– Po tamtym dość burzliwym okresie z wieloma starciami w sali prasowej pojawiła się informacja, która zirytowała pana Mourinho i jego sztab szkoleniowy. Chodziło o to, że opowiedzieliśmy w radiu, iż trener bramkarzy Silvino Louro jest postrzegany przez zawodników jako szpieg i donosiciel, a także, że nie chcą rozmawiać w jego obecności ani w szatni, ani w hotelu, ponieważ wszystko, co powiedzą, on potem przekaże Mourinho – rozpoczął Meana.
– Wtedy odbyła się konferencja prasowa na Bernabéu przed ligowym meczem z Espanyolem. Louro siedział na widowni, oglądając to wystąpienie Mourinho. Po jej zakończeniu szef prasowy pierwszej drużyny podszedł do mnie i mówi mi, że Silvino chciałby ze mną porozmawiać.
– Po zakończeniu konferencji przechodzę do sąsiedniej sali i czeka tam na mnie Louro wraz z Luisem Camposem i José Mourinho. Louro bezpośrednio wyrzuca mi tę informację i mówi, że jego córka zadzwoniła do niego z Portugalii bardzo poruszona, bo nazywają jej ojca szpiegiem, kretem czy donosicielem Mourinho. A ja odpowiadam mu, że taka jest informacja i że przykro mi, iż go to zabolało, bo nie chciałem, żeby dotknęło to jego córkę, ale że jest ona potwierdzona, bo piłkarz powiedział mi: „Nie ufamy mu i nie rozmawiamy przy nim”. To potwierdzone źródło, które przekazało taką informację bezpośrednio od siebie.
– W tym momencie Mourinho wchodzi na pierwszy plan i przez 20–25 minut próbuje mnie na swój sposób zastraszyć. Stara się wmówić mi, że nie znaczę nic w świecie dziennikarstwa... Miał co do tego rację! I że on był kimś największym w świecie futbolu... Też miał rację. Wydawało mi się, że po prostu próbuje wyciągnąć ode mnie informacje z szatni: kim byli zawodnicy, którzy w tamtym czasie przekazywali mi informacje.
– Oczywiście żadnym momencie nie czułem strachu. Nie czułem, żeby mieli mnie zaatakować. I w istocie z perspektywy czasu wspominam tamtą scenę z Mourinho jako wielką lekcję w mojej karierze reportera. Potem spotkałem się z Mourinho ponownie wiele lat później, gdy prowadził Manchester United i wydał mi się osobą bezpośrednią.
– Z perspektywy czasu myślę, że było tak, jak potem ocenił to Callejón: „Ani ci dobrzy nie byli tacy dobrzy, ani ci źli tacy źli”. Myślę, że Mourinho popełnił wiele błędów, ale przejdzie do historii jako trener Realu Madryt, który zmienił sposób rywalizacji drużyny będącej w dołku. I przy tym uważam, że prasa dobrze odgrywała swoją rolę. Pracowaliśmy, przekazywaliśmy informacje, a kiedy trenera boli to, że ujawniasz informacje, bo są prawdziwe, oznacza to, że idziesz dobrą drogą – zakończył Meana.
Artykuł Antóna Meana, wtedy dziennikarza Marki, o tej sprawie z 16 grudnia 2012 roku można znaleźć przetłumaczony tutaj: „Trenerzy »top« i gó**iany dziennikarz”.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się