Wracamy do gry
W meczu 21. kolejki La Ligi Real Madryt wygrał na wyjeździe z Villarrealem 2:0. Obie bramki zdobył Kylian Mbappé.
Kylian Mbappé. (fot. Getty Images)
Wyjazdowy mecz z Villarrealem jest zawsze trudnym wyzwaniem, na co wskazuje też najnowsza historia starć Realu w tym miejscu. Álvaro Arbeloa niczym nie zaskoczył. W porównaniu do meczu z Monaco do wyjściowej jedenastki wrócił Álvaro Carreras, który pauzował za kartki i… zastąpił zawieszonego dziś Auréliena Tchouaméniego.
Takie ustawienie spowodowało oczywiście grę Eduardo Camavingi na środku pomocy. Druga linia funkcjonowała jednak dość przeciętnie. Przez całą pierwszą połowę Real zawodził w kreacji i stworzył kilka małych szans, ale ani jednej nie nazwalibyśmy klarowną. Podobnie mogli zresztą mówić kibice gospodarzy, którzy ani razu nie zmusili Thibaut Courtois do interwencji. Można było jednak odnieść wrażenie, że Real jest trochę rozbity: nie wszyscy są zaangażowani w atakowanie i nie wszyscy są zaangażowani w obronę. Przez to momentami po prostu brakowało ludzi do tego i tego.
Villarreal skupiał się na dośrodkowaniach i miał dość dużą łatwość w tworzeniu sobie miejsca na skrzydłach przy dość biernej postawie bocznych obrońców. Później jednak brakowało im konkretów, przez co raczej nie rekomendujemy nikomu oglądania pierwszej połowy ponownie lub po raz pierwszy. Nawet ze znalezieniem sytuacji do skrótu mógłby być problem.
W drugiej połowie już po dwóch minutach mogliśmy się cieszyć, bo zobaczyliśmy coś, do czego w pierwszej części nie było nawet blisko: gola. Mbappé dograł do Viniego, ten namieszał na lewym skrzydle, dograł w pole karne, a tam po niefortunnym wybiciu Pape Gueye do piłki dopadł Kylian Mbappé i otworzył wynik meczu.
Po strzeleniu gola nie doszło do wielkiej przemiany Realu. W ofensywie nie za bardzo było za co chwalić drużynę. Nie doszło też do głębokiego cofnięcia się, choć Villarreal miał dobre sytuacje – obie zmarnował jednak Gerard Moreno. Arbeloa długo czekał ze zmianami, a ani obecność Mastantuono, ani Brahima nie wniosła świeżości do ofensywy.
Rywal grał tak, jakby czekał na swój moment, tyle że nigdy nie nadszedł. Real prowadził jedną bramką, ale czuł się bardzo komfortowo i tak naprawdę największym rywalem Realu byli dziś zawodnicy… Realu. Camavinga czy Valverde w prosty sposób tracili piłkę i mogli dać Villarrealowi drugie życie, ale obrońcy spisali się dziś bardzo dobrze. W doliczonym czasie gry pokazał się duet Vini-Mbappé. Brazylijczyk bardzo dobrze dograł do Francuza, ten wywalczył rzut karny, który po chwili zamienił na decydujące trafienie.
Real Madryt nie zachwycał, ale wygrał w pełni zasłużenie. Był dziś drużyną dojrzałą, choć nie idealną. Na Villarreal – przed tym meczem z bilansem 8–1–1 w lidze – to wystarczyło. To nie był mecz, który cieszył oczy, ale wygrana cieszyć po prostu musi. Real nie tylko depcze Barcelonie po piętach, tylko ją przegania w ligowej tabeli i z dużym komfortem może czekać na jej ruch. To coś więcej niż powiew optymizmu – to obietnica rywalizacji o mistrzostwo Hiszpanii.
Villarreal CF – Real Madryt 0:2 (0:0)
0:1 Mbappé 47'
0:2 Mbappé 90'+4' (rzut karny)
Villarreal: Luiz Júnior; Navarro, Foyth (24' Rafa Marín), Renato Veiga, Pedraza; Parejo (77' Partey), Gueye, Buchanan (70' Pépé), Moleiro; Gerard Moreno (70' Oluwaseyi), Mikautadze (77' Ayoze)
Real Madryt: Courtois; Valverde, Asencio, Huijsen, Carreras; Camavinga, Arda Güler (80' Brahim), Bellingham; Mastantuono (74' Gonzalo), Mbappé, Vinicius
Pobierz aplikację Superscore Polska i zanurz się w statystykach Królewskich. [współpraca]
Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.
Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!
Komentarze