Advertisement
Menu
/ elpais.com

Trybuna stadionu

Jorge Valdano, były piłkarz, trener i dyrektor generalny Realu Madryt, a obecnie komentator i felietonista w dzienniku El País dzieli się swoimi przemyśleniami na temat postawy kibiców na stadionie.

Foto: Trybuna stadionu
Fot. Getty Images

Na Santiago Bernabéu nauczyłem się, że cisza tłumu jest czymś twardym, zwartym. W tych nużących meczach, w których drużyna grała jak grupa urzędników, cisza wchodziła w krew i karała jak krzyk. Jakby ludzie rozumieli, że psujemy im dobry plan: futbol wymyślono po to, by uwalniał nas od cierpienia i tygodniowej rutyny, a nie dokładał nudy i stresu. Stadion, jak zawsze, jest dobrym termometrem społecznym.

Dziś jednak stadiony interpretuje się jeszcze trudniej – przez zmiany społeczne, turystyczną profanację, a nawet skutki pewnych stylów gry. Ogólnie rzecz biorąc, Bernabéu trudno odczytać, poza euforycznym wybuchem dumy przy remontadach. Nie jest wiarygodny także przesadzony, tandetny szum tła w mediach społecznościowych. Kibic krzyczy – z radości albo z oburzenia – przez dziewięćdziesiąt minut meczu, a przez resztę tygodnia jakby przestawał istnieć, poza tym wirtualnym stadionem: chaotycznym i chorobliwym. Na stadionie hałas trwa dziewięćdziesiąt minut. W sieci jest stały i dla nikogo nie jest zabawą.

Od paru spotkań ludzie karzą drużynę niezręcznymi gwizdami, które docierają aż do loży honorowej. Znormalizowaliśmy to, że piłkarze, bo zarabiają dużo, mają znosić obelgi. Jak mówi argentyński dziennikarz Ariel Scher: „Być może fakt, że zarabiasz znacznie więcej od innych, nie wyzyskując przy tym nikogo, niesie w sobie obowiązek znoszenia bluzgów”.

Tylko co tak rozzłościło Bernabéu? Przyjście Xabiego niosło obietnicę solidnego trenera, uosabiającego rygor. Niektórzy z najważniejszych zawodników nie stanęli na wysokości zadania. Być może dlatego, że uwiera ich taktyczna monotonia, która zmusza do trzymania na wodzy instynktu i do większej dawki poświęcenia. To wszystko przedostało się na zewnątrz i zmieniło nastrój madridismo. Xabi upadł, na scenie pojawił się Arbeloa i, między nimi, przyszły dwie kolejne porażki: przegrana w Superpucharze i odpadnięcie z Pucharu Króla.

Gwizdy zdają się mówić piłkarzom coś bardzo prostego: jeśli chcecie być wolni, musicie zaakceptować konsekwencje. Albo, mówiąc inaczej – wybaczymy wam tylko wtedy, gdy będziecie wygrywać.

Jeśli już próbować to interpretować, w tej chwili stadion jest jednym wielkim rozgardiaszem. Są kibice, którzy gwiżdżą na niepowodzenia, inni organizują się w sieci, żeby wystawić Florentino rachunek albo przedstawiać się jako alternatywy polityczne. Są też tacy, którzy klaszczą, bo czują więź z klubem albo rozumieją, że to moment przejściowy; są wreszcie ci, którzy gwiżdżą lub biją brawo „zarażeni” reakcją innych. Jak napisał Alessandro Baricco: „To nie byłaby taka długa kolejka, gdyby nie była taka długa”. Zjawisko jak najbardziej współczesne – iść tam, gdzie idą ludzie, albo mówić to, co mówią ludzie.

W gruncie rzeczy mamy do czynienia z nieoczekiwanym kryzysem zbiorowym. Dziedzictwo, jakie zostawi Florentino, nie zasługuje na taką reakcję, ale ci, którzy mają wiele lat i dobrą pamięć, wiedzą, że przed gniewem stadionu nie ocalił się nawet Santiago Bernabéu. Futbol jest wściekłą teraźniejszością, a ludzie płacą od razu. Taki fach. Piłkarze w każdym razie już zrozumieli ten komunikat.

Także na Metropolitano w ostatnim meczu słychać było gwizdy pod adresem Diego Simeone, po zmianie, której kibice nie zrozumieli. To otwiera inną perspektywę: ludzie męczą się wszystkim. Bardzo trudno przekonać wszystkich, cały czas. Nawet Florentino i Simeone – bezdyskusyjni, gdy spojrzeć z dystansu – nie są w stanie oprzeć się piłkarskiej niecierpliwości w tym kraju. Historia nie chroni ich przed teraźniejszością.

Czy istnieje jakaś recepta, by schronić się przed takimi prądami opinii? Tylko jedna: wygrywać. A to nie zawsze jest możliwe.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!