„Tą drogą czasem da się coś wygrać, ale z obecnymi piłkarzami raczej już to nie zadziała”
Álvaro Benito to były piłkarz i trener grup młodzieżowych Realu Madryt. W 2019 roku po zwolnieniu z Realu za krytykę decyzji podejmowanych w pierwszym zespole został ekspertem radia SER i telewizji Movistar+. Wczoraj przedstawił swój punkt widzenia w sprawie sytuacji w klubie.
Piłkarze Realu Madryt cieszą się po golu z Benficą. (fot. Getty Images)
– Uważam, że trzeba zbudować coś solidnego, coś jasno zdefiniowanego. Można przegrywać mecze przez piłkarski wypadek przy pracy, ale nie wiem, czy Real Madryt chce być zespołem, który cofa się i dobrze zamyka linie. Przy Ancelottim, uwierz mi, wydawało mi się to znacznie bardziej poukładane. Ancelotti uznał: ci ludzie nie pressują, więc ustawię dwie linie po czterech w średnim albo średnio-niskim bloku i zobaczę, co da się z tego wyciągnąć. Trzeba było cierpieć, przetrwać i sprawdzić, co da się ugrać z przodu dzięki szybkości ofensywnych piłkarzy. Bronili dobrze, naprawdę bronili dobrze. O to mi chodzi: jeśli wybierasz taką drogę, musisz robić to porządnie. A to, co było wczoraj w defensywie… no właśnie.
– Jeśli chcesz iść tą drugą ścieżką, czyli: „chcę być zespołem grającym aktywnie” – jak wszystkie obecnie wygrywające drużyny, bo to moim zdaniem dominujący model – czyli żyć na połowie rywala, szybko odbierać piłkę, być agresywnym, grać pionowo, dostarczać dobre piłki skrzydłowym i tak dalej, to musisz przejść drogę odwrotną do tej, którą teraz widać. Trzeba przyjść i wymagać. Wymagać od Viníciusa, żeby biegał, od kolejnego, żeby biegał, od wszystkich, żeby pracowali w ramach idei zespołowej, widocznej na boisku. Wtedy mogą zdarzyć się w sezonie dwa wypadki, ale wynikające z przypadku, a zespół pozostaje w 100% rozpoznawalny w swojej koncepcji w średnim i długim terminie.
– Trzeba dobierać piłkarzy pod tę ideę i pozwolić trenerowi trenować. Dla mnie niewiarygodne pozostaje to, że nadal trudno w to uwierzyć: przychodzi tu trener, czy to Xabi Alonso, czy w przyszłym roku Klopp, czy Pepe Pérez, wszystko jedno, a po trzech miesiącach słyszymy: „no tak, w tej drużynie tych piłkarzy nie da się trenować”. To jest szokujące. To jedyni, których „nie da się trenować”. Musiałby to być jedyny zespół na świecie, w jakimkolwiek sporcie, do którego przychodzi trener i okazuje się, że nie wolno mu trenować zawodników.
– Trudno to oceniać, kiedy od lat ciągnie się problem z grą, z modelem, z ideą i wszystko przykrywały zwycięstwa. Jasne, wygrywanie jest ważniejsze niż idea, ale co dzieje się, kiedy przestajesz wygrywać, a piłkarze, których masz dzisiaj, nie są już tak dobrzy jak ci sprzed lat? Wtedy trzeba wrócić do punktu wyjścia, wrócić do idei. Rozumiem, że Álvaro Arbeloa po przyjściu chciał najpierw zbudować dobrą atmosferę: dobre słowa o zawodnikach, maksymalne wsparcie, wszystko bardzo korporacyjne. W porządku. Każdy człowiek lepiej funkcjonuje w przyjemnym środowisku pracy, w bliskości, w komunikacji. Też to wolę, pewnie wy również.
– To jednak dopiero punkt pierwszy. Mówimy o najwyższych wymaganiach w piłce nożnej i w historycznie największym klubie na świecie, więc poziom wymagań musi być brutalny. A ja mam wrażenie totalnej nieokreśloności i czasem zastanawiam się, na co tu się czeka. Aż przyjedzie Benfica i znowu rozsmaruje cię w barażu, wyrzucając z rozgrywek? Albo aż przyjdą porażki takie jak ta, która mogła wydarzyć się w niedzielę z Rayo i po dwóch potknięciach Barcelona odjedzie w lidze? Nie wiem, na co to czekanie. Naprawdę nie rozumiem, czemu sezon po sezonie nie pada jasno: „to nie jest droga”, bo tą drogą czasem da się coś wygrać, owszem, ale z obecnymi piłkarzami raczej już to nie zadziała.
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze