Advertisement
Menu
/ marca.com

Tam, gdzie wszystko się zaczęło

Real Madryt wraca na Estádio da Luz po raz pierwszy od gola Ramosa przeciwko Atlético w finale, w którym Królewscy zdobyli La Décimę.

Foto: Tam, gdzie wszystko się zaczęło
Sergio Ramos zdobywa gola na wagę remisu i dogrywki w finale Ligi Mistrzów z Atlético Madryt w 2014 roku. (fot. Getty Images)

Ta debata trwa już od dawna. A dokładnie od 24 maja 2014 roku, od około godziny 23. Tego dnia, w 93. minucie meczu, który wydawał się przegrany, Sergio Ramos wzniósł się ponad obronę Atlético i strzałem głową skierował piłkę do siatki. Choć był to „tylko” gol wyrównujący w finale Ligi Mistrzów w sezonie 2013/2014, to otworzył on na oścież drzwi do La Décimy, na którą Real czekał od 12 lat, wspomina Santiago Siguero z Marki. Nie była to co prawda 32-letnia klątwa między finałami z 1966 i 1998, którą przerwał gol Mijatovicia, ale istaniała możliwość, która przez 92 minuty i 48 sekund wydawała się całkiem realna, przegrania finału Pucharu Europy z odwiecznym rywalem z tego samego miasta, która w pełni uzasadnia dyskusję: który gol był ważniejszy w historii Realu Madryt – Pedji z Juve czy Ramosa z Atleti?

Santiago Siguero zauważa, że w środę Królewscy wracają na Estádio da Luz po raz pierwszy od tamtego legendarnego meczu, jednego z najbardziej ikonicznych finałów Pucharu Europy w historii klubu, który ma w dorobku 15 Pucharów Europy, zdecydowanie najwięcej w historii. Co więcej, jest bardzo prawdopodobne, że gdyby tamto uderzenie głową Ramosa nie wpadło do bramki Atlético, to nic z tego, co przyszło później (trzy Ligi Mistrzów Zidane’a, dwie ostatnie wygrane z decydującymi golami Viníciusa), w ogóle by się nie wydarzyło. Albo i tak, bo w piłce nożnej nigdy nic nie wiadomo. Jedno jest pewne: ten gol zmienił historię Realu i był kluczowy dla najbardziej udanej dekady (2014-2024) w dziejach klubu, w której Los Blancos zdobyli sześć Pucharów Europy. Tyle samo, co zespół Bernabéu wygrał w latach 1956-1966.

Gol Ramosa z pewnością wygrałby każde głosowanie wśród madridismo z pokolenia millenialsów, przyzwyczajonych do oglądania Realu podbijającego Stary Kontynent. Droga do tego Puchar Europy nie była tak długa, jak do La Séptimy, ale za to bardzo wyboista: zmarnowany rzut karny Figo na Delle Alpi, klątwa 1/8 finału, która wydawała się wieczna, Olympique Lyon w roli czarnej bestii, gol Makaaya po 14 sekundach, przeklęta seria rzutów karnych na Bernabéu przeciwko Bayernowi, niedokończona remontada z Borussią Dortmund… To bardzo wiele nocy zgrzytania zębami, do których mogła dołączyć również ta z finału w Lizbonie, gdzie po raz pierwszy w historii w finale zmierzyły się dwa zespoły z tego samego miasta.

Gol Godína w połowie pierwszej połowy po fatalnym wyściu Casillasa sprawił, że droga na szczyt dla Realu była stroma bardziej niż kiedykolwiek. Atlético Simeone było defensywną skałą i w pierwszej części meczu praktycznie na nic nie pozowalało atakującym Królewskich, w tym zmęczonym Cristiano i Benzemie. Real Ancelottiego z Zidane'em w roli asystenta chciał, próbował ale nie był w stanie nic zdziałać, aż do momentu podwójnej zmiany (Isco i Marcelo za wracającego po ciężkiej kontuzji kolana Khedirę i nieobliczalnego Coentrão), dzięki której Los Blancos w końcu zaczęli regularnie zagrażać bramce Courtois. Jednak sytuacje wciąż nie były czyste. Obrona Atlético odpierała każdą próbę strzału zawodników Realu, dodatkowo przytłoczonych uciekającym czasem. Minuty mijały, a w szatni Atleti chłodzono szampana.

W ostatnim, całkowicie desperackim zrywie Real zamknął rywala w polu karnym i zaczął wrzucać piłki w szesnastkę. Po jednej z takich wrzutek wziął się rzut rożny, który Modrić posłał w samo serce pola karnego. A Ramos zatrzymał czas w 92:48.

Gol Sergio wskrzesił konający Real i powalił na deski Atlético, które nie było już w stanie się podnieść. Fizycznie wyczerpani Los Rojiblancos liczyli już tylko na rzuty karne, ale Real nie dał im żadnych szans. Bale zdobył gola na 2:1 po niezapomnianym slalomie Di Maríi, a Marcelo i Cristiano zwieńczyli zwycięstwo przeciwko zatopionemu przeciwnikowi.

Tamta noc zmieniła historię. Gol Ramosa zapoczątkował erę europejskiej dominacji Realu Madryt, którą pamiętali już tylko najstarsi kibice. W tę środę Real wraca na Estádio da Luz, Macondo swojej nowoczesnej historii, wiedząc, że nigdy nie będzie tak szczęśliwy, jak tamtej nocy sprzed niemal dwunastu lat w Lizbonie.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!