bardziej do Barcelony z Realem – na zasadzie: chce pan, by przegrał ten drugi. Kibice żyją tą rywalizacją.

Wierzy pan w rozwój ligi saudyjskiej?
W stu procentach. To projekt, który przyszedł, by zostać. Na horyzoncie mamy Mistrzostwa Świata 2034 oraz inne wydarzenia, które do tego czasu odbędą się w kraju. Impuls wynikający ze sprowadzania takich piłkarzy powinien uruchamiać kolejne dźwignie: to ma być pchnięcie, dzięki któremu kluby będą stopniowo generować własne zasoby i przychody – poza tym, że pomaga to też przyciągać następnych zawodników. Żeby saudyjska piłka się rozwijała, trenowanie z postaciami takimi jak Benzema sprawia, że miejscowi gracze też rosną. To jeden z najlepszych napastników na świecie i to widać. Tradycyjnie Al-Hilal ma największą reprezentację w kadrze narodowej. Wyjściowa jedenastka słynnej drużyny, która pokonała Argentynę na mundialu w 2022 roku, składała się w całości z piłkarzy Al-Hilal.

Czy efekt „pierwszych gwiazd”, Cristiano Ronaldo czy Neymara, zadziałał jak magnes?
Nie tylko przyjeżdżają, lecz także zostają. Przykładem jest Rúben Neves, z którym właśnie przedłużyliśmy umowę. Prezentuje niesamowity poziom. Od kiedy tu trafił, miał oferty z wielkich klubów europejskich, a mimo to przedłużył kontrakt u nas. Gdy pojawili się pierwsi zawodnicy, przychodzili kolejni, a później było łatwiej, bo oni rozmawiają między sobą. Mówią, że żyje się tu dobrze, rodziny łatwo się adaptują, infrastruktura jest najwyższej klasy, więc oczywiście istnieje przestrzeń, by następne gwiazdy dalej przyjeżdżały. Co więcej, inaczej niż dawniej – jeśli jedzie pan na kadrę i gra w Arabii Saudyjskiej, to widać, że nadal dostaje pan powołania. Nikt nie przestaje wzywać zawodników tylko dlatego, że grają w „słabszej” lidze – liga nie ma już takiego statusu. Mieliśmy po jednym piłkarzu w każdej drużynie na Pucharze Narodów Afryki: Bono jako bramkarza Maroka i Koulibaly’ego jako kapitana i stopera Senegalu. Jest też Laporte – był tutaj, wrócił do Hiszpanii i nadal jeździ na kadrę. Mamy składniki, by dalej przyciągać zawodników, a kraj wciąż mocno na to stawia, więc rozsądne oczekiwanie brzmi: ten proces będzie trwał.

Wciąż mówi się o wielu transferach, w tym o Viníciusie…
Będzie się mówiło o wszystkich wielkich piłkarzach, jak Vinícius. Skoro przyjechali już niektórzy z największych, kolejne nazwiska nie zaskakują aż tak bardzo.

Szkoda tylko Neymara, któremu nie dopisało zdrowie.
Tak. Jego wpływ był spektakularny, bo podniósł międzynarodowy profil klubu. Bardzo pomógł nam urosnąć. Wykorzystaliśmy ten impuls, a nawet po jego odejściu wciąż się rozwijamy. Mamy ponad 43 miliony obserwujących w mediach społecznościowych, a ponad połowa jest spoza Arabii Saudyjskiej. W tym sensie Neymar był jednym z motorów wzrostu. Sportowo przez kontuzje nie poszło lepiej, czego można żałować.

Arabia Saudyjska w Lidze Mistrzów – czy to może stać się rzeczywistością?
Nigdy nie można powiedzieć „nie” czemukolwiek; bardzo byśmy tego chcieli. Przychodzimy po Klubowym Mundialu, który był dla nas wielką szansą i znakomitą witryną. Poza tym, że pokazaliśmy poziom w meczu z Realem Madryt, wyeliminowaliśmy Manchester City i chcielibyśmy, żeby takie okazje zdarzały się częściej – by pokazywać poziom i przede wszystkim budować zasięg. Jesteś na scenie oglądanej przez cały świat. To już dzieje się teraz: rywalizowaliśmy z wielkimi zespołami i potrafiliśmy udowodnić jakość. Awansowanie do takich rozgrywek nie jest łatwe, ale jedno wiem na pewno: gdybyśmy grali w europejskiej Lidze Mistrzów, potrafilibyśmy sprawić problemy rywalom, bo patrząc na nasz zespół – zawodnik po zawodniku – to jest poziom Ligi Mistrzów. Bez dwóch zdań.

Jak pan ocenia „spokój” europejskiej piłki?
Nie śledziłem tego bardzo uważnie. Gdy ogłoszono Superligę, widziałem, że kluby angielskie od razu się wycofały… Nie mam większej opinii poza tym, że chciałbym jedności i zmian, które uczynią futbol bardziej dostępnym dla wszystkich: większej dystrybucji, większej cyfryzacji, częstszych ciekawych meczów. W Europie obserwujemy ogromny sukces nowego formatu Ligi Mistrzów. Teraz co tydzień są mecze na najwyższym poziomie, a właśnie tego szukano w projekcie europejskiej Superligi. Z czasem wszystko układa się na swoim miejscu i im mniej zamieszania, tym lepiej.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!