Lahm: Praca trenera w Realu Madryt to największe wyzwaniem w światowym futbolu
Philipp Lahm, legenda Bayernu Monachiu i reprezentacji Niemiec, regularnie komentuje wydarzenia w piłce na łamach niemieckiego tygodnika Die Zeit. Dziś były piłkarz wziął na tapet zwolnienie Xabiego Alonso. Przedstawiamy tłumaczenie tego tekstu.
Xabi Alonso i Philipp Lahm w barwach Bayerniu Monachium, kwiecień 2015. (fot. Getty Images)
Wszystkie oczy ponownie skierowane są na Real Madryt. Ale nie w sposób, do którego przywykli 15-krotni zdobywcy Ligi Mistrzów, ponieważ ponownie muszą grać w barażach. Każdy kibic oczekuje, że klub o takich nazwiskach i przy takich inwestycjach będzie wśród ośmiu najlepszych drużyn Europy. Tymczasem dodatkowa runda zaczyna stawać się normą, bo Real przystępuje do niej już po raz drugi. Porażka 2:4 z Benficą była dziewiątą przegraną od ostatniego triumfu w 2024 roku pod wodzą Carlo Ancelotti. Od tamtej pory Real na arenie międzynarodowej przegrywa niemal co drugi mecz.
Z perspektywy czasu jeszcze wyraźniej widać, jak wielki był wpływ Carlo Ancelottiego, co można również powiedzieć o Zinédinie Zidanie. Między 2014 a 2024 rokiem obaj wygrali z Realem po trzy Ligi Mistrzów. Dlaczego tak dobrze pasowali do tego wyjątkowego klubu? Bo sami kiedyś grali u boku wybitnych piłkarzy. Ancelotti występował pod wodzą Arrigo Sacchiego w Milanie. Zidane strzelał zwycięskie gole w finałach mistrzostw świata i Ligi Mistrzów. Ludzie z taką aurą są szanowani przez najlepszych. Ancelotti i Zidane przez całe życie byli częścią drużyn kipiących talentem. Potrafią więc precyzyjnie ocenić jakość czołowych piłkarzy i radzić sobie z ich słabościami. Z własnego doświadczenia wiedzą, co musi się wydarzyć, by z tak silnych osobowości stworzyć jedność.
Xabi Alonso ma podobny profil. Jako zawodnik był instytucją na pozycji defensywnego pomocnika, który z klubami oraz reprezentacją zdobył wszystko. Jest właściwie Ancelottim bez dwóch dekad doświadczenia. Do tej pory Alonso z rozwagą planował swoją karierę. Myślę, że wiedział, jakie ryzyko podejmuje, przechodząc do Realu. Ten eksperyment na razie się nie powiódł, ale dostarczy mu cennej wiedzy na dalszą drogę.
W Bayerze Leverkusen Alonso był jedyną gwiazdą i cieszył się absolutnym autorytetem w drużynie. Ukształtowany przez własny styl gry, zapewnił drużynie stabilność. Zespół z pasją realizował jego pomysły, nawet jeśli w kwestii budowania akcji i posiadania piłki nie wszystko było jeszcze dopracowane. Po zwycięstwach na początku sezonu przekonanie przerodziło się w wiarę. Dodatkowo w klubie, który sam siebie nazywał Vizekusen, nikt nie oczekiwał tytułów. Pod wodzą Alonso Leverkusen po raz pierwszy zostało mistrzem Niemiec i sięgnęło po krajowy dublet bez ani jednej porażki.
To nie były złe referencje, tyle że Real to nie Leverkusen. Duch Alfredo Di Stéfano, który w latach 1956–1960 poprowadził Real do pięciu triumfów w Pucharze Europy, wciąż unosi się nad Santiago Bernabéu. Real jest klubem piłkarzy, jeszcze bardziej niż Bayern Monachium. Prezes Florentino Pérez to niezwykle wpływowy człowiek, który wydaje ogromne pieniądze na gwiazdy. Tylko w Arabii Saudyjskiej Kylian Mbappé czy Vinícius Júnior mogliby zarabiać więcej. Jeśli któryś z jego zawodników nie zdobędzie Złotej Piłki, prezes potrafi się obrazić i odwołać galę.
Trenerów natomiast uważa za wymiennych, co czyni to stanowisko największym wyzwaniem w światowym futbolu. Wypracowanie współpracy wśród Los Galácticos graniczy z cudem. To, co piłkarze z Leverkusen chłoną jak gąbka, zawodnicy Realu odbierają jako ograniczenie swojej indywidualności i wolności.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze